List z Gibraltaru

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł List z Gibraltaru
Pochodzenie Pieśni o sławie
Data wydania 1917
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Zakłady Graficzne B. Wierzbicki i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


LIST Z GIBRALTARU.

Jaśnie Wielmożny Panie Pułkowniku!
Iżeś był zawdy, jak ojciec żołnierzy,
Tedy niech, pełne serdecznego krzyku,
Z za mórz do ciebie to pisanie bieży!
Nie wypowiedzieć w człowieczym języku,
Ani litermi wydać, jak należy,
Onych utrapień, łez i niepokoi,
Jakie tu cierpim — podkomendni twoi!

Dziewięć lat mija, gdy w niewolę wziętych,
Do tej nas twierdzy przywieźli Anglicy —
I w kazamatach dzierżyli zamkniętych,
Jako zaś bydło lokują rzeźnicy!
Czerwonych jeszcze z ran nieobeschniętych
Promyczek słonka nie doszedł w ciemnicy;
A ten, co skonał — w inszych zazdrość budził,
Że głos ceklarza już go nie obudził!


Póki człek sterczał w szeregu na szkapie,
Wśród harmat ryku i kartaczy błysku,
Nie czuł, że tęskność za gardziel go łapie,
Trzymając krótko, jak konia przy pysku.
Wiedziałeś jedno: ściśnij szablę w łapie
I hulaj!... Ale tu — na tem skalisku
Do drzwi tęsknica od świtania puka,
A gryzie, psiamać! jakby wściekła suka!

Gorzej nam jeszcze, gdy już na robotę
Z więzienia wyszli-m ryć oskardem skały:
Każdy przez fale szafirowo-złote
Płynący statek, każdy żagiel biały
Każe bić sercu, aż wzdyma kapotę,
A samo — rzekłbyś — pęka się w kawały,
Widząc swobodne morze — okręt — ptaka...
Niema bolączki, jak bolączka taka!...

Gnijem za żywa, robactwu oddani,
Mrąc od choroby i od dusznej męki!
Bogdajby lepiej byli nas Hiszpani
Nie wypuścili z drapieżnej paszczęki!
Jaśnie wielmożny! Toćże my hułani!
Toć nam przez woli właśnie, jak przez ręki,
I we śnie jeno raźnie serce skacze:
Gdy do ataku grają nam trębacze!


Tedy się nieraz budzą z płaczem zuchy
I łzy wzajemnie ukrywają sromni,
Bo niźli chorość — i głód — i łańcuchy,
One wspomnienia kaleczą ogromniéj,
I to nam tylko dodaje otuchy,
Że przecie Cesarz o nas się upomni,
I będzie umiał onej nędzy dociec,
Wódz Naczelny i Pułkownik-ociec!

Boć są tu tacy, z którymi wojował
Jeszcze w Italji — i z nazwiska wiedział,
A innym krzyże ręką swą darował,
A mnie samemu pod Ulm: „Brave“ powiedział...
A choć niejeden już dezerterował,
By zaś u Boga na przypiecku siedział,
To reszta czeka codzień do uśnięcia,
Licząc na Niego i naszego Księcia!







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.