List do Fuska Arystyusza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł List do Fuska Arystyusza
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Felicjan Faleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

c) List do Fuska Arystyusza.

Zaciekły ty mieszczuchu! niech zawzięty
Hreczkosiej, ciebie listem dziś nawiedzę.
To jedno kładzie między nami miedzę —
Bo zresztą niemal równiśmy z bliźnięty —
Tak to nas w zdaniach naszych nic nie waśni.
Tylko — jak stoi w Ezopowej baśni,
Z braci gołębi dwóch, tyś rad, gdy gnuśnie
Pilnując gniazda, duch twój w tobie uśnie —

Mnie zaś niesforny umysł mój wygania
W szum puszcz, w łąk świeżość, w zboża falowania,
W skały obrosłe mchem i w chłodne gaje.
Cóż chcesz? W tem życiu i królestwo moje.
Bom ja dopiero wtedy, miły bracie,
Swobodny całkiem, kiedy mi się uda
Mieć za plecyma wasze duszne cuda,
Które wy równie z niebem wywyższacie.
Jam jak z kapłańskich jeden posługaczy,
Co, gdy mu kością w gardle już pierniki,
Stanęły słodkie, drapnął, drągal dziki,
I gdzieś się w kącie chlebem czarnym raczy.
Jeśli z przyrodą radbyś żyć wesoło,
To, jak gdy chatę stawiasz, wprzód w swej porze
Grunt opatrujesz — tak tu — czyż być może
Miejsce po temu: jak jest ciche sioło?
Kędyż jak na wsi znośniej zbieży zima?
Kędyż łagodniej wiatr na wodzy trzyma
Lwa[1], gdy słonecznym żarem wskroś przeszyty,
Psią się wścieklizną miota? I gdzież, proszę,
Znano są komu słodsze snu rozkosze?
I czyż libijski marmur w drobne płyty
Zieleńszy u was, lub choć w woń bogaty,
Jak nasze łąki, bujno tkane w kwiaty?
Woda, przemocą wzięta w ciasne rury,
Które rozsadzić w każdej chwili rada,
Czyż jest czyściejsza od strumyka, który,
Szemrząc swobodnie, z pochyłości spada?
Wszak nawet sami w waszych kolumn lesie
Chętnie drzew licznych las pielęgnujecie —
I dom jest u was tem cenniejszy przecie,
Im z niego widok w szersze błonia niesie.
Ci, co w Akwinie[2] — pragnąc nieostrożni
Tyryjskiej szaty — lichą czerwień kupią,
Mniej stratni jeszcze, niż ów z głową głupią,
Który od błędu prawdy nie rozróżni.
Im więcej żądz swych kto w pomyślność włoży,
Tem w przeciwności cierpieć będzie srożej —
Bo wszak utracić wielce cię rozżala
To, coś ukochał? — Miej od siebie zdala
Wielkość wszelaką. Tam, gdzie dach słomiany,
Rozkoszniej żyjesz, niźli król z dworzany.
Jeleń, przeważną obdarzony siłą,
Często koniowi nie dał jeść na łące.

Temu nareszcie gdy się to sprzykrzyło,
Człeka przyzywa w pomoc. Ten mu lśniące
Dał w pysk wędzidło. — Hajże! Teraz gonim
Wspólnego wroga! — Ale, gdy już po nim,
Koń wzdycha. Wprędce współka mu ta zbrzydła,
Bo — ni się jeźdźca pozbył, ni wędzidła.
Tak, kto ubóstwa gdy go zdjęła trwoga,
Swej się swobody wyrzekł, która przecie
Po nad najdroższe skarby bywa droga,
Pana, podobnie jak ten koń na grzbiecie,
Wciąż w ujarzmionej trzymać będzie dumie,
Przeto, iż sobie starczyć sam nie umie.
I kto chce lepiej, niźli ma, ten blizki
Człeka, co zprędka wszedł w obuwie nowe.
W nazbyt przestronnem — padł i rozbił głowę,
W ciasnem — ból srogi zyskał i odciski.
Więc, drogi Fusku! żyć tak, jak nam bywa
Z góry znaczono — mądrość to prawdziwa.
Dlatego proszę, jeśli nad potrzeby
Ujrzysz co u mnie, cóż dopiero, żeby
Dojść miało wiedzy twojej: że gromadzę
Dostatki w znoju — to ci daję władzę
Zelżyć mię zaraz ostatniemi słowy.
Gdyż pieniądz — wierz mi — w miarę, jak kto woli:
Lub z niego sługa, albo pan gotowy...
Co do mnie — wolę wolność od niewoli.
List ten skreśliłem u świątyni starej[3],
Kędy się modlą ludzie cichej cnoty —
Lecz nie zupełnie jestem swój, z tej miary,
Że ciebie niema ze mną, Fusku złoty.

(F. Faleński).

Przypisy

  1. Konstelacya letnia.
  2. Aquinum [teraz Aquino] miasto w południowych Włoszech, znane w starożytności z wyrobu purpury.
  3. Sabińskiej bogini Wakuny.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Horacy i tłumacza: Felicjan Faleński.