Legenda o drzewach

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Julian Ejsmond
Tytuł Legenda o drzewach
Pochodzenie W słońcu
Data wydania 1930
Wydawnictwo Księgarnia św. Wojciecha
Drukarz Drukarnia św. Wojciecha
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LEGENDA O DRZEWACH


...Chodzili źli ludzie po lesie
i daremnie na krzyż drzewa szukali.
A las cały dygotał ze zgrozy
na widok toporów tych drwali...

I dotarli w samem sercu puszczy
do Dębu, co wieczność żył całą...
Jako wątła trawka na wichurze
nie znające lęku drzewo zadrżało...

I od lat tysiąca po raz pierwszy
odezwało się z prośbą serdeczną:
„Nie chcę — wieczne — być krzyżem dla Tego,
który światu przyniósł Prawdę Wieczną“.

Więc do Lipy poszli... Zaszumiała:
„Słodka jestem! Ptaszętom — schronienie,
pszczołom daję najwonniejsze miody,
a poetom — spokój i natchnienie...


Inne drzewo na krzyż sobie weźcie.
Nie tykajcie mię rękami brudnemi.
Nie mnie plamić Krwią niewinną Tego,
który Miłość zwiastował na ziemi...“

W gaj brzozowy poszli... Młode Brzozy
były takie białe, takie czyste,
że źli ludzie nie śmieli ich zrąbać,
aby Krzyż z nich wyciosać, o Chryste!

I podeszli złoczyńcy ku Olchom.
Przesłaniała je mgła pączków zielona.
Podnosiły pobożnie ku niebu
swych gałęzi rozmodlone ramiona.

„Precz odejdźcie!“ — zaszumiały Olchy —
i wstrząsnęła niemi groźna trwoga —
„Nie kalajcie nas krwią Syna Bożego,
nas, co wznoszą swe ramiona do Boga!...“

Więc szukali ludzie śmigłych Sosen.
Na pni rdzawych wyniosłej kolumnie
swoich koron zielonych sklepienie
podnosiły szumnie i dumnie...

Zaszemrały przerażone Sosny:
„My z gałęźmi wiecznie zielonemi
nie możemy być krzyżem dla Tego,
który stał się Nadzieją tej ziemi...“


Wędrowali po lesie źli ludzie
i szukali ze złością i gniewem,
ale żadne drzewo być nie chciało
Męki Pańskiej nieszczęśliwem drzewem...

A gdy wieczór wracali do domu,
napotkali jedno drzewo jedyne,
co na widok ich ze zgrozy nie drżało.
I zrąbali na Krzyż Pański — Osinę...

I przybili na tym Krzyżu Chrystusa.
Odkąd krople Krwi drzewo zbryzgały,
odtąd trzęsą się wszystkie Osiki,
choć wiatr milczy, choć milczy las cały...

Gdy nastanie jesień, liść osiny
czerwienieje na pamiątkę wieczną
tej Krwi, która spłynęła przed laty
na Krzyż Pański strugą serdeczną...

Aż dzień sądu przyjdzie dla drzew wszystkich.
Zadygoce Osina, zapłacze...
„Drżałam za mój grzech przez wieki całe...
Czyż pokuty kresu nie zobaczę?“

I odpowie jej Pan Dobrotliwy:
„Czas pokuty wszystko odmienia.
Twoje drzewo, drżąca Osiko,
dzisiaj stało się symbolem zbawienia...“



I zaszumi Osina w podzięce —
listeczkami zaszeleści drżącemi...
To, co było czynem nienawiści,
dzisiaj głosi miłość na ziemi...




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Julian Ejsmond.