Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wędrowali po lesie źli ludzie
i szukali ze złością i gniewem,
ale żadne drzewo być nie chciało
Męki Pańskiej nieszczęśliwem drzewem...

A gdy wieczór wracali do domu,
napotkali jedno drzewo jedyne,
co na widok ich ze zgrozy nie drżało.
I zrąbali na Krzyż Pański — Osinę...

I przybili na tym Krzyżu Chrystusa.
Odkąd krople Krwi drzewo zbryzgały,
odtąd trzęsą się wszystkie Osiki,
choć wiatr milczy, choć milczy las cały...

Gdy nastanie jesień, liść osiny
czerwienieje na pamiątkę wieczną
tej Krwi, która spłynęła przed laty
na Krzyż Pański strugą serdeczną...

Aż dzień sądu przyjdzie dla drzew wszystkich.
Zadygoce Osina, zapłacze...
„Drżałam za mój grzech przez wieki całe...
Czyż pokuty kresu nie zobaczę?“

I odpowie jej Pan Dobrotliwy:
„Czas pokuty wszystko odmienia.
Twoje drzewo, drżąca Osiko,
dzisiaj stało się symbolem zbawienia...“