Kwesta na kościół

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Wiaziemski
Tytuł Kwesta na kościół
Pochodzenie Poezye
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Edward Odyniec
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
KWESTA NA KOŚCIÓŁ.

Z XIĘCIA WIAZIEMSKIEGO.



Jedno spotkanie zawsze raduje mą duszę.
Czy w słotny dzień jesieni, czy w skwarnéj posusze,
Czy w mróz, czy w śnieżną zamieć, czy w deszcz nawałnicy,
Zawsze On z nagą głową stoi na ulicy,
I z książką w ręku, którą podając przechożym,
Sam zda się być pielgrzymem i człowiekiem Bożym.

Spokojność i prostota jaśnieją mu z czoła.
Z krzyżem, i w imię krzyża, z dalekiego sioła
Przyszedł on do cudzego miasta, nie ażeby
Szukać zysku, lub własne opatrzyć potrzeby.
O! nie! insze uczucie w sercu mu się żarzy.

On cześć domu Bożego i świętość ołtarzy
Ukochał sercem całém, i ku ich ozdobie
Poświęcił trud i życie; a sam w swéj chudobie
Nie mając czém ich wspomódz: w żebrzącéj postaci,
W imię Chrystusa, prosi o jałmużnę braci.

Śród próżności i zbytku, śród ulicznych steków,
On wzór i przypomnienie Apostolskich wieków,
Jak wieść Ewangeliczna idzie między ludzi,
I próżne serca nasze ku czci Bożéj budzi.
I rzadki, kto go minie; — o! i biada temu,
Ktoby go mógł ominąć, nie złożywszy jemu,
Czy datku, jaki może; czy czci pozdrowienia,
Czy choć dobrego słowa współczucia, życzenia,
By go Bóg wśpierał w drogach Swojego zakonu,
I trud jego nagrodził obfitością plonu! —

Lecz najmilszy mi widok ubogiego ludu,
Co ostatni grosz może, plon krwawego trudu.
Wrzuciwszy do karbony, żegna się szczęśliwy,
Jakby dziękował Bogu za swój czyn poczciwy! —

Chowając w duszy mojéj prostą ojców wiarę,
I ja śpieszę w ślad ludu, i ja mą ofiarę
Rad składam w ręce Jego, i myślę: „O! Boże!
„Daj, niech i ja choć ziarnko kadzidła przyłożę,
„Niech ku Twéj czci choć kroplę oliwy doleję
„Do lampy — co jak symbol Wiary i Nadzieje,
„Siejąc z góry na ołtarz tajemnicze blaski,
„Świecić będzie dla wiernych promieniami Łaski!“ —


I w myśli téj jest dla mnie urok niepojęty,
Że i moja cegiełka do budowy świętéj
Wejdzie: — gdzie, widzę zda się, jak już wierna rzesza
Pobożnych kmiotków, zewsząd na dzwon jéj pośpiesza,
Aby z radością w sercu, i w szacie weselnéj,
Dziękczynieniem w jéj progach uczcić dzień Niedzielny,
I z dziecinną ufnością, w każdéj swéj potrzebie,
Modlić się jako dzieci do Ojca na Niebie:
By cały lud Swój wierny ochraniał i zbawił,
Obesłał go pokojem Swym, i błogosławił
Domom ich i rodzinom, ich trzodom i roli:
Chorych dźwignął z niemocy, ubogich z niedoli;
Wziął ojcowską opiekę nad sieroty płaczem,
Miłosierdzie nad więźniem, litość nad tułaczem;
Żeglarzy wiódł bezpiecznie przez burzliwe tonie;
Walczącym za ojczyznę stanął ku obronie;
Nie pogardzał prośbami ubogich ziemianów,
Za swych cnotliwych królów, panów, i kapłanów;
Grzeszników doprowadził do żalu za grzechy;
A wszystkim zesłał światło Łaski i pociechy,
By oderwani sercem od marnych trosk ziemi,
Duchem dążyli w Niebo za Anioły swemi.
I przeżywszy wiek w Pańskiéj bojaźni i skrusze,
Usnęli w Nim w pokoju; — i aby ich dusze,
I ojców ich, i braci, co poszli przed niemi,
Pogrzebionych czy w swojéj, czy na obcéj ziemi,
Obmyte w łzach pokuty i krwi zbawczéj zdroju,
Doprowadził do krain światła i pokoju,
I wszyscy, na dzień sądu ostatniego, w bieli
Niewinności dziecinnéj, przed Panem stanęli! —


I śród takich to modlitw, wznoszonych codziennie,
Lud tam wspomni i o mnie — chociaż bezimiennie,
Gdy zebrany u świętych ołtarza podnóży,
Pomodli się i za tych, co mu ten dom Boży
Zbudować dopomogli. — I choć przejdą lata,
I darń grobu pokryje obcego im brata.
Zawsze jeszcze i wtedy, w pokoleniu nowém,
Tém samém dobrém, wdzięczném, kochającém słowem,
Wspominać o nim będą w téj świątyni progu,
I polecą go żywych i umarłych Bogu. —

I może, da Bóg, siła téj modlitwy wspólnéj
Odkupi grzech mój wolny, albo mimowolny,
I Pan, choć ztąd się ku mnie do litości wzruszy,
Żem nigdy ku czci Jego nie ostygał w duszy.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Piotr Wiaziemski i tłumacza: Antoni Edward Odyniec.