Strona:Poezye (Odyniec).djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I śród takich to modlitw, wznoszonych codziennie,
Lud tam wspomni i o mnie — chociaż bezimiennie,
Gdy zebrany u świętych ołtarza podnóży,
Pomodli się i za tych, co mu ten dom Boży
Zbudować dopomogli. — I choć przejdą lata,
I darń grobu pokryje obcego im brata.
Zawsze jeszcze i wtedy, w pokoleniu nowém,
Tém samém dobrém, wdzięczném, kochającém słowem,
Wspominać o nim będą w téj świątyni progu,
I polecą go żywych i umarłych Bogu. —

I może, da Bóg, siła téj modlitwy wspólnéj
Odkupi grzech mój wolny, albo mimowolny,
I Pan, choć ztąd się ku mnie do litości wzruszy,
Żem nigdy ku czci Jego nie ostygał w duszy.