Kronika Jana z Czarnkowa/O śmierci Przecława, biskupa wrocławskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan z Czarnkowa
Tytuł Kronika Jana z Czarnkowa
Podtytuł archidyakona gnieźnieńskiego podkanclerzego królestwa polskiego (1370-1384).
Data wydania 1905
Wydawnictwo E. Wende i Sp.
Drukarz Jan Cotty
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Józef Żerbiłło
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
29. O śmierci Przecława, biskupa wrocławskiego.

Tegoż roku, około połowy wielkiego postu[1], czcigodny ojciec ksiądz Przecław, biskup wrocławski, zwany Pogorzała, w głębokiej starości, pełen dobrych uczynków, w dzień ... zakończył żywot doczesny. Ów Przecław nastąpił po biskupie wrocławskim Nankerze, który za sprawą króla czeskiego Jana Ślepego, został niegodziwie za pomocą trucizny zgładzony, i który pierwotnie był biskupem krakowskim, przez papieża Jana XXII do wrocławskiego kościoła przeniesionym, biskupstwo zaś krakowskie otrzymał po nim Jan Grotonic, przebywający natenczas jeszcze na nauce w Bolonii. Obrany przez kapitułę wrocławską w roku pańskim 1341, w dzień piąty miesiąca maja, na biskupa, Przecław kupił dla kościoła wrocławskiego od Bolesława, księcia lignickiego i brzeskiego, miasto i zamek Grotków z powiatem, wiele zamków wybudował i bardzo mocnemi murami zaopatrzył, kościół zaś wrocławski ukończył i ozdobił wielu ornatami, tudzież złotemi i srebrnemi naczyniami[2]. Po jego błogosławionem zejściu, kanonicy wrocławscy, odrzuciwszy Polaków, wybrali niejakiego Teodoryka, Czecha, dziekana wrocławskiego, który zresztą, jak niegdyś błędną drogą wszedł na dekanat, tak i z obecnego swego obioru nie miał pożytku. Po śmierci bowiem mistrza Stanka, dziekana wrocławskiego, mianowicie w roku 1350, Jan zwany Starzyk, archidyakon głogowski, rodem Opolczyk, mąż szlachetny i rozumny, licząc na łaskę Klemensa VI papieża, który go na godność w kościele wrocławskim wyniósł, dziekanat wrocławski, jako należny sobie objął, i przez egzekutorów swoich kazał dla siebie go zająć. Tymczasem papież Klemens ten sam dekanat, jako pozostawiony jego kollacyi, w tym samym roku miłościwie nadał mistrzowi Albertowi, plebanowi z Bochni, kanclerzowi dobrzyńskiemu, natenczas posłowi króla polskiego Kazimierza przy Stolicy apostolskiej. Zaś wspomniany Jan Starzyk, pozwany przed kuryę rzymską, przeszło sześć lat toczył o to spór z mistrzem Albertem, nareszcie pokonany przegrał sprawę, jednakże, nic się nie troszcząc w swojej starości o wyrok ekskomunikacyjny, pozostawał aż do śmierci w dekanacie. Po jego zgonie i pochowaniu po za cmentarzem, Karol, cesarz rzymski i król czeski, owego czecha (Teodoryka), pisarza swej kuchni, przeciwko mistrzowi Albertowi osadził na dekanacie; a to z powodu, iż gdy cesarz, pragnąc poddać książąt szląskich pod zwierzchnictwo korony czeskiej, a biskupstwo wrocławskie przyłączyć do arcybiskupstwa praskiego, pokazywał pewne listy Kazimierza, króla polskiego, ów Albert oznajmił, że listy te są fałszywe, i tym usiłowaniom przed papieżem i kardynałami przeszkodził, — więc zarówno cesarz jak i Czesi mieli złość do tego mistrza. Gdy tedy w roku 1360 w sierpniu wspomniany mistrz Albert w Krakowie, podczas wielkiej śmiertelności w tem mieście, zakończył swój żywot, czeski wdzierca otrzymał dekanat. Tym sposobem piastował on dwie godności, które, zdawało się, tem łatwiej doprowadzą go do biskupstwa, należnego mu z wyboru kanoników, jednakże dojść do niego nie mógł, bo, z powodu przeszkód, stawianych przez cesarza, papież Grzegorz, przebywający ze swym dworem w Awinjonie, odmówił elektorowi prowizyi i polecił wrócić do domu, ponieważ on, papież, dopóki nie zamieszka z powrotem w Rzymie, nie chce się rozporządzać biskupstwem wrocławskiem. Zaraz potem posłał do Wrocławia Mikołaja, biskupa majorskiego, zakonu kaznodziejskiego, aby objął urząd biskupstwa wrocławskiego i dla Stolicy apostolskiej dochodził puścizny po zmarłym biskupie Przecławie. Gdy ów Mikołaj przybył do Wrocławia z listami apostolskiemi i zaczął domagać się należytego ich wykonania, kapituła wrocławska, złożona z ludzi rozumnych i przezornych, nie chciała go dopuścić do rządów biskupstwa, w obawie o utratę zamków i zniweczenie dóbr kościelnych, weszła więc z nim w umowę, iż corocznie, dopóki kościół wrocławski będzie pozbawiony pasterza, będzie dawała komorze apostolskiej osiem tysięcy florenów w złocie, nadto zapłaci za puściznę biskupią trzydzieści tysięcy florenów, dwa tysiące za dwuletnią prokuratoryę, przez tegoż biskupa nałożoną, i tysiąc na przewiezienie tych pieniędzy. Co się też stało, i Wrocławianie zapłacili jednorazowo do komory apostolskiej ogółem trzydzieści trzy tysiące florenów. Zaraz w roku następnym kapituła wrocławska wysłała swego elekta do Rzymu, lecz papież Grzegorz znowu zwlekał z prowizyą.
Roku pańskiego 1378-go, w niedzielę Laetare[3], papież Grzegorz zeszedł ze świata. Kardynałowie, zebrani, podług zwyczaju, w konklawe, gdy nikogo z pomiędzy siebie — czy to z obawy przed Rzymianami, którzy się domagali wyboru Rzymianina, czy z powodu niezgody, która się między nich samych wkradła, — wybrać nie chcieli, zgodnie wynieśli na tron papieski wielebnego ojca Mikołaja, biskupa Baru[4], zarządzającego natenczas wicekancelaryą Stolicy apostolskiej w imieniu wicekanclerza Piotra, kardynała pampeluńskiego. Cały bowiem lud rzymski, od najmniejszego do największego, wpadłszy z bronią w ręku do pałacu papieskiego, zaczął pierwotnie z wrzaskiem domagać się obioru na papieża Franciszka, kardynała Ś. Piotra, grożąc, że w przeciwnym razie i kardynałowie i wszyscy cudzoziemcy niezwłocznie będą zabici. Jeden z senatorów doniósł kardynałom, że ludu w żaden sposób nie będzie można uśmierzyć, jeżeli się nie obierze Rzymianina na papieża. Kardynałowie, widząc siebie w niebezpieczeństwie życia, nie wiedzieli jak śmierci uniknąć. Wtedy Robert, kardynał gebeneński, zerwawszy z jednego ze sług swoich kaptur, z narażeniem własnego życia wyszedł z konklawy i zaczął wołać: „Niech żyje, niech żyje papież Franciszek, kardynał Ś. Piotra!“ Co usłyszawszy, lud pochwycił owego Franciszka, kardynała Ś. Piotra, i w przekonaniu, że go na papieża wybrano, z wielką uroczystością zaniósł nad ołtarz Ś. Piotra, a następnie posadził na tronie papieskim. Gdy tym sposobem lud się uciszył i rozszedł się do domów, kardynał Franciszek, lubo wiedział, że nie jest obrany, zgodził się, aby uspokoić wzburzenie ludu, uchodzić za papieża do następnego dnia. Po uśmierzeniu zaburzeń ludowych, kardynałowie ogłosili wybór biskupa Baru na wikaryusza apostolskiego, i w dzień Zmartwychwstania pańskiego, podług zwyczaju, koronowali go na papieża, następnie zaś razem z nim, poprzedzeni procesyonalnie przez Rzymian, dla których była to wielka uroczystość, pojechali do Ś. Jana Laterańskiego, gdzie zabawili jedną godzinę, poczem powrócili do Ś. Piotra i doprowadzili go aż do pałacu papieskiego. Kiedy tak wybrany papież Urban, zaczął przyganiać chciwości kardynałów i kazał ograniczyć wielką ilość posiadanych przez nich beneficyów, a w niedzielę „Quasimodo geniti“ wystąpił przeciwko nim i duchowieństwu rzymskiemu z kazaniem głównie o symonii i mamonie, wtedy ci, obrażeni o tak niezwyczajną naganę, około dnia Ś. Trójcy, jeden po drugim wynieśli się z całem swem otoczeniem do miasta Fundi, przeciągnąwszy na swoją stronę dowódcę zamku Ś. Anioła oraz podkomorzego i innych urzędników papieskich, tak iż w Rzymie przy papieżu pozostało tylko trzech kardynałów, mianowicie medyolański, z Ursino i florencki. Atoli i ci trzej, gdy się udali do miasta Fundi w celu załagodzenia niezgody pomiędzy papieżem a kardynałami, zostali opanowani przez tamtych i, pozostawszy razem z nimi, już do papieża nie wrócili. Przewidując, że kardynałowie chcą sobie innego papieża wybrać, wyprawił papież do nich uroczyste poselstwo, z prośbą i upomnieniem, aby nie przystępowali do obioru, tudzież z obietnicą zwołania soboru powszechnego i abdykacyi, jeżeli wszyscy zebrani na tym soborze biskupi podniosą zarzuty przeciw jego obiorowi; wówczas kardynałowie będą mogli przystąpić godnie do obioru innego papieża. Kardynałowie jednak na to się nie zgodzili, zapewniając, że go wybrali pozornie, aby uniknąć rąk Rzymian, i domagali się, aby papież Urban zupełnie z papiestwa ustąpił. Gdy zaś tego uczynić nie chciał, przystąpili do nowego wyboru, i obrali na papieża wspomnianego Roberta, kardynała gebeneńskiego, pod imieniem Klemensa VII-go. Po tem wszystkiem popełniono w samym Rzymie i okolicy bardzo wiele złego. — Dowódca zamku Anioła, przyrządziwszy w nim machiny, zaczął pałac papieski i Rzym tak mocno i niezmordowanie oblegać, że papież Urban musiał ze swego pałacu uchodzić i przenieść się na Zatybrze do Ś. Maryi, gdzie prawie rok cały przemieszkiwał. Rzymianie także zamek oblegli i nie wypuszczali nikogo z niego ani do niego nie dopuszczali; pomimo to jednak zastęp Bryttów, wezwany na pomoc przez później obranego papieża Klemensa, złamawszy zapory pewnego mostu, pomimo oporu postawionej tam straży, przeszedł przez most i ku miastu Fundi się skierował; co widząc Rzymianie zwrócili się przeciwko niemu i stoczyli z nim bitwę, w której padło, jak powiadają, więcej niż pięciuset Rzymian. Wzburzony tem do najwyższego stopnia lud rzymski zabrał się do zabijania wszystkich cudzoziemców, zwłaszcza Francuzów. To też francuscy poborcy, pisarze[5] i inni, urzęda posiadający, potajemnie, każdy jak mógł, ratowali się ucieczką do ojczyzny przy okrzykach Rzymian: „niech giną od żelaza cudzoziemcy!“, aż nakoniec wyszedł edykt papieża i senatorów, zabraniający pod karą śmierci i tysiąca florenów zabójstwa któregokolwiek z cudzoziemców, z wyjątkiem jednakże Francuzów, którym nie poręczono żadnego bezpieczeństwa[6].
Do tego właśnie Klemensa przybył elekt wrocławski i, wyposażony przezeń w biskupstwo wrocławskie, był następnie na biskupa konsekrowany. Dowiedziawszy się o tem, papież Urban oddał dekanat wrocławski Władysławowi księciu lignickiemu, inne zaś beneficya porozdawał innym, pozbawiając tak elekta wrocławskiego, jak również kardynałów ich beneficyów w Węgrzech, Polsce i Czechach. Czech ten (Teodoryk) mając nadzieję, że kapituła wrocławska uzna go za biskupa, po otrzymaniu od tegoż Klemensa dla siebie i dla innych osób listów prowizyjnych i ordynacyjnych, w których rzeczony papież nadawał sobie władzę pozbawiania beneficyów tych wszystkich, którzy nie chcieli uznać go za papieża, i wyposażania niemi innych, przybył potajemnie do pewnej majętności kapituły wrocławskiej w Austryi, i wysłał nasamprzód ze swoimi listami niejakiego Mikołaja z Wołowej, kanonika poznańskiego. Ten jednak, przybywszy pokryjomu do Wrocławia i przekonawszy się, że kler i lud stanowczo są po stronie papieża Urbana, nie ośmielił się jawnie wystąpić i wrócił z niczem do pana swego, mniemanego biskupa wrocławskiego.
Wspomniany Klemens nie był w stanie się oprzeć papieżowi Urbanowi i sile zbrojnej Rzymian, i gdy przez posłów swoich nie znalazł poparcia ani u cesarza rzymskiego, ani u króla węgierskiego i książąt niemieckich, w roku 1379, na zaproszenie Joanny królowej Apulii i hrabiego Fundeńskiego, udał się z kardynałami swymi do Awinjonu, gdzie, mając po swej stronie królów Francyi i Nawarry, hrabiego Sabaudyi i całą prowincyę Prowancyę, uważał siebie za powszechnego papieża. Zaś papież Urban zarówno samego Klemensa jak jego stronników i przyjaciół, ekskomunikował jako odszczepieńców, i za wyklętych, schizmatyków i heretyków po królestwach węgierskiem, polskiem, czeskiem, niemieckiem i włoskiem, po wszystkich prowincyach i ziemiach publicznie ogłosić kazał, pozbawiając ich jednocześnie wszystkich dostojeństw, honorów i urzędów, tak kościelnych jak świeckich.


Przypisy

  1. 1375 r. około 1 kwietnia.
  2. Długosz 338.
  3. 28 marca.
  4. Nie Mikołaj, lecz Bartłomiej, arcybiskup Bari, jak to sam autor później poprawia w rozdziale 37.
  5. ingrossatores... abreviatores.
  6. Por. opowiadanie Długosza (354), który jest stronnikiem Klemensa VII, a więc jego obiór przedstawia jako prawny. — Dla wyjaśnienia całego tego, trochę ciemnego, wykładu naszego autora, musimy przypomnieć, że Grzegorz XI przeniósł napowrót stolicę papieską do Rzymu, i dla tego „conclave“ po jego śmierci odbyło się w tem mieście. Walczyły wtedy między sobą dwa stronnictwa, rzymskie i francuskie; wybrańcem pierwszego był Urban VI, wybrańcem zaś drugiego — Klemens VII. Obiór antypapy Klemensa był początkiem wielkiej schizmy w kościele katolickim.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jan z Czarnkowa i tłumacza: Józef Żerbiłło.