Królewicz-żebrak/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mark Twain
Tytuł Królewicz-żebrak
Podtytuł Opowiadanie historyczne
Data wydania 1902
Wydawnictwo Księgarnia Ch. J. Rosenweina
Drukarz W. Thiell
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


II.

Senne marzenia.

Londyn, w czasie kiedy się to działo, był już wielkim miastem, liczącym do stu tysięcy ludności, wewnętrzne jednak urządzenie miasta pozostawiało wiele do życzenia. Ulice były krzywe, błotniste, domy duże, drewniane. Widzieć można tu było często drugie piętro, wystające niedbale nad pierwszem, a trzecie pod nad drugiem.
Ojciec Toma zamieszkiwał najbiedniejszą dzielnicę miasta. Mieszkania własnego nieposiadał, a jedynie odnajmował stancyjkę duszną, zakopconą w nawpół rozwalonym domu, zamieszkiwanym przeważnie przez pijanych robotników, lub zgłodniałych, obszarpanych wyrostków, udających się na bijatyki i kradzieże do bogatych dzielnic miasta.
O ile matka i siostra Toma były dobremi istotami, o tyle znów ojciec i babka jego przedstawiali zezwierzęcone postacie. Pijani od rana do nocy, swarzyli się pomiędzy sobą, wymyślając wzajemnie.
Ojciec kradł, babka złorzeczyła i przeklinała.
Od lat pacholęcych wygnano Toma na żebraninę, którą każdodziennie wieczorem przynosił. Biada mu, skoro wrócił z pustemi rękoma! Wówczas przekleństwa i ciężka chłosta, spotykające go tak od ojca jak i od babki, dochodziły szczytu. Matka jedynie cierpiała nad biednem dzieckiem, wsuwając mu, o ile mogła, w rękę na pocieszenie jaki zachowany dlań okrawek, lub czerstwy kawałek chleba.
Ojciec-złodziej pragnął zarówno i dzieci swoje nauczyć tego rzemiosła, jednak niestety nie udały mu się zamiary.
W tym samym co i Canty domu zamieszkiwał pewien ksiądz staruszek, zwany ojcem Andrzejem. Dzieciaki bardzo często biegały do poczciwego starca, dzielącego wraz z nimi ostatni kęs chleba. On to pierwszy Tomowi udzielił początków łaciny oraz nauki czytania.
Największą uciechę chłopcu sprawiały książki. Nieraz zmęczony i nękany głodem Tom długo w noc nie mógł zasnąć, marząc o czarodziejskich opowiadaniach, które w starych książkach ojca Andrzeja wyczytał. Leżąc na twardej słomie przenosił się myślą, hen, gdzieś daleko do królewskich pałaców, przepełnionych orszakami strojnych pań i panów. I przed wzrokiem malca snuły się, jak w kalejdoskopie wspaniałe czarodziejskie obrazy.

Wreszcie bawiąc się z dziećmi, Tom ułożył grę w „książęta“. Siebie mianował księciem, a rówieśnikom ponadawał imiona różnych sług królewskich i wtedy to, wtedy czuł się nad wyraz szczęśliwym.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Samuel Langhorne Clemens.