Kopernik (Odyniec, 1874)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Kopernik
Pochodzenie Poezye
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
KOPERNIK.



„Światło, stań się!“ — rzekł Bóg.
I stało się słońce na niebie,
Lecz tajnie jego dróg,
Panie! kto zgadnie bez Ciebie?
Kto pojmie dzieło stworzenia,
Bez Tego, który je stworzył? —
Lecz wart–li Jego natchnienia
Duch, co się przed Nim nie korzył? —


∗             ∗

„Chcecie być jako Bóg“,
Rzekł piérwszy ludzi wróg.
„Wyłamcie się z woli Pana!“ —

Wyłamali się — i biada!
Ród ludzki spadł, i zapada
W ślepotę pychy szatana.

I świat Boży, świat przyrody,
Świat piękności, ładu, zgody,
Odwrócił się od człowieka:
Jak anielskie, jak dziewicze,
Jak niewinności oblicze,
Gdy nie z miłością, nie z cichą
Czcią jéj świętości — lecz z pychą,
Wzrok z jéj lic myśli docieka.


∗             ∗

O! słońce! ty żywe godło
Stwórcy w stworzeniu! ty źródło
Życia i światła! Na ciebie.
Jak przeciw Niemu na Niebie,
Zarazem, ślepe w swéj dumie
Ludzkie targnęło się plemię:
Jemu chcąc zrównać w rozumie,
Nad ciebie wzniosło swą ziemię,
I jak duch w sobie pod ciało,
Ciebie pod rząd jéj poddało.

I z wieków w wieki trwał zamęt
W myślach i w prawdzie stworzenia —
Aż oto spojrzał w firmament
Mędrzec, wart z góry natchnienia.


∗             ∗

Koperniku! twoja chwała,
Jako słońce niewzruszona,
Na świat cały słońcem pała! —
W niéj strop, i szczyt, i korona
Owéj wieży tajemniczéj,
Co już z dolin Babilonu,
Jako Tytan–budowniczy,
Rozum ludzki, chciwy tronu,
Dźwigać zaczął: by z jéj szczytu,
W sferach światła i błękitu,
Zajrzeć w Niebo — i samemu
Stać się równym Najwyższemu.


∗             ∗

Ale czemuż z mędrców tylu,
Z tylu plemion, z tylu wieków,
Od proroczych Magów Nilu,
Do badawczej myśli Greków,

Nikt z nich nie zgadł, nie przeniknął,
Własną myślą, okiem własném,
Co po tobie świat nawyknął
Zwać tak prostém i tak jasném?

Czemu żaden żeglarz śmiały,
Od Jazona lub Ikara,
Nie dokonał, co zdziałały
Kolumbowa myśl i wiara? —

O! bo do tajemnic Nieba,
Jak do nowych ziem odkrycia,
Genijuszom jeszcze trzeba
Rozpromienieć w świętość życia!


∗             ∗

Koperniku! w twym żywocie
Świętość piérwsze miejsce bierze.
Nieskażony w ludzkiej cnocie,
Niezachwiany w Boskiej wierze!

Tyś nad laury w grodzie Romy,
Nad Italski strop gwiaździsty,
Przeniósł ojców dach poziomy,
Przeniósł mroczny kraj ojczysty.

I w tym kraju — tyś nie pychy,
Nie potęgi szukał pańskiéj;
Chrystusowy sługa cichy,
Mąż pokory chrześcijańskiéj.

Pracą ducha — prawdy Bogu,
Pracą serca — służąc bratu,
U mogiły ledwo progu
Tyś twą sławę zwierzył światu.

Kresem prac twych i nagrodą
Był zgon święty. — Dziś narody
O kolebkę twą spór wiodą!...
Lecz co martwe rodowody?

Mąż téj wiary i miłości,
Z duszą taką, z sercem takiém,
Kim być musiał z krwi i kości?...

Mów, kto znasz dzieje przeszłości!
Mógł–że on być nie–Polakiem? —

1873.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.