Kandyd, czyli Optymizm/X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Kandyd, czyli Optymizm
Podtytuł X. O tem, w jakiej niedoli Kandyd, Kunegunda i siara przybyli do Kadyksu i jak wsiedli na okręt
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom pierwszy
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

X. O tem, w jakiej niedoli Kandyd, Kunegunda i stara przybyli do Kadyksu i jak wsiedli na okręt.

„Kto mógł ukraść moje dukaty i dyamenty? mówiła z płaczem Kunegunda; z czego będziemy żyć? cóż poczniemy? gdzie znaleźć inkwizytorów i żydów aby mi dali inne? — Niestety, rzekła stara, podejrzewam mocno wielebnego ojca Franciszkanina, który wczoraj, w Badajos, spał z nami; niech mnie Bóg chroni od lekkomyślnego posądzenia, ale wszedł dwa razy do naszej izby i wyjechał o wiele wcześniej. — Och! wzdychał Kandyd, zacny Pangloss dowodził nieraz, że dobra ziemi wspólne są wszystkim ludziom, i każdy ma do nich równe prawo. Ów Franciszkanin winien był tedy, wedle tych zasad, zostawić nam coś na dokończenie podróży. Zatem, nie mamy już nic, piękna Kunegundo? — Ani szeląga, odparła. — Co począć? rzekł Kandyd. — Sprzedajmy jednego konia, rzekła stara; mimo iż mogę siedzieć tylko na jednym pośladku, przycupnę z tyłu za siodłem panienki i dobijemy do Kadyksu“.
W tej samej oberży bawił przeor Benedyktynów; za tanie pieniądze zgodził się kupić konia. Kandyd, Kunegunda i stara przebyli Lucenę, Chillas, Lebrixę i dotarli wreszcie do Kadyksu. Narządzano tam właśnie flotę i zbierano wojsko, aby poskromić wielebnych ojców Jezuitów z Paragwaju[1], których oskarżano iż podburzyli jedną ze swych hord[2], w pobliżu miasta św. Sakramentu, przeciw królom Hiszpanii i Portugalii. Kandyd, który odbył praktykę u Bułgarów, zaprezentował przed generałem małej armii swe bułgarskie umiejętności z takim wdziękiem, szybkością, zwinnością, dumą i sprawnością, iż dano mu dowództwo nad kompanią piechoty. Oto więc jest kapitanem: siada na okręt, wraz z Kunegundą, staruchą, dwoma pacholikami i dwoma andaluzyjskimi końmi, które należały niegdyś do Jego Eminencyi wielkiego inkwizytora.
Podczas całej przeprawy, zastanawiali się wiele nad filozofią biednego Panglossa. „Płyniemy do innego świata, powiadał Kandyd; w nim-to, bez wątpienia, wszystko musi być dobrze; trzeba bowiem przyznać, ze nieraz przychodzi ochota zapłakać nad tem, co się dzieje tu u nas, zarówno pod fizycznym jak moralnym względem. — Kocham cię z całego serca, mówiła Kunegunda, ale jeszcze dusza moja zmrożona jest wszystkiem co widziałam, czego doświadczyłam. Wszystko będzie dobrze, odpowiadał Kandyd; już to morze nowego świata warte jest więcej niż morza naszej Europy; jest spokojniejsze, wichry mniej zdradzieckie. Z pewnością, ten Nowy Świat okaże się najlepszym ze wszystkich możliwych światów. — Dałby Bóg, mówiła Kunegunda; ale, tam, w moim świecie, byłam tak strasznie nieszczęśliwa, że serce me niemal zamknęło się uczuciu nadziei. — Skarżysz się, rzekła stara; ach, nie doświadczyłaś takich nieszczęść jak moje“.
Kunegunda wybuchnęła śmiechem; wydało jej się bardzo ucieszne, iż poczciwa starucha chce się uważać za nieszczęśliwszą od niej. — Ach, rzekła, moja poczciwa stara, o ile nie zgwałciło cię dwóch Bułgarów, o ile nie otrzymałaś dwóch pchnięć nożem w brzuch, o ile nie splądrowano ci dwóch zamków, nie zamordowano w twoich oczach dwóch matek i ojców, o ile nie patrzałaś na dwóch kochanków chłostanych podczas autodafé, nie zdaje mi się byś mogła prześcignąć mnie w tej mierze. Dodaj jeszcze, że urodziłam się baronówną z siedmdziesięciu dwu pokoleń, a przyszło mi być kucharką. — Drogie dziecko, odpowiedziała stara, nie wiesz jakie jest moje urodzenie, a gdybym ci pokazała mój tyłek, nie mówiłabyś jak mówisz, i wstrzymałabyś się z sądem“. To odezwanie się obudziło niezmierną ciekawość Kunegundy i Kandyda. Stara zaczęła w te słowa:


Przypisy

  1. Jezuici stworzyli w Paragwaju samodzielne państwo teokratyczno-patryarchalne, pozostające, w zasadzie, pod protektoratem króla Hiszpanii, ale strzegące zazdrośnie swej niepodległości. Ludność państwa doszła do 170.000 nawróconych Indyan, których Ojcowie Jezuici prowadzili istotnie jak dzieci, regulując ich życie aż do najmniejszych szczegółów, zupełnie maszynowo i z wykluczeniem wszelkiej samodzielności. Ustrój państwa był komunistyczny; wszystkie dochody szły do wspólnego skarbu. Jezuici zaspakajali z nich potrzeby mieszkańców, a ogromne zaoszczędzone sumy wysyłali do Europy.
  2. To miało miejsce w r. 1662.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.