Kamienne serce/Rozdział V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor James Fenimore Cooper
Tytuł Kamienne serce
Pochodzenie Na dalekim zachodzie
Data wydania 1890
Wydawnictwo G. Centnerszwer
Drukarz Zakłady Artystyczne w Monachium
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Rozdział  V.
Schadzka. — Niemiłe wynurzenia.

Kamienne serce, rozstawszy się z podróżnymi, skierował konia ku pewnéj jaskini, ukrytéj w gęstwinie lasu, która służyła za schronienie dla rozbójnika Pantery, kilkakroć już wzmiankowanego w naszem opowiadaniu.
Po żmudnéj podróży, przybył wreszcie do skały, w wnętrzu któréj znajdowała się owa jaskinia o wnijściu szczelnie zasłoniętem przez krzewy i zarośla.
Przywiązawszy konia do drzewa, przedarł się Kamienne serce przez gęstwinę i wstąpił do podziemnéj pieczary, zapaliwszy poprzednio pochodnię, co leżała w kącie niedaleko otworu. Czekał tam może z kwadrans, gdy naraz rozległ się odgłos kopyt końskich, który ucichł tuż u wnijścia do jaskini. Wkrótce zatrzeszczały gałęzie i ukazał się Pantera.
Dziki ten bandyta był mężem nadzwyczajnego wzrostu; szerokie barki jego i potężne członki dowodziły, iż, aczkolwiek już od wielu lat przekroczył granice średniego wieku, siła jego wcale na tem nie ucierpiała. Z twarzy, brunatnéj prawie od wichrów i skwarów, łatwo jednak poznać można było, że należał do rassy białéj. Odzienie jego stanowiła mieszanina ubioru meksykańskiego i indyjskiego; mokasyny (kamasze indyjskie) wszakże, zdobne w kolce jeżowe i perły szklanne, pióra nad czołem, zdradzały szczególne upodobanie do kostjumu Indjan.
Szeroki nóż do skalpowania, siekiera wojenna i torba z prochem i kulami wisiały u skórzanego pasa, co szczelnie obejmował jego biodra.
Orle pióro, osadzone w białéj opasce sterczało mu nad lewem uchem, co oznaczało dostojeństwo wodza, a w ręce trzymał olbrzymią fuzję, wysadzaną ozdobami ze srebra.
To był ów mąż, któremu Indjanie nadali przezwisko Pantery.
Ciemna chmura wisiała na szerokiem jego czole; zwracając się do syna, rzekł: „Zdaje się, żeś zapomniał, że jestem twym ojcem; albowiem, jakem słyszał, stanąłeś w obronie tego don Pedra, którego śmiertelnie nienawidzę.“
W słowach tych brzmiał gorzki wyrzut; wymawiając je, mierzył Pantera Kamienne serce dzikim wzrokiem, jak gdyby go o najcięższe oskarżał przestępstwo. Ostatni, w najwyższem wzburzeniu, uderzył kolbą fuzji o ziemię, i zawołał: „Więc toś ty rzeczywiście uplanował ową napaść na spokojnych podróżnych, którzy bez żadnych złych zamiarów szli swoją drogą?
To oburzające! Nazywasz się mym ojcem, to prawda; lecz wybacz, wyznam ci otwarcie, że ci synowskiem nie mogę płacić przywiązaniem!
Co się zresztą tyczy mojéj osoby, powiedz mi, czemu dotąd ani słowa z ust twych nie słyszałem ani o miejscu mego urodzenia, ani o dalszéj méj rodzinie, o stosunkach familijnych? Wiesz, że zwolna zaczynam wątpić, czyś w istocie mym ojcem, a ja twoim synem?“
„Co chcesz przez to powiedzieć, nieszczęśliwy? Jakimi znów obarczasz mię wyrzutami?“ przerwał starzec gniewnym głosem.
„Pozwól, niech skończę!“ zawołał Kamienne serce namiętnie. „Otworzyły się me oczy. Od dzieciństwa mego starałeś się usilnie wszystkie szlachetniejsze porywy tłumić w mem sercu. Bogu dzięki, nie udało ci się to. Obecnie postanowiłem oddać się cały trybowi życia, o jakim dawno już marzę. Chcę być niezależnym, choćbym nawet miał z tobą zerwać i z kim innym stosunki zawiązać. Tak postanowiłem, i tak postąpię!“
Rzekłszy to, oddalił się Kamienne serce, cały wzburzony. Zgrzytając zębami, podążył bandyta za młodzieńcem, lecz ten znikł już w gęstwinie lasu.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: James Fenimore Cooper i tłumacza: anonimowy.