Illustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
<<< Dane tekstu >>>
Autor Walery Eljasz-Radzikowski
Tytuł Illustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic
Podtytuł pisał i illustrował Walery Eljasz
Data wydania 1870
Wydawnictwo J. K. Żupański
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Zakopane.

U stóp samych Tatr rozłożyło się Zakopane, wieś trzy ćwierci mili szeroka, a przeszło milę długa[1]. Ludność 2500 pobudowała sobie domostwa grupami po różnych wzgórzach, skąd powstały znowu osobne nazwy, jak Krupówki, Skibówka, Gaberówka, Tatary, Krzeptówka i t. d., lecz główną częścią wsi jest ta, gdzie kościół przed 20. laty zbudowano. Utworzyły się tu szeregi domów z obudwu stron drogi, przeważnie jednak po stronie południowej powstały sklepiki żydowskie, domy wyłącznie dla gości, przez co ruch zjednoczył się w tej okolicy.
Założycielami Zakopanego byli osadnicy z bliższych wsi Nowego Targu, co w miarę większego zaludniania się Podhala, posuwali się ku Tatrom, karczując lasy i osadzając się na prawach królewskich. Wieś Zakopane istniała już za czasów Batorego, co jest rzeczą pewną; czy dawniejszych sięga czasów, niewiadomo jeszcze. O istnieniu zaś kuźnic tutejszych za Augusta II., dopiero jest wiadomość z r. 1701.
Zakopane ma swój kościół z probostwem ufundowany r. 1847., szkoły dwie, jednę koło kościoła, założoną r. 1848., drugą w kuźnicach r. 1860. Do parafii tej należy wieś Kościelisko z 600 ludźmi. Coraz więcej przybywa tu gości corocznie, głównie z Krakowa i Warszawy, lubowników pięknej przyrody lub potrzebujących świeżego powietrza, lecz brak wygody i wszelkiego komfortu odstrasza bardzo wielu i zmusza do zamieszkania w miejscach kąpielowych, w których jednak także nieraz najwięcej płaci się za nazwę miejsca, n. p. Szczawnic lub Krynicy, bo to, czego w nich dostanie, zwykle niewarte ani połowy tej ceny, jaką się płaci. *[2]
Ksiądz Józef Stolarczyk, pierwszy proboszcz Zakopiański, znać, że pracował nad swymi parafianami, bo okrzesał ich z różnych złych nałogów, w moralności już jedno pokolenie wychował i oświecił, tak, iż gdy za objęcia przez niego parafii jedna tylko była kobieta stara, co czytać umiała, dziś już znaczna część młodszych Zakopian umie czytać. Górale, przybywający z wojska austryackiego, nie zakazili ojczystej mowy germanizmami, bo nad tém czuwał ksiądz Stolarczyk, a nadewszystko oduczył ich pijaństwa, bijatyk i hulanek karczemnych, co lud w ogóle w nędzy trzymało; wpłynął także na ogładę i umoralnienie okolicznego ludu, lecz nie udało mu się dotąd wykorzenić w nich grubej wady, t. j. łakomstwa aż do obrzydzenia posuniętego.
Daleko dzikszymi są już Kościeliczanie, pijaków też i zawalidrogów między nimi dosyć, a część juhasów i baców także nie odznacza się wstrzemięźliwością. Z łatwością udzielane pozwolenia na wyszynk słodkich wódek przez urząd powiatowy żydom osiadłym koło samego kościoła, zepsują lud, nie mówiąc już o tém, że złodzieje znajdą w nich podporę. Zeszłego roku jeden z moich znajomych, idąc już późno wieczorem w pierwszych dniach Sierpnia od Kościelisk, widział jak dziéwka z karczmy żydowskiej, co stoi na drodze naprzeciw Krzeptówki, kradła siano i wpadła do karczmy, gdy zoczyła idącego.
Co się zaś tyczy łakomstwa, bieda tego nie usprawiedliwi, bo właśnie zamożni gospodarze odznaczają się chciwością i lichwiarstwem, gdy przeciwnie u biednych napotyka się jeszcze czasem niezwykłą szlachetność, przywara więc ta jest wynikiem nie biedy, lecz chciwości wrodzonej. Przyczyn tego szukać trzeba w przeszłości; kiedy dla bliskiej granicy węgierskiej kwitło przemytnictwo, gdy zbójectwo rozwijało się w Karpatach na wielką skalę, wówczas pojęcia ciemnego ludu spaczyły się i spaczone przechodziły z rodziców na dzieci. Skoro ze zmianą stosunków powyższe karygodne rzemiosła upadły, pozostał im zły przykład w właścicielach Zakopanego, bo, jak lud gościom rozpowiada, z pomocą wrogich mu obcokrajowych urzędników, dopuszczano się nawet okrucieństw, wydzierając ludowi kawałki lasu, gaje i polanki, uszczuplając coraz więcej dawne swobody, nadane od królów polskich, których dokumenta lud przechowuje z najwyższém uszanowaniem, gdyż mu one wszelką wolność osoby i własności warują. Jednak niejeden już przywilej, a to co najważniejszy, wyłudzono, wydarto lub zawieruszono może nawet z umysłu w urzędach.
Cesarsko-królewskie rządy absolutne jeszcze niezupełnie minionych czasów, sprzyjały zachciankom posiadaczy tych dóbr; więc wywłaszczono górali z polan, hal, lasów, pastwisk, a zatwierdzające dokumenta wymuszano siłą, dopuszczając się nawet barbarzyństw, a za mandataryuszowstwa bito, co się tylko zmieściło. Dla stwierdzenia tego przytoczyć trzeba pobieżnie chociaż kilka wydarzeń, które mi ze szczegółami opowiadano w Zakopaném.
Dla wywłaszczenia posiadaczy pięknej polany Małej Łączki sprowadzono zbrojną pomoc i jednę z właścicielek, Wójciaczkę, dla wymożenia podpisu na akcie wywłaszczającym, obnażoną pędzono kijem do Zakopanego, gdzie ją nawet do gorącego chlebowego pieca wsadzić miano. Tak przynajmniej opowiadają ludzie. To znów Jaśka Gąsienicę zwanego Jacokiem, którego poznałem za mojej tam bytności r. 1869., po przybyciu jego ze Lwowa, dokąd chodził szukać kopii aktów świadczących o prawném posiadaniu własności swojej, hajduk Ciszek na rozkaz przystawił do dworu, gdzie związawszy mu ręce do nóg, skurczonego wtrącili do smrodliwej dziury i dopiero po kilku dniach spuchniętego i zczerniałego uwolniono. Płacz, błagania żony pokrzywdzonego nie skutkował wcale, bo dopiero obawa następstw ze skonu jego w więzieniu wpłynęła nauwolnienie.
Świeżo nasłuchałem się dużo w Zakopaném o jakiejś zbrojnej wyprawie roku 1868. pod wodzą jednego z właścicieli kuźnic na gospodarzy Nędzów, gdzie straż leśna, na rozkaz dowódzcy, dopuszczała się gwałtów, których bez oburzenia wspomnieć trudno. Rozbijano, pastwiono się bez względu na płeć, stan lub wiek, a jako trofea zwycięstwa nad bezbronnymi wiedziono przez wieś zajęte bydło na pastwisku do dworu w kuźnicach.
Słuchając takich opowiadań, zapytywałem górali, dlaczego nie szukali sprawiedliwości u władz, odpowiedziano mi, że ich wypchnięto za drzwi, a nadto wyrzucano im niewdzięczność dla właściciela Zakopanego za zarobek im udzielany w kopalniach! Bądź co bądź, jest to nie do uwierzenia, jak jeszcze w ostatnich czasach mogły się dziać takie gwałty pod bokiem c. k. władz w Nowym Targu.
Z końcem r. 1869., wskutek sprzedaży, Zakopane z przyległościami przyszło na własność pruskiego obywatela p. L. Eichborna. Na tém, o ile mnie się zdaje, sprawa narodowa nic nie straci, bo już za poprzednich właścicieli posady górnicze i leśnicze w ogóle prawie dzierżyli Niemcy lub zniemczeni Czesi, lud zaś pozbył się nienawistnych sobie indywiduów. Jak gospodarowano w lasach, świadczą wyniszczone lasy, a jak w górnictwie, przekonywa świętowanie w kuźnicach. Drzewo na opał sprzedawano niesłychanie drogo, jak w górach, od 3 do 4 gld. za sążeń miękkiego gatunku i to wyznaczano je z takich miejsc, zkąd zwóz najniegodziwszy. Za dowód pięknego gospodarstwa leśnego posłużyć może następująca okoliczność: W nagłej potrzebie, jak mówiono dla pokrycia wydatków połączonych z podejmowaniem chmary gości, pospraszanych na odsłonięcie popiersia arcyksięcia Ludwika, wydzierżawiono żydom orawskim lasy kościeliskie na lat kilka. Ci wystawili sobie u ujścia doliny tracz, rzną tramy na deski i wywożą je do Orawy, a ztamtąd dalej do Węgier z dobrym zarobkiem.
Żelazo, wydobywane w różnych stronach Tatr nowotarskich, jest wprawdzie wyborne, lecz albo go źle szukają albo się już wyczerpało[3], skoro w ostatnich czasach zwożono je ze Spiża do kuźnic zakopiańskich. Również węgle do hut przywożono z Orawy i z Ochotnicy, poniżej Krościenka daleko o jakie ośm mil[4].
Kuźnice zakopiańskie nie mają przyszłości pomyślnej przed sobą[5], zwłaszcza gdy zbudują kolej przez Poronin, bo wtedy kuźnicom poronińskim i jaworzyńskim gwiazda zaświeci. Skutkiem wycięcia lasów[6] w Zakopaném często bywa brak wody w potokach, szczególniej w zimie, co naturalnie nie przyczynia się do pomyślności tutejszego górnictwa.
Poczta dopiero od r. 1870. zaprowadzoną została, gdy wprzód w tym względzie udawać się trzeba było do Nowego Targu; w czasie lata przybyli goście sami sobie urządzali stałą komunikacyą z pocztą, utrzymując w tym celu posłańca, który co drugi dzień chodził do Nowego Targu.
Przemysł Zakopian ogranicza się dotąd na wyrabianiu toporków z żelaza lub stali, z czego wszakże kilku tylko korzysta, zresztą sposobem do życia jest praca nędzna w kopalniach żelaza, jego przywóz z hut do Krakowa, wożenie podróżnych w porze letniej i to, co zarabiają w czasie pobytu gości w Zakopaném przez Lipiec i Sierpień z wynajmu mieszkań swoich, ze sprzedaży drobiu, jaj, nabiału, albo z przewodniczenia gościom w Tatry, jako też biorąc zapłaty za różne inne usługi. Niektóre potrzeby do życia zaspakaja im rola i chudoba[7]. Ziemniakami zwanemi tu grulami i plackami z grubej mąki owsianej żywią się prawie przez cały rok, racząc się czasem baraniną; mają do tego sałatę, którą sporządzają jak słodką kapustę, i groch, który się im tu udaje. Owoców żadnych nie ma, bo wysokie położenie Zakopanego nie sprzyja chodowaniu drzew owocowych.
Ubiór wyrabiają sobie sami górale; z lnu robią przędziwo, a z niego tkają płótno, z wełny zaś z swoich owiec wyrabiają sukno; lecz góralki kochające się w strojach nabywają na jarmarkach za oszczędzony grosz dla siebie różnobarwne chustki, gorsety, fartuchy i t. d. Zamożniejsi Zakopianie lubią na różny sposób handlować i nieźle na tém wychodzą. W ostatnich czasach kilku uczonych z Krakowa nastręczyło trochę zarobku pojętniejszym góralom przez zbieranie przedmiotów przyrodniczych, lecz ten zarobek ogranicza się do niewielu osób. Jak nędznie dwór wynagradzał służbę leśną, dość powiedzieć, że za sam tylko opał pełnili urząd stróżów dworskiej własności i zarazem służyli jako hajducy czyli pachołcy dworscy; trzeba bowiem wiedzieć, że tu była wieża babilońska wszystkich narodowości. Górował patryotyzm niemiecko-austryacki dla wyżebrania szlachectwa, którego nie umiano godziwszym sposobem pozyskać, gdy go się im na gwałt zachciało. Mgliste pochodzenie z Węgier i sprawy, jakie czasem po tamtej stronie Tatr trzeba było załatwiać, naprowadziły dwór w kuźnicach na przebieranie się czasami z węgierska, a dla krótkowidzących nauczono się paplać po francuzku. Chwilami przez jakąś omyłkę udawano tu nawet polskość[8].

Nikt dotąd nie postarał się, aby temu przemyślnemu ludowi obmyślić szersze koło zarobku. Mając przykład na Szwajcarach i Tyrolach przyszła mi myśl nauczyć gorali tatrzańskich wyrabiania z drzewa rozmaitych przedmiotów do użytku, zabawy lub dla pamiątki, któreby w handlu mogły zastąpić wyroby obce, a przytém mieliby goście co wywozić jako upominki z Tatr, gdy dziś prócz drogich toporków niczego nie dostanie. Myśl moja zna
Juhasy.
lazła chętne przyjęcie, rozchodzi się o wprowadzenie jej w życie.

Pasterstwo po halach ma wiele w sobie poezyi, ale oducza młodzież od pracy, tak iż dopiero biéda zmusza do roboty. Z juhasów rekrutowali się opryszki, bo cały dzień łażąc po górach i słysząc opowiadania o zbójnikach, dziwnie pociągającego doznawali wrażenia i wyrobili sobie idealne pojęcie o tém zbrodniczém rzemiośle, co ich popychało do rabunków i rozbojów.
Między górskim ludem przechowuje się mnóstwo podań, legend i przeróżnych skazek[9]; z wielu skałami, drzewami, grotami lub innemi miejscowościami łączą się zajmujące zdarzenia, a w każdém tkwi nauka moralna. — Pod tym lub owym kamieniem, albo pod drzewem znaleziono pieniądze lub przed ludźmi ukrywa skarby jakaś moc lub zły duch tego strzeże. W piękném dziełku znanego poety Seweryna Goszczyńskiego pod tytułem: „Dziennik podróży do Tatrów“ r. 1832., mieści się wiele materyałów tej treści.

Światlejsi Zakopianie, jak i w ogóle Podhalanie odznaczają się wolnomyślnością, przywiązaniem do ojczyzny, a szczególniej swych gór, gościnnością zdawna polskiemu ludowi właściwą, a przeszłość narodowa ma u nich wielki mir. Ciekawość u tego ludu jest niezmierna, a ztąd pojętność do wszelkich prac, ale są podejrzliwi i nie od razu każdemu ufający. Dzieci swoje lubią kształcić, a ideałem ma
Zwóz mléka.
rzeń rodziców jest stan kapłański syna, dla tego tak dużo mamy księży z gór.

Hale, t. j. pastwiska rozsiane po całych Tatrach, mają właścicieli z całego Podhala, jak n. p. Pyszniańska hala należy do gromady Klikuszowskiej, Waksmundska do Waksmundu, Miętósia do Miętóstwa i t. d.
Na wiosnę koło Zielonych Świątek zwykle wychodzi pasterska osada z owcami, psami i wszelkiemi przyborami szałasowemi na hale, wybrawszy naczelnika zwanego bacą, który sobie juhasów t. j. pasterzy dobiera, żywi żętycą, wynagradza każdego z nich wedle ugody jednym lub dwoma podojami z całego kierdelu t. j. stada owiec, co kilka funtów[10] séra na sprzedaż uczyni. Baca zaś każdemu gospodarzowi od jego owiec oddaje ugodzoną ilość séra owczego. Co się zwyższy, gdy rok dobry, to jest jego. Znaczny dochód czyni sprzedaż żętycy gościom przebywającym w Zakopaném. Przesąd, że tylko w tym lub owym szałasie dobra żętyca, sprawia, iż wszyscy prawie goście się cisną do jednego bacy. Umieją bacowie zniewalać sobie dziewczęta przynoszące żętycę gościom do wsi, a te zachwalają tego ganiąc owego. Skutkiem tego bywa brak żętycy, że jej nie ma tyle, ile żądają, więc też bacowie z elastyczniejszém sumieniem podrabiają ją jak mogą, oszukując gości. Takich to baców widzieć można w karczmie naprzeciw kościoła w niedzielę pijących do późna i hałasujących, że aż uszy bolą słuchać.
Miło przy napotkaniu szałasu *[11] pogadać z bacą, który, jako wybraniec, bywa zwykle człowiekiem rozsądnym i uczciwym. Koło święta Wniebowzięcia N. Panny Maryi (15. Sierpnia) spędzają już owce na dół dla rozpoczynających się żniw. Na kilka dni przedtém odbywa się na szałasie częstokroć hulanka z muzyką, tańcami i pijatyką, a powrót sam odbywa się z malowniczą oryginalnością.

Dzisiejsi najlepsi przewodnicy potworzyli się z strzelców na kozice; gdy zaś skrytomyśliwstwo nieco przycichło, młodsze pokolenie uczyć się musi przewodnictwa od starszych, chodząc na wycieczki dla noszenia rzeczy
Typ górala na Podhalu.
gościom.
Sądząc z powierzchowności, nie możnaby myśleć, że lud górski tak skromnie, rzekłbym nawet nędznie się żywi; wnosić więc wypada, że klimat, prostota pokarmów miernie używanych i wstrzemięźliwość od gorzałki tak zbawiennie wpływa na ich zdrowie. Dbają oni więcej o chatę porządną, o sprzęty domowe, uprząż, o swój strój, dobytek, niż o zaspokojenie żołądka, a że są przytém nadzwyczaj oszczędni, łatwo pojąć zamożność wielu Podhalan przy nieurodzajnej glebie. Miałem tego nieraz wyraźne dowody, gdy z własnej woli wiozącemu mię goralowi dałem kilkanaście centów na chléb i piwo, wiedząc, że jest głodny; pomimo to schował pieniądze nic o tém nie mówiąc, a żywności sobie nie
Typ góralki na Podhalu.
kupił, dlatego w takich razach kazałem im dawać pożywienie sam za nie płacąc.

Położenie Zakopanego jest bardzo zdrowe, żadna epidemia tu jeszcze nie zagościła; ludzie umierają ze starości, z przeciążenia pracą, z przeziębienia lub nędznego pożywienia. Lud jest czerstwy, rosły, dobrze zbudowany, kalek mało.
Zwyczaj u mężczyzn noszenia długich włosów oddziaływa widocznie na osłabienie skóry na głowie, bo łysych napotyka się tu stosunkowo bardzo wielu. Płeć męzka odznacza się w ogóle pięknemi kształtami twarzy i całego ciała, w czém jej ustępuje płeć żeńska; pomimo to natrafia się często na zupełnie piękne fizyognomie z delikatną cerą, a zgrabne ręce, małe nóżki nie są tu rzadkością, tak iż niejedna góralka w modne stroje ubrana na salonie uchodzićby mogła za piękność pierwszego rzędu.
Piosnka ludowa z okolic Krakowa trafnie skreśla charakterystykę górala w ogólności:

Góral ma nogi bocianie,
Kogo zechce, to dostanie;
Oj bo pan z nich każdy wielki.
Nie zna chleba ani spérki;

Chodzi w kierpcach, nie zna buta;
Lecz kiej ma być uczta suta,
Dziewka smalcem włosy czesze,
On jej piętą ogień krzesze.

Siekierkę nosi za pasem,
Zamiast żniwa rąbie w lesie,
Albo znowu djabeł czasem
Wisłą go na drągach niesie.

Chodzi z kosą na robotę,
Gospodarzy drze ze skóry,
Jak zarobi cztery złote,
Hajda! znowu biegnie w góry;


Siedzi w hacie jakby w budzie,
Zagra czasem też na dudzie.
Każda dziéwka gdyby hojca,
Nie słucha matki ni ojca;

Za parobkiem, kiedy gładki,
Leca dziéwki i mężatki.
I nie dba na czepiec żona,
Lata kieby oparzona.

Łagodny, ujmujący stosunek między rodziną, jak i obejście się z obcymi u ludu tatrzańskiego służyć mogą za przykład wiejskiemu ludowi z równin, jak i niższym warstwom wiejskim. Między sąsiadami i niesąsiadami panuje zwykle przykładna uczynność, życzliwość, a cóż dopiero mówić o uczynności względem podróżnych, których uważają za chlebodawców. W doradzaniu, w wykonywaniu życzeń gości ubiegają się, rachując oczywiście na zapłatę za wyświadczone usługi; zdarza się jednak wyjątkowo, że zbytniego wynagrodzenia przyjąć nie chcą. Nas, mieszkańców miast, przyciąga dużo do tego ludu szczera ochota w wypełnianiu naszej woli, nawet zachceń i ten przyjacielski stosunek, co w nas wyrabia owę wielką ufność, zapominając czasem, że wśród nich znajdują się ludzie źli, niewarci takiej otwartości. Zdarza się często, że ten lub ów z gości, zaufawszy bezmyślnie każdemu, doznaje zawodu, a rozczarowany jednym przykładem ogółowi potém złorzeczy, a jeśli się przytrafi takiemu, co ma pole do ogłaszania swoich myśli drukiem, skreśla potém nieraz fałszywe poglądy na stosunki tej lub owej miejscowości.
Góralki odznaczają się zalotnością, co przypuścić należy nie zepsuciu moralnemu, lecz naiwności, z jaką się one w swej prostej, otwartej duszy na świat zapatrują.
Wpływ gości przybywających na lato do Zakopanego jest znaczny na lud tamtejszy pod względem oświaty; zdarzają się jednak indywidua, co tu wiele złego szerzą, szczególniej tępieniem wiary w prostym ludzie, która go jedynie strzeże od występków, a gdy im się tę uda zachwiać, z radością szukają zaspokojenia rozpusty swojej, nie patrząc później na skutki, które ich wcale nie obchodzą. Takich wyrzutków bodajby Tatry nie znały, niechby ten uroczy zakątek ziemi naszej ustrzegł się takiej demoralizacyi, jaką z oburzeniem napotyka się w miejscach kąpielnych, jak w Szczawnicach. Bardzo dużo straciłyby Tatry, gdyby charakter mieszkańców uległ takiej wstrętnej zmianie; wszakże jak wszędzie, tak i tutaj ryba od głowy śmierdzi. Sapienti sat. . .
Wypada tu jeszcze wyjaśnić niektóre nazwy wielu może osobom niezrozumiałe, zwłaszcza gdy są i takie wyrazy, co z obcych zupełnie pochodzą języków, jak z niemieckiego i madziarskiego; Tatry bowiem naokół zaludniali osadnicy z różnych narodowości, przez co powstało wiele nazw górom tylko właściwych. I tak turnia oznacza nagą dziką skałę, grań skalistą krawędź grzbietu na dwie strony przeciwległe spadzistego, przełęcz grzbiet łączący dwie góry, źleb skalisty parów, którym zwykle ścieka woda, piargi usypiska źwirowe, skale znaczą kamienie, wierch wierzch góry, hala pastwisko ponad górną granicą lasów, ztąd Podhalem zwią Podtatrze, polana łąka górska, bujna wśród krainy lasów, perć ścieżka górska, zakosy zakręty (n. p. ścieżka w zakręty w zakosy), wykroty drzewa burzą wyrwane z korzeniami, wykrociska miejsca, gdzie leżą burzą wywrócone drzewa, bania kopalnię, hawiarz górnik, koliba zabudowania górskie lub miejsce pod skałą, gdziekolwiek istnieje jakiekolwiek schronienie, smrek świerk, upłaz, upłazek miejsce po górach bujnie porosłe trawą, regle lesiste wstępne góry u ujść dolin; oprócz tych wiele jest jeszcze nazw rzeczy do użytku, jak ciupaga znaczy toporek, habryka tytoń, lub imiona godności pasterskich, jak baca, juhas, o czém była już wyżej wzmianka, i różne inne, które każdy rozezna, przebywając pośród ludu górskiego.

Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł odpowiednio: blisko 6 i ok. 8 km
  2. * Właśnie w czasie druku Przewodnika doszła mnie wiadomość o otwarciu restauracyi w Zakopaném po raz pierwszy, co o wiele ułatwi pobyt gościom udającym się w Tatry bez przyborów kuchennych. Obywatel z Nowego Targu Al. Tretter wraz z Grz. Czernawskim w Czerwcu r. b. otworzyli traktyernią w bardzo odpowiedniém miejscu i lokalu koło kościoła Zakopiańskiego w domu Krzeptowskiego.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Istotnie, zasoby rudy żelaza były już wówczas na wyczerpaniu
  4. Przypis własny Wikiźródeł ok. 60 km
  5. Przypis własny Wikiźródeł Wielki piec w Kuźnicach został wygaszony już 5 lat po wydaniu Przewodnika.
  6. Przypis własny Wikiźródeł Na skutek ówczesnej, rabunkowej gospodarki leśnej, wycięto wtedy duże połacie lasów, składających się głównie z buków, jaworów i jodeł.
  7. Przypis własny Wikiźródeł ubogie gospodarstwo
  8. Przypis własny Wikiźródeł Autor może tu nawiązywać do faktu uczestnictwa Edwarda Homolacsa w powstaniu listopadowym, co było warunkiem ślubu, postawionym przez jego późniejszą żonę, Klementynę Homolacsową. Obecna ocena rodziny Homolacsów odbiega jednak od tej prezentowanej przez Walerego Eljasza-Radzikowskiego – nie wspomina on na przykład, że w kuźnickiej szkole była nauczana historia Polski, a w ocenie niektórych historyków, Homolacsowie w znacznym stopniu się spolonizowali.
  9. Przypis własny Wikiźródeł baśń (z ros. Сказка)
  10. Przypis własny Wikiźródeł ok. 0,5 kg
  11. * Niektórzy uczeni piszą sałasz, a nie szałas, wywodząc tę pisownię od wymawiania po węgiersku; u Madziarów bowiem:
    s brzmi jak polskie sz,
    sz ,,  ,,  ,, s,
    gy ,,  ,,  ,, di,
    cz ,,  ,,  ,, c,
    cs ,,  ,,  ,, cz,
    zs ,,  ,,  ,, ż,
    y ,,  ,,  ,, i.

    A zatém wyrazy, które lud w Tatrach przyjął od Węgrów, miałyby się wymawiać czysto po madziarsku wbrew ogólnie już przyjętemu wymawianiu, a mianowicie sałasz od szállas (mieszkanie, gospoda), bacza od bács (owczarz), juhas od juhász (owczarczyk — jub, owca), koszar od kos (baran), perć (ścieżka) od bértz (góry). Tymczasem nikt nie mówi: bacza, lecz baca, ani sałasz, ale szałas, lud wymawia sałas, a w odmianie: w sałasie; wykształceni mówią i piszą: w szałasie, coby istnieć nie mogło, bo w spadkowaniu wypadło by: w szałaszu.
    A zresztą, gdy wyraz szałas zyskał obywatelstwo w całém naszém piśmiennictwie, tém samém trudno przywracać mu pierwotne brzmienie, bo wywody, wprawdzie słuszne, w następstwie powyższej zasady odarłyby z narodowej szaty wszystkie wyrazy od obcych przejęte, w którą je odziały przez używanie wymogi naszej mowy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Walery Eljasz-Radzikowski.