Głos brata J. Słowackiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Słowacki
Tytuł Tworzenie Głos brata J. Słowackiego
Podtytuł do zgromadzonych i w klub zawiązać się chcących Polaków, przedstawiający potrzebę przyjęcia nowéj formy konfederacyjnéj (19 marca 1848 r.)
Pochodzenie Dzieła Juliusza Słowackiego tom IV
Redaktor Henryk Biegeleisen
Data wydania 1894
Wydawnictwo Księgarnia Polska
Drukarz Drukarnia i litografia Pillera i Spółki
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Indeks stron


GŁOS

BRATA JULIUSZA SŁOWACKIEGO


DO ZGROMADZONYCH I W KLUB ZAWIĄZAĆ SIĘ
CHCĄCYCH POLAKÓW, PRZEDSTAWIAJĄCY
POTRZEBĘ PRZYJĘCIA NOWÉJ FORMY
KONFEDERACYJNÉJ.
(19 marca 1848 r.)



Wezwany i z miłością tu zaproszony przez kilku braci moich abym myśl moją, w sprawie przyszłego powstania narodowego, objawił: pozwolcie: że zapytam naprzód: czy już jako klub zebrani tu jesteście? bo w takim razie, przeciwny klubowi, zgody zaś waszéj mieszać nie chcąc, żadnego nie miałbym prawa, z myślą nową, na naradę prywatną i nie przy drzwiach otwartych odbywającą się, przychodzić.

(Tu jeden z członków zebrania oświadczył: że chociaż istotnie zamiarem zebranych jest: zawiązanie klubu; wszakże nie przeszkadza to proponowaniu nowych opinij, których zgromadzenie chętnie wysłucha. A wtenczas, brat nasz tak daléj mówił.)
Wiadomo wam wszystkim, M. Panowie, że w formowaniu się kryształu, pierwszy atom i zawiązek z którego kryształ powstać ma, już ten kształt i tę formę zachowuje, która następnie kształtem i formą całego kryształu staje się, i we wszystkich się częściach jego powtarza. Prawo to, z natury wzięte, przewodniczyć powinno wszelkim organizowaniom się ducha w ludzkości. Ani forma, ani nawet nazwisko téj formy, nie może być obojętném. Widzieliście sami w ostatnich wypadkach Francyi, jak lud w tém słowie: republika rozmiłowany i do najwyższego stanu exaltacyi magicznym jego dźwiękiem prowadzony, na ratuszu o republikę dopominał się. Widzieliście jak wyrobnik do zgromadzonego rządu przez bagnety przedzierał się, pierś obnażał, nóż podawał, i wołał: albo mię zabij, albo mi daj republikę. Forma więc dawna, przed kilkódziesięcią laty użyta, teraz wywołana, a taki czar wywierała! Chociaż, sami to wiecie, że przez cały czas trwania Restauracyi i konstytucyjnego królestwa, formę tę umyślnie hańbą okryć, krwią ohydzić i z oczu usunąć, wszędzie, a nawet w edukacyi publicznéj, rządu staraniem było.
Tak samo działo się w Polsce przed powstaniem 1830 r. Nauczyciele którzy młodzież wychowywali, może bezwinnie, lecz systematowi Caryzmu, który na zjednoczeniu cielesném stoi, usługując; a może też z powodu przygasłego na czas ducha polskiego, od myśli republikańskiéj polskiéj młodzież odstręczali; nabywając ją anarchją, jéj przypisując wszystkie nieszczęścia kraju. Natomiast zaś wpajali w młodzież potrzebę zgody, przez zgodę nie rozumiejąc: tak jak być powinno: godzenia się na jedno w duchu miłości i prawdy; lecz wystawiali zgodę jako bezwarunkowe poddanie się woli jednego człowieka, niepomni na to, że Ewangelia sama od takiego poddania się błyskawicami sądu ostatecznego odstrasza; że sama natura święta i wysoka ducha polskiego, nigdy na takie poddaństwo zgodzić się nie powinna. Jakoż wyexaltowana temi naukami młodzież, zawsze nad cel ofiarami swojemi wylatująca, zaprzysięgła w duchu, że w pierwszéj chwili gdy ją wskrzeszenie Polski do ofiary zawoła, myśli swoich, ani uczuć rozsądzać nie będzie, ale któremukolwiek i jakiemubądź na czoło stającemu człowiekowi, bezwarunkowo się podda.
Gdy więc wybuchnęło w kraju powstanie, nietylko że o formach polskich żadnéj mowy nie było ale nawet wydobycie tych form uważanoby wtenczas za zdradę sprawy narodu. — Próżno duch wielki Polski czuł to powstanie z całą straszną potęgą jakiéjś niebieskiéj i zagrobowéj sprawy podnoszące się; próżno Lud, przepełniony wróżbami, patrzył na te czerwone, ogniste zorza i światła które nad Warszawę przybiegły i zdawało się że świętego ducha Ojców wywoływały: Przeciwko temu duchowi wyszedł rozum nie z siebie, ale ze źródeł obcych czerpany i czterma, przeciwnemi sobie formami wytrysnął.
A naprzód, jak wiecie, wywlokła się z ciemności drżąca o przyszłość zgrzybiała starość, i w postaci Rady Administracyjnéj pod kopułą Banku usiadła; zagładzić chcąc dzień wczorajszy, jako dzień przelotnego zapału i grzechu, który następstwami swemi, rozsądnie i dobrze myślących ludzi o jutro zatrważał.
Z drugiéj strony element szkolny, jak mówiłem, do strasznych ofiar przygotowany, po formę i po nazwisko téj formy aż do szkolnych nauk, aż do Greków i Rzymian poszedłszy: postawił Dyktaturę, gotów jéj bronić z całym zapałem i pedantyzmem młodości.
Inny nareszcie duch z xiążek już nowych i niby głębszych czerpany, duch niemiecko-francuzki, tworzyć rozpoczął Kluby, i na różnych pryncypijach w Europie na onczas kursujących nadzieje swoje budował. Mochnacki wyobraziciel téj trzeciéj ówczesnéj potęgi był jak sami wiecie nie pospolitym człowiekiem, wszakże elementu mu polskiego zupełnie brakowało; a że tak jest, świadczy to ono godło sentymentalne, wzięte przezeń z wątpliwości Szekspira i na Świętą Polskę gwałtem wtłoczone. Dywiza ta, przezeń przyjęta: być albo nie być, przeciwna jest wręcz wierze powstającego Polaka, który ma za hasło jestem bo jestem, jako duch który się czyni żywym, nieśmiertelnym i od cielesnych potęg niezależącym. Człowiek któryby z pierwszém godłem przed wami wystąpił, otrzymałby może oklask jako młodzieniec rospaczny ostatnie swoje siły na hazard stawiający, ale nie powierzylibyście takiemu sprawy Narodu, anibyście się o pierś taką niespokojną, z ufnością, jako o pierś wodza oparli.
Czwarty nareszcie element, naśladujący podówczas Francyą konstytucyjną, Sejmem, a raczéj powiem, Izbami deputowanych, zamek królewski napełnił. I tak, cztery duchy, w czterech, sobie przeciwnych formach stanęły i zdaje się, że o upadek narodu aż do końca walczyły.
A tu, abym wam dowiodł, M. Panowie, że formy polskie nie dla słabości swojéj, obcym rewolucyjnym formom miejsca ustąpiły, przypomnę ten tylko fakt: że kiedy już wszystko ginęło, gdy wojsko już z kraju wychodziło, to X. Czartoryski, jeden z ówczesnych rządu wyobrazicieli, rzucił się i krzyknął na pospolite ruszenie. Zaprawdę, to pospolite ruszenie — będąc w gruncie tém samém czém są dziś gwardye narodowe stałe i zmobilizowane dla Francyi, z taką wtenczas rospaczą na pomoc wzywane, o potędze nieśmiertelnych form, przez wolność polską wynalezionych, daje świadectwo. Są to nawet za mocne, i niby heroiczne lekarstwa, które tylko sama silna polskiego ducha organizacya wytrzymać mogła.
Tak było w kraju.
Gdyśmy na Emigracyę przybyli, duchem francuzkim już całkowicie owładnięci, zaczęliśmy tworzyć Komisye, Komiteta, i Towarzystwa. — Formy te, krajowi zupełnie obce, żadnego już wpływu na kraj nie miały, żadnego entuziazmu w sercach naszych wzbudzić nie mogły. — Jakoż rozpadły się przerdzawione nudą i smutkiem; tak, że następnie jedne tylko Towarzystwo Demokratyczne ponieważ o wolności mówiło, stało się dla młodzieży naszéj obudzającym i ponętnym żywiołem. Wszakże tęsknocie jakiejś ducha polskiego za wielką duchową wolnością utęsknionemu, wystarczyć i odpowiedzieć nie mogło.
Teraz tworzy znów Emigracya Komisye; a wy jak widzę Klub zawiązać chcecie; pozwólcie więc, że o potędze działalnéj która z saméj formy rodzi się, a częstokroć natury jéj przekroczyć nie może, cokolwiek powiem.
Kluby — pominę to, że w kraju smutną pamiątkę zostawiły i dotąd żadnéj ufności wzbudzić nie mogą — Kluby M. Panowie! w naturze to swojéj mają, że z różnorodnych osób złożone, w nocy najczęściéj przy latarniach, przy szczęku broni i bagnetów ognistą i krwawą mową rozexaltowane, na zewnątrz wylać się umieją i sprawę już zaczętą popchnąć są zdolne. Mają one siłę wsparcia. — Nabijaniu broni podobne, dopóki radzą; nabite, działać mogą siłą wystrzału. Lecz uorganizować ani walki prowadzić z wewnętrznym i zewnętrznym wrogiem, długiéj, zaciętéj nie umieją.
Komiteta, jako formy, zamykają tylko w sobie Rozrząd i Reprezentacyę.
Komisye, formami są ducha usługi i wykonania.
Żadna z tych form, jak widzicie, nie jest taką, ażeby w sobie zarazem ruch, wiązanie się i zarząd wyobrażała.
A my jednak jako Polacy, za cel to dziś sobie wsiąść powinniśmy żeby nietylko liczbową pomocą być dla kraju, ale umodelowanym, że tak powiem, na wolnéj ziemi, posągiem Ojczyzny, w którymby już pierwsze zarysy i pierwsze światła swéj świętéj i wolnéj przyszłości zobaczyła. Mówiąc to przeciw pokorze nic nie występuję. Do nas należy w ruchach i w czynnościach naszych przedstawić krajowi takie formy, któreby mu w olbrzymiéj walce o wolność szybko zjednoczyć się i zorganizoasć się dopomogły. Cierpieniom wygnania długiego winniśmy, że nam w ten sposób przewodniczyć nie wzbroniono.
Jest forma przez wielkie i czujne Przodki nasze, ku obronie wolności wystawiona, która wielokrotnie narodowi naszemu w walce z postronnym wrogiem i z wewnętrznym intrygantem lub cudzoziemcem posłużyła. Forma ktoréj wewnętrzną naturą jest ruch i ciągłe działanie. Forma która nie wyklucza miłości, bo zwykle się zdarzało, że zwyciężywszy zło panujące w narodzie, forma ta uniżała się sama, rachunek z czynów swoich przed istniejącą władzą składała, i z pocałowaniem rąk, od przebłaganego Ojca i Króla narodu odchodziła. Forma, któréj naturą jest jedność; bo gdziekolwiek stanęła, tam wszystko przed jéj potężną władzą zamilknąć i ustąpić musiało. Jak jest straszną ta forma, tém tylko dowiodę, że kiedy w Emigracyi pozwolono nam formować Komissye, Komiteta, Towarzystwa, kiedy wszystkie te igraszki naszéj chęci urzędowania rządy tolerowały; to forma o któréj mówię, raz jakimś instynktem w Emigracyę wywołana i postanowiona, skoro tylko zabłysła, wnet wywołała prześladowanie. Car, znawca prawdziwy rzeczy rzetelnie niebezpiecznych, upomniał się wnet przez swoje ambasadory, aby tę garstkę ludzi, którzy mu strasznego upiora wskrzeszali, z Paryża wypędzono. Tu już wszyscy zapewne, Mości Panowie, domyślicie się że ta forma o której mówię, jest to:

KONFEDERACYA!

Za prawdę! przyszedłem tu z tą myślą długo w duchu noszoną, abyśmy teraz tę formę, a potém wszystkie inne polskiéj wolności kształty do Ludu rozszerzyli, do czasu zastosowali i tychże form do odbudowania kraju naszego użyli. Potrzeba więc abym się nieco jasniéj, mówiąc o formie konfederackiéj, wytłumaczył.
Jeżeli to jest prawdą, że doskonałość form ludzkich rośnie o ile się coraz bardziéj do pojęcia i do naśladowania form niebieskich zbliżamy? Jeżeli już konstytucyjne rządy pokazują się nam jako zrealizowanie Polytheizmu, jako sprowadzenie Olimpu na ziemię? Jeżeli istotnie król konstytucyjny pod swoją zaprzysiężoną kartą siedzący, wygląda coś na Jowisza pod xięgą Losów; a Sejm rozdzielony na dwoje, Bogi nam, na dwie strony rozdzielone wyobraża; to teraz nowe przeczucie i w pół ujrzana, a na Trójcy oparta, Nieba Chrześciańskiego budowa, powinnaby nam w wybudowaniu najwyższéj ziemskiéj doskonałości przewodniczyć. Sądzę, że tak położonéj Rządów zasadzie forma konfederacyi odpowiada.
Wiecie wszyscy, że żadna konfederacya powstać i zawiązać się nie mogła, bez uprzednio wprzód, a często z hazardem życia położonego, veto. Istotnie więc, jak to widzicie, że naczelną Osobą konfederacyi była idea czyli duch i myśl tego zaprzeczenia, które potém w sercach wszystkich powszechny odzew znajdowało i naród cały w téj jednéj myśli kojarzyło. Pod tą Osobą — którą dziś, jak sądzę, uwidzialnić i w człowieku postawić będzie potrzeba, — stawały dwie drugie osoby, przez zapał idei wybrane i okrzyknione równe sobie, w trzecim duchu onego to zaprzeczyciela i Ojca konfederacyi stojące i połączone. W istocie więc każdy urząd konfederacki był Trójcą; a władza jego w Jedności rządząca, chociaż samowładna i dyktatorską prawie miecza potęgą obdarzona, — przez dziwny czar jakiś — a tylko samym duchowym rządom właściwy, — indywidualnéj wolności nie obrażała. Trójce te i to w sobie miały, że po wszystkich prowincyach, na jedności zaprzeczenia, lecz według różnego ducha tychże prowincyj w chwili jednéj zrodzone, Trójcy najwyższéj poddawały się i za rozkazem jéj w oka mgnieniu niknęły.
A tegoż nam potrzeba, M. Panowie, w naséej konfederackiéj robocie. Bo byłoby to z hańbą naszą i z obrazą wielkiego majestatu narodowego, gdybyśmy formę jaką stworzyli, któraby się w mgnieniu oka, przed krwią ochrzczoną, przed najwyższą Trójcą narodu, z wielkiego uszanowania i miłości, w proch nie rozpadła. Konfederujmy się więc tu na wygnaniu z całą pokorą doczesną wygnańców. Niech się ręce nasze tysiącami wiążą i rozlewają miłość i braterstwo po Emigracyi. Konfederujmy potém przyległe do kraju prowincye, aż duchem skonfederuje się ojczyzna nasza, i w jednéj chwili, cała skonfederowana tysiącem Trójc konfederackich w oczach Carowi zaświeci. Mam to ufanie, że zadrży potęga cielesnéj jedności na strasznym tronie siedząca, noc tę widząc, teraźniejszą, nagle słońcem Trójcy Warszawskiéj i słońcami Trójc Wojewódzkich ogniście roześwieconą. Bo nie potrzeba na to ani spisków na papierze spisanych, ni znaków na piersi noszonych, aby się związać w duchu, oczyma porozumieć, wodze wspólne w sercu ponaznaczać i zegara bijącego najwyższą godzinę wysłuchać.
Oto jest wszystko co wam z miłości przynoszę na tę naradę, bracia moi! a gdym to uczynił, o to jedno upraszać będę, abyście mi z dalszych narad dnia dzisiejszego ofiarę złożyli; a myśli tu wniesionéj pod dyskusyą nie oddawali. Raczcie pamiętać, że formy nasze dawne, są to żywe i zaczarowane, a snem do trupów podobne olbrzymy, które długo w trumnach leżały. — Trącając je nieuważnie i bez należytego uszanowania, wstałyby nie ciała, ale prochy i popioły z tych szat, które są prawem ziemi nadpsute, i już nieco spruchniałe. Z miłością więc proszę was, zatrzymajcie się z sądem i z dyskusyą aż się ta forma z żywotem wskrzeszonym obezna, sił dostanie, i gotowa bronić się będzie.



W skutek tego głosu, niektórzy z braci przystąpili do związku i podpisali Akt zawiązania się w Konfederacyą.


Grobowiec Słowackiego w Paryżu.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Słowacki.