Elegja (Ach! zabijają brzaski...)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Elegja
Pochodzenie Elegje
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1937
Druk B-cia Drapczyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ELEGJA

Ach! zabijają brzaski, jednostajność nuży.
I trwa figurą śmierci wzdęty obłok burzy
Ponad oknem, ukośnie naświetlonem blaskiem
Przyklęknąć nad melodją, pokalaną piaskiem,
W dno piany wargi grążyć, niepochwytne dłonie.
Aż zwierciadło okrutne w źrenicy utonie.
Tafla ta nie przeraża, pusta i zielona:
Nim spękana muśnięciem bezcieleśnie skona.
Nieurodzony łowi liścia cień przelotnie
— Promieniem przeraźliwym oko toni dotknie.
Poczem wędka widzenia, jako wierzba blada.
W zarysie rozperlonym perłowo opada.
O, zagłado powierzchni! Żywe topielice
Pod prądy unoszone wynurzają lice
Na sekundę odblasku, a wargi trzepotem,
Klonów skrzydełka płoche, nad płynącem złotem
Dyszą, błogie i drętwe, gdy znosi je woda
W zieleń snu, Endymjonie! o, harmonjo młoda.
Patrzysz w lustro, naryte bezsennem wejrzeniem.
— Wieczór gałązki zgina, palce spaja cieniem,
By strun skręconych lękiem w zachwycie szukały.
Podmuch rozluźnia członki; na murawie białej
Niedotykalnie tęskni, milczeniem się żali
Ku Lunie, która smugą żegluje na fali.
Dłoń czule przez pobrzeże zawisa ku strudze,
Gdy w białkach wywróconych słońce pała cudze;
Warga nawpół domknięta w śmiertelnej słodyczy
Brzmienia niepokalane jękiem śpiewnym liczy
I przez sen je przywiera ku zbliżonej toni
— O, bóstwo! brzaskiem dotknąć oszronionych dłoni.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.