Dzika ballada

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Buława
Tytuł Dzika ballada
Pochodzenie Szkice helweckie i Talia
Data wydania 1868
Wydawnictwo Księgarnia Pawła Rhode
Drukarz A. Th. Engelhardt
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
DZIKA BALLADA


I.

Rycerz Bolko jedzie na łów, na łów z świtem slońca –
Rycerz Bolko już rumaka w bok ostrogą trąca –
W tem wybiega młoda żona, woła: mężu drogi,
Zostań, zostań dzisiaj jeszcze u twojej niebogi!

Rycerz Bolko już rumaka namarszczył, nie mogę, nie mogę,
Spojrzał z grozą miłościwą na swoją niebogę.
Ona rzekła: zostań, błagam na miłość twej matki,
Rycerz Bolko zskoczył z konia, z zdumieniem czeladki. . . .
I w próg poszedł za swą panią, cichszy od jagnięcia,
Lecz rzekł: żono! nie nadużyj świętego zaklęcia! . . .

II.

Rycerz Bolko jedzie w drogę do książęcia brata,
W dziewosłęby jedzie chętnie, na miłego swata,
W tem wybiegła młoda żona, woła: mężu drogi,
Zostań, zostań, nie odjeżdżaj od swej niebogi.


Rycerz Bolko spiął rumaka, nie mogę, nie mogę,
Spojrzał z grozą na swoją niebogę,
Ona rzekła zostań, błagam na miłość twej matki.
Rycerz Bolko z konia zskoczył, z zdumieniem czeladki. . . .
I w próg poszedł za swą panią, cichszy od jagnięcia,
Lecz rzekł: żono! nie nadużyj świętego zaklęcia! . . .


III.

Rycerz Bolko jedzie na bój, na bój z wschodem słońca,
Rycerz Bolko już rumaka w bok ostrogą trąca –
Wrzasły trąby, kraczą orły – żona: mężu drogi!
Zostań, woła, dzisiaj jeszcze u swojej niebogi!
Rycerz Bolko dziko krzyknął: nie mogę, nie mogę! . . .
I źrenicą sępią rzucił na swoją niebogę –

Ona woła: zostań, błagam, na miłość twej matki. . . .
Rycerz Bolko porwał topór, ze zgrozą czeladki
I tak ostrzem tem ugodził w głowę swoją panią,
Że mu u stóp padła martwa, białą, krwawą łanią. –


IV.

I popędził gromoskrzydły, za nim gnają szyki,
Lecą – słońce krwawo wschodzi – w polu najezdniki,
I popędził, jak noc czarny, kędy wrogów chmura.
Pierzchły wrogi – wschodzi księżyc – kędy trópów góra,
A na górze tam trup Bolka króluje, niebogę
Zda się wzrokiem szukać, mówić, nie mogę, nie mogę! . . .
Szumią wichry, huczą zdroje, w stepach Bolka imię,
Płoną sioła, płoną miasta, w pogorzelisk dymie –
Wśród modrzewi słowik kwili nad pani mogiłą,
A o Bolka żrą się kruki z orłów dziką siłą!



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.