Przejdź do zawartości

Dwojaka Droga

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Tytuł Dwojaka Droga
Pochodzenie Poezye Studenta Tom I
Wydawca F. A. Brockhaus
Data wyd. 1863
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
DWOJAKA DROGA.
I.

Tak głośno, tak straszno wyją wichry głuche,
Gwiżdżą po borze sosnowym,
Któż leci przez zaspy, przez tę zawieruchę
Gdy nocne powstają już zorze? —
Ha! ojciec to syna przez wichry i lody
Wlecze bez serca, litości,
I głośno urąga: «O synu mój młody
To raje twojej wolności!
Odarłem cię z kwiatów i z szał twych tęczowych,
I srebrne oddarłem ci skrzydła,
I tam cię zawlokę gdzie wichrów zimowych
Wiecznie królują straszydła.
Twe arfy przekląłem — twe duchy dziewice —
Idź za mną w świat mroku i cienia,
Nie dla nas te gwiazdy łzawe, srebrnolice,
Nie ujrzysz już słońca promienia! —
Hej ze mną! hej ze mną! — nie spocznę, nie zginę,
Aż ducha ci zamorduję,
Aż dam ci na łożu miodowem dziewczynę,
Która twe ramię skrępuje —
Aż bladość ta dzika u twarzy ci zniknie
I sny te pierzchną grobowe,
Bo kocham cię synu i duch twój wykrzyknie.
O! święteż serce ojcowe!

I wicher zahuczał i ciemność zapadła
A w borze ojciec znikł z synem,
Tylko się w lasu głębie przekradła
Boleść z westchnieniem jedynem! —


II.

Do koła jasne gmachy tęczowe,
Łuk sklepień iskrzy gwiazdami,
Motylich skrzydeł wstęgi różowe
Drżą po nad kwiatów gajami.
Roskosz to marzyć w cudnym od ogrodzie
Tam łąki, gaje i skały —
Ze skał spadają wody w zachodzie
Słońca złocone kryształy;
Śpiew rzewny w koło — radości krzyki,
Służebne kołują duchy;
Oto w podziemiu ojciec duch dziki
Zdjął z syna swego łańcuchy —
I na najwyższym słonecznym tronie
Sadza bladego młodziana,
Wzrok jego błędnie w niebiesiech tonie
I włosów mnogość rozwiana —
Do koła duchy w arfy trącają
Anielskie pieśni,
Niebu rówieśni
Śpiewają!
Syn nieruchomy siadł na wyżynie
Wieniec mu kładą na skroni,
U nóg mu strumień niebieski płynie,
Arfę mu dają do dłoni —
Lecz on jak martwy upiór grobowy,
Uśmiech ma dziki — dziecinny,
Ojciec wykrzyknął «Synu bądź zdrowy!
W twej tęczy szacie niewinnej —
Odtąd twe duchy memi duchami
Padną przed słońca promieniem,

Odtąd twe Bogi memi bogami,
Tyś pan nad niebios sklepieniem!»
Syn powstał, piersi swe rozdarł krwawe —
Oko miał nieme ponure,
«Oddaj mi młodość! — dni wiosny łzawe!»
I w czarną zmienił się chmurę — —
I krwawe duszy jego łzy padały
A kędy kropla upadła,
Żmije i węże sycząc wstawały —
Czyż dusza istność swą zgadła? —






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.