Dwór Lwa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jean de La Fontaine
Tytuł Dwór Lwa
Pochodzenie Bajki
Księga siódma
Wydawca Jan Noskowski
Data wydania 1876
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Noskowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga siódma
Pobierz jako: Pobierz Cała Księga siódma jako ePub Pobierz Cała Księga siódma jako PDF Pobierz Cała Księga siódma jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PL Jean de La Fontaine Bajki 1876 426.png


BAJKA  VII.
DWÓR LWA.

Podbiwszy państwa ościenne
Jedno i różnoplemienne,
Lew, król zwierzęcego świata,
Rozkazał: z każdej dzielnicy
Wybrać bydlę-deputata
I pchnąć w podróż do stolicy,
Z tem: ażeby czyniąc zadość
Życzeniu Jego Lwiej Mości,

Wyraził najszczerszą radość,
Oraz uczucia wdzięczności
Imieniem obywatelstwa
I gminu podlejszych zwierząt,
Iż, gdy pod jedną koroną
Puszcze i lasy złączono,
Znikła feudalność, nierząd
I wszelakie wichrzycielstwa.
Woli posłów zostawiono
Jechać, albo zostać w domu;
Lecz szeptano pokryjomu
Że, kto przy Lwa majestacie
Dobrowolnie się nie zjawi,
Tego hetman Tygrys zdławi,
A wszelki jego dobytek
Pójdzie na skarbu pożytek
W myśl prawa o konfiskacie.
Zaś dla przyjezdnej gromady
Posłów z daleka i z blizka,
Przyobiecano biesiady,
Bale, turnieje, igrzyska;
Sam Lew, w królewskim splendorze,
Witać ich miał na swym dworze.
Nieponętnym był jednak dwór Lwa Jegomości:
Jak w rzeźni pełno trupów, mięsa, krwi i kości;
Więc prostak Niedźwiedź, przy wchodzie
Do pałacowych podwoi,
Zatkał nos łapą i jak wryty stoi,

Przebąkując coś o smrodzie.
Srodze był skaran, niestety!
Za taki brak etykiety.
O crimen laesae jawnie oskarżony,
Bez sądu i bez obrony
Zszedł ze świata do piekieł, w Plutonową kuchnię,
Doświadczyć, czy tam gorzej, niźli u Lwa, cuchnie.
Małpa, nie chcąc przedwcześnie oglądać bram piekła,
Do pochlebstwa się uciekła.
«Wielkiś jest, o Lwie! rzecze, ostre twe pazury:
Łotr był wart, by go żywcem obdarto ze skóry!
Sarkać na takie pachnidła subtelne!
Obym tą wonią mogła nieskończenie
Pieścić swoje powonienie!»
Ale te słowa bezczelne
Znów rozżarzyły gniew króla,
I, jak drugi Kaligula,
W ślad za Niedźwiedziem wysłał podłe zwierzę.
Wtem, widząc Lisa, rzekł: «Powiedz, a szczerze
I bez wykrętów: jakież twoje zdanie?
— Ach! Lis odrzecze, Najjaśniejszy Panie,
Zaziębiłem się gdzieś w drodze
I katar dręczy mnie srodze,
Więc straciłem węch do szczętu.
Lecz sądzę, bez komplimentu,
Że żaden wierny sługa na królewskim dworze,
To co i król wąchając, skarżyć się nie może.»
Tak Lis, skłamawszy zgrabnie przed tyranem,

Wykręcił się z biedy sianem.

U klamki pańskiej droga prawdy śliska;
Płaskie pochlebstwo też niewiele zyska.
Zręczność popłaca w świecie i obłuda:
Bądź z głupia frantem, wszystko ci się uda.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jean de La Fontaine i tłumacza: Władysław Noskowski.