Domowa nauka oprawiania książek/Wstęp

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Michał Mosiołek
Tytuł Domowa nauka oprawiania książek
Podtytuł Z rysunkami
Wydawca Spółka nakładowa tanich wydawnictw
Data wydania 1899
Druk Drukarnia Józefa Jeżyńskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
WSTĘP.

Kochani bracia czytelnicy! Choć wielu z was, posiadając majątek i wygodne utrzymanie, nie potrzebuje zarobku, to jednak tysiące znajdzie się takich, dla których zarobienie kilku rubli wcale nie jest rzeczą łatwą. Latem wprawdzie znajdą oni robotę i jakie takie wynagrodzenie za nią, ale zimą — ani rusz! choćbyś głowę o mur rozbił, nie wyszukasz sposobu na to, skądby coś wziąć.
Słusznie więc ludzie myślą nad tem, aby dać zarobek szukającym pracy. W tym celu pragną szczególniej rozpowszechnić zamiłowanie do rzemiosł domowych, między któremi znajdzie się sporo nawet dobrze popłacających.
Do rzędu rzemiosł domowych należy i oprawnictwo czyli introligatorstwo, jak je z cudzoziemska nazywają. — Co prawda, nie jestto rzemiosło, dające łatwe i duże zarobki, i dla tych, którzyby chcieli żyć wyłącznie z oprawnictwa, powiem, że lepiejby zrobili, wyuczywszy się dobrze szewctwa; ma ono jednak i swoje dobre strony.
W każdej okolicy jest masa książek starych i nowych u ludzi; radziby oni oprawić je, ale niema komu. Żydowi nie każdy chętnie daje, bo albo jest on partaczem, źle oprawia, a drogo sobie płacić każe, albo też niejeden woli, żeby mu się książka pobożna zniszczyła, a nie pozwoli na to, aby ją jakiś niedowiarek walał po kątach, a nawet plamił i wyśmiewał. Niejeden znowu lubi coraz nowe książki kupować i dawać je do czytania drugim, aby się oświecali. Czyn taki jest ze wszech miar chwalebny, bo czasem dobra książka da więcej dobrego człowiekowi, niż wór pieniędzy. Ale to źle, że ludzie niezawsze umieją cudzą własność uszanować i najczęściej tak bywa, że dałeś książkę całą i czystą, a odebrałeś poplamioną, poprutą, podartą, bez okładek, albo i bez paru kartek.
Otóż najlepiejby było, gdybyś umiał sam książki oprawiać — przydałoby się to i tobie, i ludziom.
W krajach zagranicznych, gdzie każdy człowiek jest piśmienny i dużo książek kupuje, prawie każda wieś ma swego oprawiacza. Ale nie myślcie, że to jest jego wyłączne zarobkowanie… Jeżeli nie ma on kawałka ziemi i nie jest gospodarzem, to obok oprawnictwa umie jakie inne rzemiosło i, jak nie jednem to drugiem, zawsze zarobkuje. U nas też każda parafja mogłaby mieć choć jednego oprawiacza.
Niekażdy też człowiek może być dobrym oprawiaczem. Są bowiem ludzie gapiowaci, z lichą pamięcią i tak niezdarni, że kołka do płota porządnie dorobić nie potrafią. Tacy stanowczo nie mogą się brać do tego rzemiosła.
Ale iluż tu mamy po wioskach i miasteczkach naszych ludzi tak zdolnych, że, na co tylko spojrzą, wszystko zrobić potrafią, lepiej czasem nawet, niźli ci, co się długo tego uczyli! Otóż takich gorąco zachęcam do oprawnictwa.
Kto więc zechce nauczyć się tego rzemiosła, a ma zdolność do wszystkiego, niech czyta tę książeczkę tak uważnie, żeby sobie dobrze spamiętał przebieg wszystkich robót około książek, a nawet niech się dobrze zastanowi nad każdem słowem mojem, gdyż pisałem wszystko w krótkości, a wybierałem rzeczy najważniejsze — a to dlatego, żeby długą pisaniną nie gmatwać myśli czytelnika; przyczem wielu rzeczy, o których tu nie mówię, dojdziesz z łatwością prawie zaraz przy pierwszej książce.
Kiedyś już pewny, że z tej mąki chleb być może, kup sobie trochę narzędzi, na początek niewiele, ale choć najpotrzebniejsze. Radzę ci z serca, nie bądź prędkim w tej sprawie, bo się łatwo sparzyć możesz i za duże pieniądze kupisz lichotę, są bowiem ludzie chytrzy, którzy lubią korzystać z łatwowierności ludzi niedoświadczonych.
Mając trochę narzędzi, możesz próbować oprawiania, ale na swoich książkach, gdyż odrazu dobrze nie oprawisz. Gdy się tym sposobem trochę wprawisz, upatrz gdzie w mieście dobrego oprawiacza i popracuj u niego przez kilka tygodni, bo bez takiej praktyki nauka szłaby ci bardzo ciężko i, zanimbyś nauczył się dobrze coś zrobić, niejedno wprzódy dziesięć razy byś popsuł. Staraj się jednak wybrać do tego człowieka uczciwego i sumiennego, bo żyd, albo i nie żyd czasami, może cię naumyślnie w różne błędy wprowadzić, — sam tego doświadczyłem.
Kiedy już praktykę odbyłeś, umiesz dobrze oprawiać i narzędzia potrzebne do tego masz, opraw jak najlepiej jaką książkę własną i, pokazując tę próbkę różnym osobom, proś o robotę; pamiętaj jednak o tem, że, dopóki nie nauczysz się porządnie oprawiać, dopóty nie żądaj od nikogo roboty, bo zamiast zyskać u nich poparcie, zrazisz ich raz na zawsze do siebie swoją partacką oprawą. Robotę swoją około książek również należy oceniać umiarkowanie i podług słuszności: gdy bowiem weźmiesz od kogo zadużo, skrzywdzisz go, to ci innej roboty nie da i jeszcze innym odradzi; gdy znów weźmiesz zamało, to się koszta roboty nie wrócą i skrzywdzisz siebie. Dowiaduj się więc, ile biorą żydzi od małej i dużej książki, obliczaj cenę zużytych materjałów, czas swój i według tego stawiaj cenę. Jeżeli np. książka jest taka, jak kalendarz „Strzecha rodzinna“ to, oprawiwszy ją w papier, dosyć wziąć za nią 10 kop. lub 12; od oprawy w proste płótno bez skórki i liter możesz brać 15 kopiejek; gdyś dał skórkę na grzbiecie, weź o pięć groszy więcej, a gdy liter żądają, to jeszcze nieco wyżej. Od oprawy w skórkę (grzbiet) i płótno (boki) weź 20 kopiejek, z literami 25 kop. Taką zapłatę ja sam biorę, a jakoś nie słyszałem narzekania na drogość, choć miernie zarabiam. Od książek mniejszych należy wziąć mniej, od większych więcej, byle w miarę. Nakoniec dodam jeszcze to, że oprawnictwo jest wielce korzystnem dla tych, którzy się radzi oświecać, a nie mają funduszów na sprowadzanie potrzebnych książek: trafi się bowiem niejedna dobra książka, o której ani ci się śniło, a którą będziesz mógł przeczytać z pożytkiem, jeśli masz chęć.
Uczcie się więc, kochani bracia, tego przyjemnego rzemiosła, a znajdziecie możność zarobkowania w wolnych chwilach, oświecania się i służenia bliźnim.

M. Radomczyk.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Michał Mosiołek.