Czarny miesiąc/Tom II/Część druga/Rozdział XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Sue
Tytuł Czarny miesiąc
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wydania 1930
Druk Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Thérèse Dunoyer
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XIII.
ZATOKA TOPIELCÓW.

Czernią się chmury na niebie i wiatr je z rykiem popędza.
Czernią się morskie bałwany i burza niemi miota...
Czernią się skały zatoki, o które burza i wicher z rykiem się obijają.
I łódka Mor-Nadera jest czarna; burza ją z rykiem podrzuca. Żałobna, jak trumna, czeka na Ewina i Teresę, czeka w Zatoce Topielców, obmywającej podnóże zamczyska.
Za nią chaos grzmotów, nad nią czarne chmury, a przed nią straszliwy, bezgraniczny ocean — oto obraz przeklętej zatoki.
Dokoła dni domu, ani drzewa, ani źdźbła trawy nawet...
Tak, to miejsce przeklęte...
Wiatr ryczy... morze huczy... Mor-Nader śpiewa... oto jedyne, co słychać w zatoce.
Mor-Nader stoi na skale i spogląda na czarną łódź, której dwa żagle, również czarne biją w powietrzu, jak skrzydła kormorana, ptaka śmierci. A łódź rwie się na kotwicy, jak dzikie zwierzę na łańcuchu.
A Mor-Nader śpiewa do łodzi:

Łódko czarna, łódko moja, pocóż chcesz biec naprzeciw zdobyczy, która wszak sama przyjdzie?
Bałwany rozwierają zimne swoje łona i wołają do mnie: Mor~Nader‘ze, Mor-Nader‘ze, już jesteśmy gotowe... gdzie baron de Ker-Elliot ze swą bladą żoną?

Blady mech marski rozwija cienkie gałązki, gotując się do wieńczenia topielców i woła do mnie: Mar-Nader’ze, Mar-Nader’ze, jam już gotów — gdzie baron de Ker-Elliot ze swą bladą żoną?
I skały, na których burza zawiesza zsiniałe ciała topielców, prostując twarde swe grzbiety, wołają na mnie: Mar-Nader‘ze, Mor-Nader’ze, jużeśmy gotowe; gdzie baron de Ker-Elliot ze swą bladą żoną.
Kormorany, ostrząc swe dzioby zakrzywione, wyciągając szpony drapieżne, wytrzeszczają oczy zielone za nową zdobyczą, Wołają na mnie: Mor-Nader‘ze, Mor-Nader‘ze, gdzie jest baron de Ker-Elliot ze swą młodą żoną?
Łódko czarna, łódko moja, pocóż chcesz biec na przeciw zdobyczy; spójrz, oto już sama przybywa!
— Ewinie, Ewinie de Ker-Elliot, dlaczego tak się spóźniasz?
— Będziemy na czas.
— Kobieto, blada kobieto, dlaczego tak się spóźniasz?
— Po raz ostatni, sterniku śmierci chciałam skropić mogiłę mego dziecięcia.
— Ewinie, Ewinie de Ker-Elliot... to miesiąc czarny; zali nie zapomniałeś o modlitwie?.
— Sterniku, podnieś kotwicę!
— Kobieto, blada kobieto... babka twoja powiodła dziada na stracenie i śmierć, ty, zaś prowadzisz wnuka... Czyż i ty nie zapomniała o modlitwie?
— Sterniku, rozwijaj żagiel.
— Ewinie de Ker-Elliot, stało się wedle twej woli — podniesione kotwice... Blada kobieto, stało się wedle twej wioli — rozwinięty żagiel!...
— Naprzód!
— Naprzód...
— Tereso, na wieki!
— Ewinie, na wielki...

Nazajutrz po rocznicy ślubu Teresy i Ewina, znaleziono zwłoki obojga małżonków na wydmach mielizny Konających.
Mor-Nader przepadł bez wieści wraz ze swą czarną łodzią.
Wszyscy rybacy i dzierżawcy od Kernawanu, aż do zatoki Andierne z trwogą wspominali imię czarownika z wyspy Sein.
Dłuższy czas nikt nie mógł wierzyć, aby ten niesamowity człek zginął; stał się on postacią legendarną. Wszak to on przepowiedział, że ostatni z rodu baronów de Ker-Elliot zginie wraz ze swą żoną podczas burzy, w czarnym miesiącu... i przepowiednia się sprawdziła co do joty...
Ogólne panowało przekonanie, że Mor-Nader‘a, po śmierci barona i jego żony w falach, czart żywcem porwał... Nikomu nawet nie przyszło na myśl pomodlić się za potępieńca.
Teresę i Ewina pogrzebano skromnie, lecz na poświęcanej ziemi — uznano ich za ofiary nieostrożnej przeprawy morzem w burzliwym czasie. Przy ogólnie znanej szaleńczej odwadze barona, nieostrożność taka nikogo nawet nie zdziwiła, choć wszyscy płakali po zacnym i dzielnym panu.
Pogrzebem zajęli się Les-en-Goch i Anna-Joanna; modły za zmarłych odprawił ksiądz de Keronëllen.
Odpieczętowano testament barona, oddający cały majątek na dobroczynne cele. W myśl życzenia, zawartego w testamencie, pochowano barona i jego żonę na cmentarzu w Treff-Hartlog, po obu stronach mogiły córeczki Teresy.
I po śmierci, jak za życia, dziecię Teresy rozdziela oboje małżonków...

Wieczorem po pogrzebie barona i jego żony, w kuchni zamkowej panował mrok; żaden płomyk nie błyskał w ognisku. Nie widać było nikogo i cisza plantowała, równie głęboką, jak mrok.
Burza uspokoiła się wreszcie i niebo zajaśniało gwiazdami o północy księżyc wzniósł się tak wysoko, że blade jego światło przenikło przez wąskie okno zamkowej kuchni i oświeciło Anne-Joannę i Les-en-Goch‘a, ubranych czarno.
Oboje słudzy siedzieli przy kominie; piastunka głowę trzymała w fartuchu; stary szuan twarz zakrywał rakami...

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Sue i tłumacza: anonimowy.