Capreä i Roma/Część II-ga/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Capreä i Roma
Podtytuł Obrazy z piérwszego wieku
Data wydania 1860
Wydawnictwo Józef Zawadzki
Drukarz Józef Zawadzki
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na commons
Inne Cała część IIga
Pobierz jako: Pobierz Cała część IIga jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część IIga jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część IIga jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron



XII.

Wyszedłszy z Palatyńskiego labiryntu Symon, — za którym niewolnik Cezara niósł dar pana w pole szaty, (garść złota) — puścił się ku Alexandryjskiéj gospodzie.
A idąc myślał frasobliwie o swojém szczęściu, o zemście swojéj i o Cezarze, który nagradzał czasem, lecz i życiem ludzkiém szafował. I wolno przechodząc mimo portyków Forum, wśród których zewsząd krążył lud z thermów i łaźni wychodzący na zbliżającą się ucztę wieczorną — dumał i o swéj ku chrześcijanom nienawiści, i jakby Piotra znalazł, którego chciał prześladować, a wiedział już, że się kędyś w Rzymie znajdował.
Wtém gdy zadumany kroczy, podniósł głowę czując jakby nań gorący oddech powiał zdala — i ujrzał przeciwko sobie idącą kupkę ludzi. Jeszcze w niéj nie rozpoznał nikogo, gdy już w sercu wiedział, że ma naprzeciw sobie tego, którego szukał.
W istocie, w pośrodku gromadki, która szła powoli w cieniach kolumnady, ukazała się poważna głowa Apostoła, spoglądającego smutnie na miasto i tłumy śpieszące ku rozpuście, co noc im całą zająć miała.
Oczy jego i usta zdawały się modlić i błagać o upamiętanie.
Symon zadrżał — przyśpieszył kroku, i zbliżywszy się stanął oko w oko Piotrowi.
Ale zjawisko to nie przestraszyło Apostoła ani chwilę, nie zadziwiło go nawet — jakby wprzódy wiedział kogo spotka, stał nieruchomy, czekając by Symon piérwszy usta otworzył.
— Otóż zeszliśmy się tu oba, na téj ziemi obcéj — rzekł śmiejąc się Magus... — Piotrze! Piotrze! tu cię wyzywam do walki!
— Nie mnie ale Boga do boju wyzywasz... i on sam z tobą i duchem ciemności, który w tobie jest, walczyć będzie — ozwał się posłany. — Stanie się jakeś rzekł — dodał — jeśli zapragniesz wojny od miecza zginiesz....
— Kto z nas dwóch? Piotrze! azali wiesz jaką mam siłę?
— Wiem że ta siła nie jest z Boga, a co nie jest z niego, upaść musi... — rzekł Piotr.
Idź drogą swoją Symonie.
— Więc przyjmujesz wyzwanie? nastawał stary chwytając za szatę Apostoła, który się cofnął unikając dotknięcia jego.
— Stanie się jakeś powiedział... — odparł Piotr, i w tłumie przechodzących znikł ze swojemi, a Symon pozostał ścigając go długo wzrokiem krwi i zemsty pełnym....
Piotr szedł daléj smutny, a uczniowie jego za nim, i przyszli tak aż ku górze, która się obok wielkiego Cyrku wznosiła, a gdy stanęli na niéj, Piotr na kamieniu siadłszy, poglądał długo na miasto, jakby upatrywał przyszłość jego i milczał...
Naówczas Pudens stojący przy nim, Candidus i inni, widząc z oczów jego, że przyszłość mu była odkrytą, ciekawie jęli pytać coby widział, a Apostoł milczał jeszcze nie chcąc im odpowiadać.
Wreszcie powstał z kamienia i poglądając na szeroki Rzym, jął mówić o nim słowy Janowemi [1], a gdy mówił, oblicze jego jasne było i pałało.
— „Upadła, upadła Babilon wielka i stała się mieszkaniem czartów i strażą wszego ducha nieczystego, i strażą wszego nieczystego i przemierzłego ptastwa. Bo z wina gniewu poróbstwa jéj piły wszystkie narody: a królowie ziemi wszeteczeństwa z nią płodzili i kupcy ziemscy z mocy rozkoszy jéj bogatemi się stali. I słyszałem głos z nieba mówiący — Wynijdźcie z niéj ludu mój, abyście nie byli uczestnikami grzechów jéj, ażebyście nie odnieśli plag jéj. Albowiem grzechy jéj przyszły aż do nieba, i wspomniał Pan na nieprawość jéj. Oddajcież jéj jako i ona wam oddawała: a dwójnasób dwojako oddajcie wedle uczynków jéj.
„W kubku, którym nalewała, nalewajcie jéj w dwójnasób. Jako się wiele wynosiła i w rozkoszach była: tyle jéj dajcie męki i żałości, iż w sercu swém mówi: Siedzę królową, a nie jestem wdową i żałości nie ujrzę....
„Dla tego w jeden dzień przyjdą plagi jéj, śmierć i smutek i głód i ogniem będzie spalona, iż mocny jest Bóg, który ją sądzi.
„I będą płakać i nad nią bić się będą królowie ziemscy, którzy z nią wszeteczeństwo płodzili, i w rozkoszach żyli, gdy ujrzą dym spalenia jéj...
„Zdaleka stojąc przez bojaźń mąk jéj, mówiąc: Biada! biada! miasto ono wielkie Babilonia, miasto ono mocne, iż w jedną godzinę przyszedł sąd twój... biada! biada!... miasto ono wielkie, które było obleczone w bisior i w szarłat i w karmazyn i było ozłocone złotem i kamieniem drogim i perłami....
„Jednéj godziny spustoszone są tak wielkie bogactwa i wszelki sternik i wszelki po jeziorze jeżdżący i żeglarze i którzy na morzu robią, zdaleka stanęli.
„I zawołali, widząc miejsce zapalenia jego, mówiąc — a któreż podobne miastu temu wielkiemu?!
„A jednéj godziny spustoszało.”...
Gdy tak mówił Piotr słowami brata w Apostolstwie Jana, mrok począł padać na Rzym i światła po grodzie onym gorzeć zaczęły, a w sadach jego i skrytych galeryach domów, błysły lampy wieczorne, rozpaliły się ogniska i dźwięk pieśni i chory biesiadne ozwały. A gromadka chrześcijan stała przypatrując się widokowi piękności stolicy, i w ciszy modlić się zdawała. A obraz to był wielmożny i straszliwy téj niezmiernéj stolicy, jako maleńkie dziécię ciszą nocną spowitéj i wśród pieśni spoczywającéj po dziennym trudzie... ale nie na łożu pokoju i wytchnienia — w barłogu rozpusty i swawoli.
Długo tak trwała owa cisza wskróś grodu, przerywana tylko brzękiem cytar, głosem fletów i chórami tanecznic, migotaniem świateł w ciemnościach ubrana... Piotr patrzał i modlił się, jakby już wiedział co za chwilę stać się miało.
Noc i uczty przeciągnęły się do późnéj godziny, oni jeszcze stali, czekając co być miało, bo duch proroczy zwiastował im przygodę wielką.
Wtém od Palatynu, jakby zastęp jakiś mignął w ciemności niosący pochodnie, i rozbiegł się wśród cieni nocnych roznosząc płomię po ulicach góry Coelius, Aventynie i daléj we wnętrzności grodu.
Nikt z ucztujących nie przeczuwał, że płomię Troi groziło stolicy Romula.
Wtém nagle, blizko stojących, część cyrku od góry Palatyńskiéj i Coelieusowéj, zażegnięta stanęła w mgnieniu oka oblana płomieńmi, które wiatr rozdymając południowo-zachodni, niósł na miasto.
Tu stały sklepy i klecie i liczne stare domostwa, których dachy i wnętrza łatwą dla ognia mogły być pastwą.
Więc podniosło się płomię chciwe, rozkładając szeroko i szalejąc. A wtém i po innych częściach grodu buchnęły podłożone pochodniami niewolników ognie, i razem niemal cały Rzym stał się jakby jednym wielkim stosem, w którego blasku, na górze Palatyńskiéj, wśród kolumn złocistych, na wieżycy ukazał się Cezar uwieńczony, z lutnią w ręku.
„Biegąc z szalonym pędem, pisze Tacyt, pożar począł niszczyć nizkie naprzód budowy, potém się rzucił na wznioślejsze, a z nich znowu przypadając ku ziemi, swą szybkością oparł się ratunkowi wszelkiemu. Wzmogło go nagromadzenie domów olbrzymich, ciasne, kręte i nieregularne ulice starego Rzymu, krzyki i narzekania niewiast, słabość starców bezsilnych i dzieci; ścisk wybiegłych mieszkańców, tłoczących się by siebie lub drugich ratować, wlokących za sobą chorych, oczekujących na spóźnionych, wstrzymujących się w niepewności co począć mieli, przeciskających przez tłumy.
Zamieszanie to nie dopuszczało ratunku tak, że często gdy przed się patrzali, płomię ich z boków lub z tyłu chwytało, a gdy do sąsiednich usiłowali schronić się części, znajdowali je już pożarte od płomieni, i ogień gnał za niemi w ślady... gdy jeszcze zdało się im, że jest zdala od nich. Wreszcie, nie wiedząc zkąd grozi niebezpieczeństwo, gdzie znaleźć schronienie, lud stał ściśnięty w ulicach, leżał na polach gromadami. Niektórzy stracili wszystko co mieli, na dzień następny chleba im brakło, inni przez miłość swych rodzin, których śmierci wydrzeć nie mogli, dobrowolnie z rozpaczy rzucali się w płomienie. Nikt ich wspierać nie śmiał: dokoła głosy groźne słyszeć się dawały zabraniające gasić... widziano nawet ludzi latających i rzucających pochodnie.“
Ten gród potężny w płomieniach, które nawet część Palatyńskich gmachów łączącą Augustowe z Mecenasowemi ogrodami pożarły; ryczący rozpaczą na zwaliskach i głosem srogim wzywający pomsty bogów, błagający ratunku daremnie; te świątyń kolumny, wśród ognia jaśniejące, posągi, które wśród dymu i walących się ścian jak nieruchoma ludność przeszłości widniały niezwalczone i martwe; tarany, które mury blizkie Palatynu rozbijały z rozkazu Nerona, by się ich pozbyć co prędzéj — zgiełk straszliwy, zamieszanie chaotyczne — wśród niego z jednéj strony Neron śpiewający upadek Troi, któremu klaskają Augustani [2], z drugiéj Piotr, zwiastujący zagładę wszetecznego Babilonu — jakież to pióro obraz ten skreślić potrafi??
I palił się tak Rzym dzień jeden cały, weszło słońce czerwone na zgorzeliska, a płomień i dymy unosiły się daléj jeszcze, zaszła noc, na któréj szacie rozżarzone odbiły się łuny....
Pięć dni i pięć nocy żarły ognie pastwę swoją, Neron przypatrywał się nocami i bawił pożarem, jak widowiskiem niezwyczajném; a wcześnie już w myśli budował gród nowy na ruinach i pałace na zwaliskach Romulowego i Tarkwiniuszowego miasta.
Aż piątego dnia pożogi przybiegli doń Augustani i poczęli przerażeni opamiętywać szaleńca...
W istocie, samemu Cezarowi groziło niebezpieczeństwo, lud dochodził do rozpaczy: widziano niewolników wypadających z pochodniami z Palatynu, słyszano głosy zabraniające gasić, byli tacy, którzy Nerona z lutnią w ręku na wieżycy dostrzegli, wieść chodziła, że on był podpalaczem... lękano się, aby tłuszcze głodne i zbolałe nie uderzyły na Palatyńską górę i nie wywlokły z niéj oszalałego pana swego.
Potrzeba było radzić.
Zawołano do rady Symona Maga, który nie po to był przyszedł, ale by piękną Helenę Cezarowi przedstawił.
— Radzić? myśleć? — zawołał — fałszywie zowiący się chrześcijanami Rzym zapalili! oni wnieśli nań pożogę i zniszczenie!...
Ludowi to rzucić tylko! uwierzy!...
Neron uśmiechnął się, i blada twarz jego zarumieniła się gorączkowo.
Wydano wnet rozkazy, aby ratować nieszczęśliwych i zatrzymać ogień szerzący się, który już był pochłonął [3] co Rzym miał najstarszych pamiątek, świątynie przez królów Rzymu poświęcone bóstwom opiekuńczym, wzniesione za wojen punickich i galijskich, Tuliuszową świątynię Luny, ołtarz Herkulesowy Evandra, Jupitera Statora Romulusowego, pałac Numy, świątynię Vesty, penatów Rzymu...
Były to nieodzyśkane straty...
Domostw ubogich i wspaniałych zgorzała liczba niezmierna, a w gruzach ich zakazano odgrzebywać i szukać pozostałych szczątków, bo Cezar sam wszystek ten łup miał zagarnąć [4]. Obiecywał za to odbudować zwaliska i wskrzesić wspanialszem co ognie strawiły. Ludowi tymczasem otworzono pole Marsowe, dając mu za schronienie pomnik Agryppy, ogrody Palatyńskie i sąsiednie wille Cezara. Z Ostii przywieziono potrzebniejsze sprzęty i spichrze otwarto dla głodnych.
Siódmego dnia Rzym przedstawiał widok spustoszenia przerażający, jakby po nieprzyjacielskiéj napaści, jak po rabunku okrutnym... U stóp Esquillinu czarne gruzy rozsypane i płomię dymiące jeszcze, świadczyło gdzie się wstrzymała pożoga...
Jeszcze raz potém ogień z mocą nową wzmógł się i rozdął wśród nocy od Tigellinusowych domostw, by znowu przerazić mieszkańców — pod pozorem gaszenia, resztę murów i ścian niezwalonych rozbijano taranami i na ziemię rzucano.
Z czternastu części ówczesnego Rzymu, ocalały cztéry tylko; trzech śladów prawie nie było, w siedmiu ledwie, gdzie sterczały resztkę murów i wypadkiem o swéj sile jeszcze wznoszące się kolumny ogorzałe, spękane, czarne.
Wśród jęków i narzekań ludu, który na Via Appia zbladły i wynędzniały chronił się w Columbaryach i otwartych grobowcach, w wyżłobionych pieczarach, z głębi których kamień na budowy brano, wśród rozsypki wielu nędzniejszych co poszli w góry i pustynie, ocalając resztkę żywota — jaby[5] błyskawicą po Rzymie rozeszła się nagle wieść, że chrześcijanie byli pożaru przyczyną, że z nienawiści ku ludowi, podpalili gród i szerzyli tajemnie pożogę.
Boleść łacno temu dała wiarę. — Chrześcijaństwo krzewiło się między ubogiemi i niewolnikami, których się zawsze obawiano i podejrzewano — myśl ta, na rozdrażnienie rzucona, obudziła nienawiść i żądzę zemsty. Osobiści nieprzyjaciele nowéj wiary szerzyli ją gorliwie; przyczyniał się do tego i Symon Magus i dwór Cezara, który pana bronił...
Neron zuchwały zwykle, drżał teraz usiłując odwrócić od siebie podejrzenie, które łatwo poprzeć było można świadectwem ludzi użytych do rozniecenia pożogi.
Wśród téj klęski chrześcijanie cudem prawie najmniejszéj nie ponieśli szkody, lub wcale nie utyskiwali na nią, zgadzając się z wolą Opatrzności. Przywykli do ubóstwa, do znoszenia wszelkiéj nędzy, przygotowani do ofiar, szli cicho łamiąc się chlebem, wynosząc rannych z rumowisk, pocieszając płaczących i każąc do serc ściśnionych. Thermy i dom Pudensa, dwór Cellii, dwa główne schronienia i ołtarze ofiary, chociaż otoczone płomieniem i pozbawione ratunku, choć okopcone i w części poopalane, stały wszakże całe i dawały schronienie pobożnym rodzinom, które innego nie miały.
Pudens, sprzedawszy co miał kosztowniejszego, zboże sprowadził, i po całych dniach szaty, chleb i słowa pociechy między pogany i chrześcijan zarówno rozdzielał.
Piotr i uczniowie wszyscy wspomagali go w tém dziele świętém, które raz piérwszy na szerszą miarę okazało różnicę dwóch wiar, jak niebo do ziemi niepodobnych do siebie. Z jednéj strony poganie, wśród nieszczęścia zasklepieni w samolubstwie, walczyli o kawałek chleba na zwaliskach i gruzie — z drugiéj, garść chrześcijan dobijała się aby podzielić z biédnemi od ust odjętym pokarmem...
Słudzy Pudensa, dzieci, niewiasty pobożne, szli od rana na spalone i jęczącemi zasłane części miasta, niosąc żywność, owoce, wino w amforach, grosz jaki mieli; do wieczora dzieląc te dary między ubogich, i dziwując się, jak Bóg w ich dłoniach pobożnych rozmnażał cudownie lada okruszynę.
Ta dobroczynność wszakże nawet przez nieprzyjaciół chrześcijan na złe tłómaczoną być mogła; mówiono, nie pojmując jéj, że przelękli chcieli nią okupić zbrodnię swoją i utaić przed światem. Tak wszystko, cnota ich nawet, przeciwko nim się obracała.




Przypisy

  1. Apokalipsa R. VIII.
  2. Klaskacze i dworacy Nerona.
  3. Swetoniusz.
  4. Swetoniusz.
  5. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – jakby.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.