Balzak/6. „Cudzoziemka“

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Balzak
Data wydania 1934
Wydawnictwo Państwowe Wydawnictwo Książek Szkolnych we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

6. „CUDZOZIEMKA“

W lutym roku 1832 — w chwili niemal gdy wybierał się pierwszy raz z wizytą do pani de Castries — otrzymał Balzac inny list od kobiety, datowany z zapadłej wsi na Wołyniu, „w Rosji“. List ten, obok entuzjazmu wywołanego jego utworami, zawierał ubolewanie nad pesymizmem i brutalnością Jaszczura, i zaklinał pisarza aby wrócił „do źródła czystszych natchnień“.
W tej chwili Balzac — wciąż robiący niespodzianki swoim wielbicielom — kończył druk pierwszego dziesiątka swoich płochych „Uciesznych opowiastek“ (Contes drolatiques), poczętych z ducha Rabelego i Brantôma; musiał się uśmiechnąć. Zresztą było to w pełnym rozkwicie miłości do pani de Castries: miejsce na Muzę było zajęte. Nie mając czasu odpowiedzieć sam, poprosił serdecznej i zaufanej przyjaciółki swojej, pani Zulmy Carraud, aby odpisała za niego. Zabawne jest, że Ewelina Hańska — bo ona była tą tajemniczą korespondentką — też nie pisała swego listu sama, ale pisała go guwernantka francuska w jej domu. I te dwa listy — oba kreślone cudzą ręką — zdecydowały o losie dwojga istot, zawiązały miłość trwającą siedemnaście lat, do końca życia pisarza, i wkońcu — za późno, — uwieńczoną małżeństwem. Trzeba nam tedy powiedzieć kilka słów o tej, która odegrała w życiu pisarza taką rolę i która znana jest w literaturze francuskiej pod godłem „Cudzoziemki“.
Interesuje nas tem bardziej, że jest Polką, i że zażyłość ta miała wielkiego pisarza związać z Polską.
Ewelina Hańska urodziła się około roku 1804, była tedy o parę lat młodsza od Balzaka. Z domu hrabianka Rzewuska, była siostrą znakomitego powieściopisarza Henryka Rzewuskiego, oraz siostrą owej Karoliny Sobańskiej, wsławionej miłostką Mickiewicza w Odessie. Duma rodowa oraz wysoka kultura umysłowa były tradycyjne w domu Rzewuskich. Rodzice Eweliny, w trudnem położeniu majątkowem, szukali dla niej męża któryby przedewszystkiem był bogaty. Znaleźli go w osobie Wacława Hańskiego, właściciela olbrzymich włości na Wołyniu, z rezydencją w Wierzchowni, starszego o dwadzieścia pięć lat od panny. Z małżeństwa tego urodziło się rychło pięcioro dzieci; czworo umarło wcześnie, została tylko najmłodsza córeczka Anna.
Życie młodej pani Hańskiej, puste i bezbarwne, płynęło tedy w Wierzchowni. Zapełnia je marzeniem i lekturą. Władając językiem francuskim lepiej niż własnym, pogrąża się w literaturze francuskiej, wówczas panującej wszechwładnie w jej świecie: śledzi nowości paryskie, myślami przebywa w mieście, które tak magicznie działało na Europę.
I ona, jak wszystkie kobiety, musiała drgnąć w zetknięciu z utworami Balzaka: tak jeszcze do niej nie mówił nikt! — ale równocześnie, jak ten młody pisarz obrażał poczucie delikatności dobrze wychowanego anioła!
I pani Ewa pisze do Balzaca ów list, po nim następne. Styl tych epistoł, z których parę się zachowało, wyda się dziś mdły i sztuczny, ale to był styl epoki.
„Pańskie pisma przejęły mnie uczuciem głębokiego entuzjazmu: pan jesteś świetnym meteorem, który ma dać życie i ruch nowej treści: ale niech się pan strzeże raf!... Otaczają pana, czuję to... Chciałabym być jasnym aniołem, i ustrzec pana od wszelkiego błędu. Podziwiam pański talent, składam hołd pańskiej duszy, chciałabym być pańską siostrą...“
List ten — już nie pierwszy — pisany w listopadzie r. 1832, zawierał zarazem wskazówkę, w jaki sposób możnaby na niego odpowiedzieć zapomocą dziennika La Quotidienne, mającego wstęp do Rosji. „Drobne ogłoszenia“ — już wtedy!
Jakoż odpowiedział:
Pan de B. otrzymał przesyłkę: dopiero dziś może potwierdzić odbiór za pośrednictwem tego dziennika i boleje, że nie wie dokąd ma skierować odpowiedź.
Dla C(udzoziemki) — h. de B.

Było to, jak rzekłem, jesienią roku 1832, tuż po bolesnym epizodzie genewskim. Teraz nieznajoma przypomniała się bardziej w porę. Niebawem Balzac otrzymał nową przesyłkę ze stepów: książkę oprawną w zielony safian, Naśladowanie Chrystusa. Przyszło w chwili, gdy Balzac męczył się nad swoją powieścią Lekarz wiejski, wielokrotnie i mozolnie przerabianą, natchnioną duchem ewangelicznym. Ta telepatja sprawiła głębokie wrażenie na umyśle pisarza, w którym poczucie rzeczywistości kojarzyło się z mistycyzmem, a raczej który wciągał w obręb rzeczywistości zjawiska „ponadzmysłowe“ i wierzył w nie niezłomnie. Może przesyłka ta oddziałała na przeobrażenie Lekarza wiejskiego, który miał być dziełem zemsty, a stał się dziełem pokory i miłości? Balzac coraz więcej wkłada w tę korespondencję; zaspokaja ona pragnienia jego serca a zwłaszcza wyobraźni, nie odrywając go od pracy... Pisze długie listy, a ton ich stopniowo staje się coraz gorętszy. W lutym r. 1833 pisze: „Kocham cię, choć nieznaną“... W marcu: „Już zanadto cię kocham, mimo że cię nie widziałem. Są zdania w twoich listach, które przyprawiają mnie o drżenie... Wolę jeden twój list, niż sławę lorda Byrona“... W lipcu: „Kochać się, nie znając, to męka“... W sierpniu: „Jutro złamałbym pióro, gdybyś pani tego żądała; od jutra, żadna kobieta nie usłyszy mego głosu“...
A zważmy że wówczas nie było jeszcze fotografji! Uśmiechamy się mimowoli, czytając, jak, po wybuchach miłosnych, naraz powiada: „Gdyby się jeszcze okazało, że jesteś młoda i piękna, oszalałbym z radości“. Ale Balzac wierzy w swoją cudzoziemkę. Spowiada się jej ze wszystkiego, dramatyzuje wspaniałe swoje życie, swoje walki, swoje finanse nawet; uśmierza jej niepokoje, zadowala jej ciekawość paryskiego świata.

Łatwo zdadnąć[1], że pani Ewelina, która nie spodziewała się takiego sukcesu swego pierwszego listu, pisanego cudzą ręką, zrodzonego może z nudy wiejskiej, obmyślała tymczasem sposób wyrwania się z Wierzchowni i zbliżenia się do swego literackiego kochanka. Nie było to wówczas tak proste; pomijając inne trudności, trzeba było zgody cara, która ściśle określała dozwolone miejsce pobytu. I tak, nie pozwolono panu Hańskiemu wybrać się do Paryża. Podejrzewają, że chytry szlachcic, który zresztą nie miał żadnego pojęcia o żoninej korespondencji, sam postarał się o ów zakaz, aby nie musieć wieźć żony do nowoczesnego Babilonu. Otrzymał natomiast p. Hański pozwolenie na podróż do cnotliwej Szwajcarji, gdzie miał
PIĄTA KOREKTA JEDNEJ STRONICY Z POWIEŚCI „STARA PANNA“.
spotkać — Paryż w osobie jego najniebezpieczniejszego ambasadora, Balzaka! W Neufchâtel nastąpiło umówione spotkanie idealnych kochanków. Było to w półtora roku po pierwszem odezwaniu się pani Ewy. Miała czekać na pisarza na promenadzie, z tomem Balzaka w ręku.

Jak odbyło się to pierwsze spotkanie? Są dwie wersje. Jedna, bardzo piękna, to iż pani Hańska, ujrzawszy Balzaka którego znała z portretów, wzruszona upuściła książkę. Wówczas on rzucił się ku niej i wymienili ten podwójny okrzyk: „Ewa! — Honorjusz!“ Druga wersja, mniej poetyczna, to że pani Hańska, widząc zbliżającego się krótkiego i grubego, pretensjonalnie ubranego i dość groteskowo wyglądającego jegomościa, pomyślała sobie w duchu: „Jezus Marja, byle to nie był ten!“ Balzac z powierzchowności swojej daleki był od wcielenia romantycznego ideału. Ale faktem jest, iż niebawem urok jego rozmowy, geniuszu, jego werwa, szczerość, wreszcie własny jego zachwyt, podbiły panią Ewę najzupełniej. Musiał mieć jakiś niezwykły czar, skoro księgarz jego — i to taki, który na nim stracił — pisze we wspomnieniach, że „kiedy czarne, palące, magnetyczne oko Balzaka spoczęło na nim, byłby mu oddał bodaj ostatniego talara“.
Balzac zachwycony był od pierwszej chwili swą nieznajomą. W liście, pisanym na gorąco do siostry, wysławia swoje przyszłe szczęście w stylu dosyć... kawalerskim:
„Grunt, że mamy dwadzieścia siedem lat, buzię jak malowanie, śliczne czarne włosy, rozkoszną cerę brunetki, maciupą rączkę, dwudziestosiedmioletnie naiwne serduszko... Nie mówię ci o niesłychanych bogactwach. Cóż to znaczy wobec arcydzieła piękności... Do tego, oko powłóczyste, które, skoro się uweźmie, staje się bosko roskoszliwe. Byłem pijany miłością“.
I oto, mimochodem, znajdujemy w tym liście do siostry ciekawy inwentarz miłosnego życia Balzaka, z czasu gdy prowadził egzaltowaną korespondencję ze swoją nieznajomą:
„Nie wiem komu to opowiedzieć: to pewna, że nie mogę tego opowiedzieć ani jej, wielkiej damie, straszliwej margrabinie (pani de Castries) która, podejrzewając tę podróż, spuszcza z tonu i śle mi rozkaz aby się z nią spotkać u księcia F...; ani też jej, biednej, prostej i rozkosznej mieszczce. Jestem ojcem — oto inny sekret, który ci miałem zwierzyć — i posiadaczem milutkiej osóbki, najnaiwniejszego stworzenia pod słońcem, która spadła mi niby kwiat z nieba, która przychodzi do mnie pokryjomu, nie wymaga ani listów ani nadskakiwań i powiada: „Kochaj mnie rok, a ja będę cię kochała całe życie“.
„Ani też jej, najukochańszej (pani de Berny), która jest o mnie zazdrosna bardziej niż matka o mleko które daje dziecku! Nie lubi Cudzoziemki, właśnie dlatego że Cudzoziemka tak bardzo mi odpowiada.
„Wreszcie nie jej, która chce mieć swoją codzienną porcję miłości i która, mimo że lubieżna jak tysiąc kotek, nie ma ani wdzięku ani kobiecości...
„Tobie zatem, moja dobra siostro“, etc.
Idylla trwała tylko pięć dni. Oczarowawszy panią Ewę, oczarowawszy jej męża, Balzac wraca do Paryża, dokąd wołają go prace i zobowiązania. W tej chwili wchodzi w najpłodniejszy, najszczęśliwszy okres twórczości, która snać potrzebowała tej atmosfery miłosnej. Po mniej udałym Lekarzu wiejskim, w którym pierwotnie zamierzał zlikwidować swoją margrabinę, a który zmienił się w ważką koncepcję społeczną, tworzy pierwsze swoje arcydzieło w wielkim stylu poczęte „pod znakiem Ewy“ — Eugenię Grandet, to studjum namiętności, absurdalnej, jałowej, niszczącej, namiętności złota, namiętności która tak się odrywa od wszelkich praktycznych celów że nabiera cech niemal platońskiej idei. Są tam karty natchnione wprost stosunkiem do Ewy. Ładna scena naprzykład, gdy Eugenja przynosi kuzynowi swój skarbczyk, jest reminiscencją tysiąca franków, z któremi ofiarowała się pani Ewa w czasie jednej z wielu katastrof Balzaka. I tuż przed przyjazdem do Genewy, gdzie mieli się spotkać po raz drugi, Balzac pisze:
„Jakże ja parskam, jak biedny niecierpliwy koń! Żądza widzenia ciebie rodzi we mnie rzeczy, które zwykle nie przychodzą mi do głowy. Poprawiam szybciej. Dajesz mi siłę nietylko znoszenia trudności życia, dajesz mi i talent, a przynajmniej łatwość. Trzeba kochać, Ewo moja ukochana, aby opisać miłość Eugenji Grandet, miłość czystą, olbrzymią, dumną! Och, droga, dobra, boska moja Ewo, co za ból nie móc ci powiedzieć, co wieczór robiłem, mówiłem i myślałem...“
W ciągu tego pierwszego spotkania, kochankowie wymienili przyrzeczenie małżeństwa, w razie gdyby pani Ewa była kiedyś wolna. Epoka romantyzmu obfitowała w takie mistyczne zaręczyny. Kilka tygodni spędzonych w Genewie (styczeń 1834) są nowem upojeniem. Zwiedzają razem willę Diodati, gdzie kochał i cierpiał lord Byron; zwiedzają czarowne okolice Genewy, pływają po jeziorze. I cóż za odwet: ta Genewa, gdzie wycierpiał tyle upokorzeń, widzi go oto szczęśliwym, kochanym przez istotę młodą, piękną i też wielką damę; w dodatku opromienioną egzotyzmem dalekich krain, gdzie szumi ocean zboża, a wierne mużyki padają na twarz przed swymi panami, oddając im boską cześć (Często później w listach do Ewy, Balzac będzie się mienił jej „mużykiem“). W Genewie kończy Balzac ową Księżnę de Langeais, w której, już na zimno, oblicza się z niedawną przeszłością.
W czasie tego pobytu, Balzac wpisał w albumie Ewy to zdanie: „Wielcy ludzie są jak skały, czepiają się ich tylko ostrygi“. Ewa dopisała: „W takim razie, ja jestem ostrygą“. Ale te zbyt krótkie chwile spłynęły; znów Balzac, zakochany po uszy, wraca do swej nadludzkiej pracy, aby dla niej, dla swojej Ewy, stać się wielkim, niezależnym, bogatym. Ona, wraz z mężem, córeczką i całym dworem składającym się z bony Francuski i dwóch kuzynek, udaje się do Włoch.


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – zgadnąć.

Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.