Bóg (Drogowskazy, Szymański)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Szymański
Tytuł Bóg
Pochodzenie Życie tygodnik
Rok II (wybór)
Wydawca Ludwik Szczepański
Data wydania 1898
Drukarz Drukarnia Narodowa F. K. Pobudkiewicza
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI
Indeks stron
SONETY ADAMA SZYMAŃSKIEGO.

Drogowskazy.
G.
I.

Gdy wichry Twoją mocą w huragan bieg swój wzmogą,
Ku ziemi czarnych chmur skłębione pędząc zwoje,
Piorunów groźny ryk przeraża syny Twoje,
Że jesteś Bogiem silnym, wyznają ludzie z trwogą.

Zawiłe, tajne szlaki, któremi niebios światła
W górze, jak wieków wiek, niezmiennie zawsze kroczą,
Śmiertelny bada lud, bezmiary rozum mroczą,
Że jesteś Bogiem mądrym, uznaje tłuszcza zbladła.

Wiecznego trwania czas, którego myśl nie sięga.
Szat boskich dziwny blask i ruchów Twych potęga,
Waląca z posad światy, umysły słabe gnębi

I tak nas pozór Twój zewnętrzny dotąd łudzi,
Że, goniąc prawdy cień, do piersi lgniemy cudzej
I Ciebie Bogiem czcimy, nie znając Twojej głębi...



II.

W niedoli ludzkiej błądzi mędrca oko:
Gdy szumem burzy, rwącej puszczy szczyty,
Wszechcierpień echo wciąż tu brzmi szeroko
I tłum bluźnierczo klątwy śle w błękity.

Bo jęk na ziemi obieg krwi przerywa,
Drży ból, cisnący łzy i z czerstwych ludzi
Lub kwili dziecię, co mrąc, nito niwa
Zwarzona mrozem, litość w sercach budzi.

Więc?... Ciszej jednak! Inny ból znajdziecie,
Gdy miłość, blaskiem łudząc nas swym marnie
W potwora wesel ucieleśni kwiecie...

Młodzieńczych marzeń pęka nitka zwodna,
Drży mąż... lecz matki bóle któż ogarnie,
Jej rozpacz niemą kto z nas zgłębi do dna?...



III.

Nie siła niewolnicy i nie jej słaba dłoń,
Ponurych cierpień moc łagodzi serc miljony,
Kalekę pieszcząc dziś, w wawrzynu liść zielony.
W ludzkości liść niezwiędły, mąż wieńczy swoją skroń.

I tylko względem Ciebie, jak dzieciobójców ryk
Brzmi dawne: »Ukarz, bij!« lub szczerzej pokryjomu
Dla siebie żebrząc łask, bez wiedzy swego sromu
Żeś Bogiem obojętnym, zawistny zioniem syk,

Że nawet płaz i gad ku tobie zwraca oczy,
Że Ty najgorszym z nas uścielasz byt wygodny
I pieczą swą o podłych sam cofasz ludzkość w tył...

Z najcudowniejszych barw obelgę świat Ci toczy,
Kalectwa serc i dusz nieczuje tłum wyrodny
I chce, byś dzikim ojcem dla... najuboższych był...

Petersburg 1898 r.
Adam Szymański.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Szymański.