Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Klaudyna Potocka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Kraushar
Tytuł Klaudyna Potocka
Pochodzenie Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX
Wydawca Marya Chełmońska
Data wydania 1901
Drukarz P. Laskauer i W. Babicki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom pierwszy
Pobierz jako: Pobierz Cały tom pierwszy jako ePub Pobierz Cały tom pierwszy jako PDF Pobierz Cały tom pierwszy jako MOBI
Indeks stron
Klaudyna Potocka.
* 1802 † 1836.
separator poziomy
H

Hołdy uznania i czci najgłębszej, składane przez potomność zasłużonym zmarłym, są zazwyczaj udziałem geniuszów myśli i czynu, rzadko zaś otaczają pamięć jednostek, które, dzięki jedynie wyjątkowym zaletom serca, zaznaczyły trwalszemi ślady ziemskie swoje istnienie. Klaudyna Potocka nie była geniuszem myśli i czynów; napróżnobyśmy szukali jej wśród owych gwiazd, kt6re blaskiem swoim kraszą firmament umysłowości narodu i ku którym po wszystkie wieki zwraca się wzrok myślicieli. Nie pozostawiła po sobie widomych śladów działalności na polu twórczości literackiej, lub artystycznej. A jednak indywidualność jej była tak wpływową i potężną, że otoczyła ją już za życia aureola czci ogólnej, że pociągnęła ku sobie nietylko bezkrytyczne tłumy, lecz nawet najwybrańsze serca i umysły tych, którzy stanowili i stanowić będą po wieki ozdobę i zaszczyt narodu.

«Ta kobieta — pisał o Klaudynie Potockiej Mickiewicz — godzi z rodzajem ludzkim i może natchnąć znowu wiarą w cnotę i dobroć na ziemi».
Składając hołd sercu Klaudyny, podnosi wieszcz i zalety jej umysłu w słowach:
«Ileż to kobiet naszych jak np. Klaudya Potocka, było zdolniejszych tak rozumem, jak i siłą ducha do zasiadania w radach, w rządzie, od wielu mężczyzn!»
Odyniec w dedykacyi przekładu «Czcicieli ognia» zwraca się do Klaudyny z następnym czterowierszem:

Tyś w moich oczach wyższą od ziemianki,
Wyższa duszą kobiety, Polki, chrześcijanki,
Blask Twój ziemską mych myśli rozproszył ślepotę,
Wiem dziś, jak kochaó Boga, kraj, ludzi i cnotę.

Poświęcając Barbarę Radziwiłłównę pamięci Adama Mickiewicza i Klaudyny, śpiewa Odyniec:

Na grób Wasi składam ze czcią od Was wzięte dary,
Z Ciebie — treść ducha dziejów, z Ciebie — wzór Barbary,
W Was — geniusz i świętość serce me pojęło,
Z Was światło i natchnienie. Pieśń ma — Wasze dzieło.

Klementyna Hofmanowa uznaje w Klaudynie «prawdziwy wzór miłości bliźniego».
Wincenty Pol we wspomnieniach o Klaudynie pisze:
«Legendarna ta postać tak się wyróżnia od ogółu ludzi i tak się w każdym kierunku po nad zwyczajny ich poziom podnosi, że w legendzie też chyba lub poezyi mogłaby ujść odrazu za prawdziwą, jako ideał».
Stefan Garczyński, któremu Klaudyna siostrzaną swą opieką ostatnie osładzała chwile, przypisywał jej posłannictwo anioła.
Pług w życiorysie Odyńca nazywa ją «promienną, idealną, szczytną».
Powołane tu najwybrańsze nazwiska czcicieli Klaudyny same już starczą za najpiękniejszą oprawę do portretu owej niezwykłej kobiety.
W gronie pierwszych spędziła Potocka najważniejszą niedługiego swego życia epokę, ich to myślami i uczuciami koiła cierpienia niedoli nienieszczęśliwych; nawzajem, wzorem i przykładem bogobojnych, miłosiernych swych czynów, kazała im wierzyć w ludzkość, cnotę, w lepszą dla wszystkich na tej ziemi przyszłość.
Pani arystokratycznego rodu, otoczona od kolebki widokiem doczesnej szczęśliwości, wystąpiła dobrowolnie z owej sfery uprzywilejowanej, by w skromnej sukience siostry miłosierdzia spieszyć tam, gdzie mogła koić cierpienia chorych i umierających. W wątłem jej, od zarania młodości na śmierć rychłą przeznaczonem ciele, tkwił duch poświęcenia bezgranicznego dla istot słabych, opuszczonych, dla wszystkiego, co cierpiało, co tęskniło, co potrzebowało wiary i otuchy, by nie uledz, nie złamać się moralnie pod brzemieniem przeciwności.
Zdawać by się mogło, że postać tak wyjątkowo piękna, powinna była zaznaczyć się w literaturze wydatniejszemi pracami biograficznemi, dla wytłómaczenia przed potomnością tajemnicy owego wpływu, jakim spromieniowała umysły współczesnych i swego poetyckiego otoczenia.
Jak dotąd wszakże, tylko podania przekazują pokoleniom pamięć Klaudyny, podania, co prawda, wyjątkowo cenne, bo pochodzące od świadków bezpośrednich działalności doczesnej owej promiennej postaci. Z tych zatem kamyków barwnych, oszlifowanych przez mistrzów słowa: przez Mickiewicza, Odyńca, Pola, nadto ze wspomnień zanotowanych przez bezimiennego autora we Wiadomościach z r. 1860, wreszcie z luźnych kilku notatek, użyczonych mi łaskawie przez Wawrzyńca hr. Engeströma, postaram się odtworzyć zarys życia owego «anioła-kobiety,» owego ducha, który mógł natchnąć Mickiewicza «wiarą w cnotę i dobroć na ziemi».
Klaudyna Potocka, córka, Ksawerego Działyńskiego, wojewody kaliskiego, i Justyny Modesty regimentarzówny, z hrabiów Działyńskich, urodziła się w roku 1802 w Kórniku, w Wielkim księstwie Poznańskiem. Dzięcięce lata i młodość spędziła w otoczeniu, które ją zawczasu przygotowało do roli niewiasty bogobojnej, pełnej poświęcenia dla ideału cnoty i miłosierdzia, jaki w życiu swem ukochała. Otoczona troskliwą opieką rodziców i kształcona na wzorach obywatelskich swych przodków, z zapałem oddała się książkom, rokując nadzieję, że pozostawi po sobie pamięć umysłu głębokiego i twórczego na polu piśmiennictwa. Wychowywana surowo i niemal po spartańsku, nigdy nie korzystała ze zbytku i wygód swego otoczenia arystokratycznego. Prostota, otwartość, abnegacya i pokora — stanowiły cechę jej — charakteru i uczyniły ją wytrzymałą na trudy siostry miłosierdzia, którym się z czasem poświęcić miała z istotnem powołaniem. Uzupełnił jej zasoby umysłowe dłuższy pobyt w Paryżu, w gronie ludzi uczonych i wśród salonów wybrańszego towarzystwa nadsekwańskiej stolicy.
Wstąpiwszy w związki ślubne z człowiekiem gorącego serca i wyobraźni, Bernardem hr. Potockim, synem słynnego podróżnika i uczonego, Jana Potockiego, mogła była Klaudyna prowadzić żywot wymarzony wśród rówieśniczek, oddanych blichtrowi zabaw i rozrywek; lecz dusza jej, namaszczona chryzmatem poświęcenia się usługom miłosierdzia, zapragnęła innych, wznioślejszych warunków działalności.
«Jako dowód, — świadczy hr. Engeström — ile wszelkie blichtry i okazałości światowe były jej obojętne, służyć może fakt charakterystyczny, iż na ślub jej, odbyty za zezwoleniem biskupa w pałacu Konarzewskim, nikt zaproszonym nie był. Zaniechano wszelkiej ostentacyi. Konie osiodłane stały przed domem, czekając na nowożeńców, którzy zaraz po ślubie w zwyczajnem ubraniu codziennem odjechali do majątku młodej pani, do Trzebawia, na wyspę, na której Tytus hr. Działyński, wystawił dla ukochanej siostry prześliczny zameczek, dziś w uroczą, pamiątkową. zamieniony ruinę».

Gdy w trzecim dziesiątku wieku bieżącego pojawiła się nad Wisłą cholera, dziesiątkując ludność, wtedy właśnie, gdy zaburzenia wojenne w kraju i brak środków sanitarnych tamowały możność natychmiastowego ratunku, Klaudyna przywdziała wełnianą, szarą sukienkę, z którą się już nie rozstała i obciąwszy bujne sploty włosów, by jej nie zawadzały i czasu niepotrzebnie przy trudach szpitalnych nie zabierały, pośpieszyła do Warszawy, by tu, wespół z towarzyszkami, zrekrutowanemi z dam arystokracyi: Benigną


Podług współczesnej litografii paryskiej ze zbiorów Adama Szpadkowskiego.
Małachowską, Emilią Szczaniecką, Sowińską, Klementyną Hofmanową, Anną z Rejtenów Gieryczową, Teresą Kicką, Rozalią Biszpingową, zorganizować służbę ratunkową szpitalną i oddać się z poświęceniem bezgranicznem sprawie miłosierdzia.

«Jej ręką udzielane leki — pisze cytowany bezimienny autor — prędszą i pewniejszą czyniły ulgę cierpiącym. Na jej to ręku niejeden jadem boleści trawiony, lżej oddawał ostatnie tchnienie gasnącego życia. Chorzy mieli ją za istotę nadludzką siłą obdarzoną. Niejeden na łożu boleści konającym głosem powtarzał: «Gdybym ją ujrzał, umarłbym spokojnie.» Klaudyna przychodziła wtedy, siadała przy łożu umierającego, jego rękę wpółmartwą i chłodną ująwszy w swe dłonie, śledziła każde spojrzenie niknącego wzroku i zostawała do chwili, gdy konające usta z ostatniem tchnieniem wyjęczeć jeszcze mogły jej imię, aż ścięte śmiertelnym chłodem zamilkły na wieki.»
Po uśmierzeniu klęski powróciła Klaudyna z mężem do stron rodzinnych, lecz reakcya polityczna w W. Ks. Poznańskiem znagliła Potockich do przeniesienia się do Drezna.
Nadwątlone wysiłkiem zdrowie nie rokowało Klaudynie długiego życia. Wiedziała o tem dobrze sama i dlatego nie mogąc już czynnie dla dobra ludzkości cierpiącej pracować, postanowiła całe swoje mienie oddać utworzonemu pod prezydencyą pani Dobrzyckiej komitetowi dobroczynności. Spieniężyła wszystkie klejnoty rodzinne, wyzuła się ze wszystkich uprzyjemniających życie wygód, by takim przykładem zachęcić rówieśniczki swoje do czynów abnegacyi i poświęcenia.
Tu, w Dreznie, w roku 1833 zawiązany został, niestety, już nie na długo, związek serdeczny Klaudyny, z tem, co umysłowość polska wydała kiedykolwiek gienialnego i szlachetnego, z postaciami takiemi, jak: Mickiewicz, Garczyński, Witwicki, Pol, Odyniec, Klementyna z Tańskich. W gronie takiem, gdzie po trudach dni, spędzanych na niesieniu pomocy nieszczęśliwym, Mickiewicz odczytywał ustępy z Dziadów, gdzie Pol śpiewał Pieśni Janusza, gdzie Garczyński snuł Dzieje Wacława, dojrzewała dusza Klaudyny i znajdowała nową podnietę do poświęcenia ostatka życia swego tym, którym się również niewiele od życia należało, i tu dostąpiła uroczystego hołdu ze strony czcicieli jej cnót, w formie symbolicznego daru, składkowemi ofiarami ziomków jej poświęconego.
Gdy Mickiewicz wyjechał do Paryża, Klaudyna towarzyszyła umierającemu na suchoty Garczyńskiemu w podróży do Szwajcaryi. Tam nie zadługo w miejscowości Bex znalazł się przy łożu chorego Mickiewicz. Widok poświęcenia się Klaudyny dla gasnącego przyjaciela przejął serce wieszcza istotnym podziwem. «Ta kobieta — pisał do Domejki — życia ma tylko na parę godzin, a przecież znajduje zawsze siły na służenie innym».
I w duszy Klaudyny wzmogło się dla Mickiewicza uczucie zachwytu, gdy widziała w nim serdeczne współczucie i żal nad dolą przyjaciela. «Mickiewicz dzień i noc nie odstępuje Stefana — pisała do Odyńca. — Duszę jego w geniuszu przeczułam a z podziwieniem, ze łzami na niego patrzę. Wyższy jest od nas wszystkich sercem, cnotą, duszą, jak jest i geniuszem wyższym od wybranych».
Nie rozluźniły się serdeczne stosunki Klaudyny z rodziną Mickiewicza i po śmierci Garczyńskiego, który stanowił tak piękną między owemi wyjątkowemi istotami spójnię.
20 września 1833 r. zamknął Garczyński powieki. «Takiej straty nic nie zastąpi — pisała Klaudyna — a przecież za nagrodę liczę, że mi Bóg pozwolił go poznać, zasłużyć na zupełną jego przyjaźń i nie jedną ciężką osłodzić mu chwiłę. Dziś mimowolnie w górę patrzę, kiedy się sądu jego lękam, w górę, za nim, kiedy mi tęskno, zimno między ludźmi».
Przed końcem 1834 r. wybrała się Klaudyna do Avignonu i pomodliwszy się na grobie Garczyńskiego, zerwała listek na intencyę Mickiewicza i zawinąwszy go w ćwiarkę papieru, przysłała poecie do Paryża. Wieszcz dar ów przyłączył do pamiątek, które przechowywał do zgonu.
Niezadługo, jakby w przeczuciu bliskiej śmierci, wybrała się Klaudyna z mężem do Mickiewicza, by w gronie wieszcza i jego rodziny zaczerpnąć sił do walki z trawiącą i nierokującą już długiego życia chorobą. Duch jej koił się wzniosłemi myślami Mickiewicza i krzepił otuchą lepszej doli. Uległa namowom życzliwych i wybrała się do Szwajcaryi pod łagodniejsze niebo. W czerwcu 1836 roku zatrzymała się w Genewie. Tu jednak niewygody podróży podkopały do reszty niknące, podtrzymywane jedynie wysiłkiem ducha, siły fizyczne chorej. Dnia 8 czerwca zamknęła Klaudyna oczy do snu wiekuistego.
Gdy zwłoki jej złożono na cmentarnem pustkowiu, grono zebranych rodaków postanowiło wznieść pomnik spiżowy dla uczczenia pamięci owej niepospolitej kobiety. Zamiar ów nie został urzeczywistniony. Cmentarz genewski obrócono na inne cele publiczne, a zwłoki Klaudyny przewieziono do Paryża staraniem Zdzisława Czartoryskiego i złożono w grobowcu generała Zamoyskiego w Montmorency. Pamiątką zamiaru rodaków stała się jedynie akwarella, wyobrażająca ów pomnik, znajdująca się obecnie w Poznaniu, w kaplicy grobowej panny hrabianki Cecylii Działyńskiej. Czciciele cnót zmarłej otrzymali pierścienie z napisem: «Klaudyno, módl się za nami!»
Trwalszą nad bronzy i śpiże zbudowała sobie Klaudyna pamięć w instytucyi dobroczynnej «Czci i chleba», do dziś dnia z funduszów przez nią zapisanych istniejącej w Paryżu, i we wdzięcznych sercach potomności, która otacza i otaczać nie przestanie nigdy czcią nazwiska tej, której niedługi żywot był pasmem cnót niewieścich i czynów miłosierdzia poświęcenia dla dobra nieszczęśliwych.
Wyrazem czci ze strony Mickiewicza dla Klaudyny było między innemi powierzenie jej na: krótko przed zgonem rękopisu III Części Dziadów oraz zamiar ofiarowania jej swego popiersia. Zanim to stać się mogło, nastąpił zgon Potockiej. W liście do Dawida d’Angers z roku 1836 wspomina poeta o swoim zamiarze i kończy słowami «Znałeś ją, wiesz wielkość naszej straty».
Na wiadomość o zgonie Klaudyny pisał Odyniec do Mickiewicza 23 Czerwca 1836 r.
«Wiesz i pamiętasz, czem była dla mnie Potocka... Oprócz Ciebie jednego, z nikim nigdy w życiu nie spotkałem się tak duszą, nikogo oprócz Ciebie nie widziałem tak wysoko nad ludzi i tak świętym. Ona mi była gwiazdą moralną, na którą w każdym kroku patrzałem z sercem, podług której wszystkie swoje postępki i uczucia sądziłem. To też nie wiesz, Adamie, jak mi nagle smutniej na świecie. Twoje to jest wyrażenie w Rzymie, które po każdej nowej stracie coraz okropniej powtarza się w mojej duszy».
Nie podobna rozstać się z anielską postacią Klaudyny bez przytoczenia jej charakterystyki, skreślonej przez Wincentego Pola:
«Z niezachwianą stałością i mocą bohaterskiej duszy i charakteru łączyły się w niej zarazem słodycz, łagodność, cierpliwość i pokora siostry miłosierdzia. Rozum jasny, trzeźwy, praktyczny w okolicznościach codziennego życia, przybierał wszystkie tęczowe barwy poezyi, ilekroć sam, jak tęcza podniósł się nad ziemię i szerszy widnokrąg ogarniał, albo się w tajemniczy świat ducha zagłębił. A wszystko to było owiane takim urokiem wdzięku i uczuć niewieścich, takim blaskiem estetycznego i towarzyskiego wykształcenia, że połączenie w jednej osobie tych tak sprzecznych napozór rzeczy, nie śmiem powiedzieć, przymiotów, czy zalet, nie da się ani pojąć, ani wytłómaczyć przez nic innego, jak chyba przez ten cudowny stan duszy, którą strata najdroższych uczuć i nadziei ziemskich tak nagle i tak całkiem zwróciła ku Niebu, że bezwiednie dosięgła do tej wyżyny, gdzie się już tajemniczy wpływ Łaski zaczyna i wybranych jakby widomą aureolą otacza».

Alexander Kraushar.



separator poziomy




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Kraushar.