Zwolon

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cyprian Kamil Norwid
Tytuł Zwolon
Podtytuł Monologja
Pochodzenie Dzieła Cyprjana Norwida
Redaktor Tadeusz Pini
Data wydania 1934
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza „Parnas Polski“
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Indeks stron
ZWOLON
monologja
bratu
ksaweremu
przypisuję
DO CZYTELNIKA.
Ani myśl tej fantazji, ani pojedyncze charaktery, i nazwy ich, i dzieła nie mają na celu nic takiego, coby mogło dotyczyć osobistości czyjejkolwiek.
Zastrzec to jednak za powinność dlatego sobie uważamy, ażeby tem prawdziwiej wedle myśli pisarza zrozumiane być mogło pismo jego. Partji żadnej na celu nie mógł mieć nie mający zaszczytu policzenia się w żadnej.
Dwa wiersze: «Zemsta, zemsta na wroga etc.» lubo tu użyte w charakterze, jakiego wielki pisarz w swojem nie dał im dziele, nie powinny służyć jako dowód, iż nadużywamy cudzysłowu. Trudno było, a może niepodobna, silniejszej ekspresji bolu i oddziałania bólem znaleźć, i dlatego są wzięte. Resztę dobrej woli czytelnika i pobłażaniu zalecamy.
C. K. N.
«...e poi chiamarle
O Tragedie o Comedie...
E se le s’useranno ducent’anni
Le non saranno cose nuove a quelli
Che questo tempo chiameranno antico — ?!»[1]
Cecchi[2].
«29. Sept. (1659—60) au théâtre du Roi, où nous avons vu le songe d’une nuit d’été — que je n’avais pas encore vu et que je ne reverrai plus, car c’est la pièce la plus insipide, la plus ridicule que j’aie jumais vue de ma vie».
(Journal et correspondance de Samuel Pepys secrétaire de l’amirauté sous Charles et Jacques II[3].
WSTĘP.

Różnogłosego dotąd monologu
Na żadnej jeszcze scenie nie widziano,
A przeto staję z objaśnieniem w progu
I przepowiadam rzeczy, jak się staną.
I głoszę wszystkim o tej awenturze,
Na dialogu zmienionej ruchomość,
Gdzie huczeć będą, jak przelotne burze,
Lud, urzędnicy, dwór i Król Jegomość.
A wszystko słowem prędkiem, bo pisano
Przy łunach, które tu i owdzie błysły,
W Italji trochę (gdzie jest Ercolano),
Trochę na łodzi, gdzie znów łzy się wcisły
Bardzo słonego morza... resztę w domu,
Co do Charona[4] podobniejszy promu.
Jest to więc dramat wcale emigrancki,
Któryby scenę splamił koturnową
Z marmurów białych, w pierścień elegancki
Zaokrągloną, wewnątrz gradusową,
Jak to się jeszcze dziś w Tusculum widzi,

Gdzie teraz zwiędły szumiąc liść wawrzynu
Jaszczurkom grywa, gdy bokiem zeń szydzi
Komicznej maski twarz... poezja gminu!
Będzie to jednak, ile da się, schludnie,
Lubo moralny sens niedosyć świeci
I romans — (ten-bo znów rozwiały grudnie!).
Ależ wystrzałów za to huk — dla dzieci.

Ktoby zaś płakać lubił, pewna chwila
Ku temu w sposób da się szczególniejszy,
A komu nakształt złotego motyla
Pierzchliwy uśmiech byłby powabniejszy,
Nie będziem mieli nic przeciwko temu,
Bo czemuż nie ma się roześmiać, czemu?
I owszem — wszelki niechaj uczuć promień,
Elementarnych zbywszy się poskromień,
Niehamowane spełnia prawo funkcji.
Nawet i zdjęci chłodem doświadczenia
(Którymby mogły robić źle natchnienia)
Znajdą też żywioł swój: część interpunkcji.

Jakoż nie dramat serc i głosów wielu,
Pozaplatanych gałęźmi żywota,
Przez które świeci jasny błękit celu,
Ni monologu jest to czarna grota,
Gdzie myśl, jak Kain brnie lub Iskarjota —
Lecz raczej (ucha niech to nie skaléczy!)
Tłum pustek, ciszy wrzawa samotniczéj...

Ogród na wałach.
(Król i Zabór przechadzają się wzdłuż okopu)

KRÓL. Wszechwładztwu memu którzy są na drodze,
Jak kruche zlepki pod mem berłem zginą.
Część miasta wyższą zburzysz, żywej nodze
Ujść nie dasz, dziatwę wymordujesz srodze,
I nazwę z ulic zmażesz... — Ugolino
Przezywam odtąd krwi i zwalisk pole,
Bo tam zwaliska i krew będzie sama
I nic nie będzie nad to...

(Po chwili, pokazując ręką w głąb widoku)

Trzy topole
Ocalisz. W okien wchodząc diorama[5],
Jakoby sprzętem stały się zamkowym.
Zostaną!...

(kiedy król się oddala, na wieży w trąbkę uderzają)

ZABÓR. (spogląda w stronę wieży; potem, za królem postępując)
Goniec.
KRÓL. (wchodząc) Jeśli z spiskiem nowym,
To, jak się wyżej rzekło...
GONIEC. O, hetmanie
Boskiego, mężu wielki...
ZABÓR. Do powieści!
GONIEC. Królewskie roty pierzchły niespodzianie
Przed ludem, który wodzów ma trzydzieści.
Z najodleglejszych przedmieść, grodów, wiosek,
Jak tylko okiem sięgnąć można z wieży,
Plebs[6] bieży — każdy, że tak powiem, kłosek
W chorągiew przewiał i dzidą się jeży,
A każde ziarno, rzecby można, w kłosie
W uzbrojonego męża zmieniło się...
ZABÓR. Podobne wieści mogąż brudzić usta
Królowi wierne? Bunt podnosisz słowy...

(słychać bicie zegaru; miecznik wstrzymuje się, i potem)

Aleć przebaczam. Żyj! Godzina szósta...
(Do liczby sześciu pociąg mam takowy,
Iż trzaby karku z pełniejszym czerepem,
Bym o tak rannej dobie bił oszczepem).

(jedną stroną Zabór zstępuje w głąb tarasu, drugą Strażny nadbiega; Goniec zostaje)

GONIEC. (widząc Strażnego) Skąd? Czego? Poco?
STRAŻNY. O, jeden z zamkowych
Pogoni, bardzo nad innymi wzniesion...
Straszliwa wróżba...
GONIEC. Z rzeczy co ludowych?
STRAŻNY. Królewski nagle się obalił jesion,
Ów stary, cieniu rzucający strugą,
Któremu z dworska dano imię: «Tytan».

GONIEC. Precz mi! A jeśli z taką wieścią drugą
Powrócisz kiedy i, znów, ani pytan,
Przez naciągnięte zdradziecko uwagi
Będziesz mi starał się dołożyć wagi
Do rzeczy, z siebie nie będącej niczem,
To cię zasmagać każę, prochu, biczem...

(Goniec oddala się, Strażny zostaje pomieszany, aliści Pacholę ogrodowe z dzbanem cwałem się przybliża)

PACHOLĘ. Ogrodów wielkich wielki słoneczniku!...
STRAŻNY. Co jest?
PACHOLĘ. Rurami z przedmieść podziemnemi
Do wodotrysków słodkie idą wody...
STRAŻNY (nagląc) Dalej!...
PACHOLĘ. Ach, panie! Szedłem owdzie z dzbany,
By najjaśniejsze zrosić tulipany...
Brrum.
STRAŻNY. (gniewnie) Gadaj!...
PACHOLĘ. Czarne muszą tam jagody
Na górach tłoczyć: wszystkie w sadzie ścieki,
Fontanny wszystkie krwią rzygnęły rudą.
STRAŻNY. Milcz, podły malcze, ja-ć tu zaraz ćwieki
Założę w język i, jak czaplę chudą,
Na ogrodowym rozepnę parkanie,
Żebyś mi rannych nie truł chwil, tyranie.

(Strażny oddala się zwolna w głąb ogrodu; Pacholę, truchlejąc, pozostaje; chwila milczenia)

PACHOLĘ. (zwracając się ku dzbanom)
Przeklęte dzbany, sprawięż ja wam łaźnię!

(Stawia dzbany; potem, oddalając się, ku jednemu)

A tobie naprzód, prochu, nędzo, błaźnie —

(do drugiego, potrącając go nogą)

I tobie również, opieszalcze gruby,
Co się odymasz za mną z urąganiem!
Tak cię za ucho porwę, i tak w kluby
Raz wezmę, że się nie wywiniesz łganiem —

(porywa jeden dzban za ucho, drugi pędzi przed sobą)

Co wam do rzeczy się dziejących wgórze?
Czy krew, czy woda, jedno tulipanom.
Jakie mi mędrki!! Przecież i ja służę,
A milczę. Co to rozumować dzbanom?

(oddala się, pozostawiając za sobą grunt skopany. Drugą stroną powoli wchodzi Zwolon w szacie, nakształt pielgrzymiego płaszcza zarzuconej; tymczasem z głębi wraca Strażny, spogląda na ścieżkę, a potem przystępuje nagle do Zwolona)

STRAŻNY. Cóż to jest? Koła kreślisz, czarowniku,
I nieporządek na pańskim trawniku?
Mów.
ZWOLON. (z wielkim spokojem) Jest to pieczęć, panie urzędniku.
STRAŻNY. Jaka?
ZWOLON. Królewska pieczęć.
STRAŻNY. Być nie może.
ZWOLON. Na sprzętach taką kładzie się ogrodnych.
STRAŻNY. (uważając wycisk dzbanów na piasku) Ha, wiem, rozumiem...
ZWOLON. (solennie) Tak, jak słowo boże,
Przez chóry chórom płynie aż do godnych,
I tam rozognia, niżej rozpłomienia,
I niżej cieszy się,
A jeszcze niżej rozzielenia;
Tak i inna moc, kamień, tak się głupi śpieszy
Po zagonach zniszczenia,
Ale nie rozzielenia...
Podrzeźniać wszakże prawdzie winien
Krzywych spadów chórem, chórem rynien.

(po chwili, w niebo spoglądając)

Znów się na deszcz zabiera...
Dowidzenia.

(oddala się)

STRAŻNY. (po pewnem namyśleniu) Ten człowiek dziwny wpływ wywiera.

Rynek na przedmieściu.
(W głębi kościół gotycki — opuszczony. Na placu tłumy ludu, potrząsającego wszelką bronią, podzielonego na oddziały różnobarwnemi sztandarami. Przy każdym sztandarze wódz i mówca. Gwar, szczęk, zamęt. Kobiety i dziatwa kończą obraz. Szołom w stroju powstańca tu i owdzie przebiega, każąc głośno)

SZOŁOM. (do niewiast) Która z was syna, bitego knutami,
Ramiona sine widziała, niech powie!...
WDOWA. Oh, ja... I odtąd krew stu promieniami
Poprzeciekała drogi me, a mrowie
Na lada rzeczy martwej uderzenie
Przechodzi łono i wstrząsa odzienie.

SZOŁOM. (ku młodzi podbiegając) Kto jest, co matki twarz oglądał bladą,
Kiedy go w nocy porwano z pościeli?
CHÓR MŁODZIEŃCÓW. Oh, ja — ja także — i ja — całe stado
Nas, jako orłów, którym las wycięli,
Jest tu, i szumi sztandaru piórami,
Dziobami zgrzyta, zemsty szuka okiem.
SZOŁOM. (stając pośrodku) A teraz — któż z was, szczególnemi snami
Podniecan, albo w czas okryty mrokiem,
Kiedy się miasto rozbudzi, kto, mówię,
Aniołów zemsty groźne słyszał wycia?
Albo mu wieniec złożyli na głowie,
Albo mu starzec na rozdrożu życia
Poszepnął: «Godzin zbliża się mistrzyni,
Czujże, bo w imię ludzkie ona czyni!...»
BOLEJ. Ja jestem, zemstą przekarmiony głuchą,
Któremu dajmon[7] sny nasyła dziwne,
Tak, że beze krwi nudno mi i sucho,
Tak, że gałązki trapią mię oliwne,
I każdy wywczas staje się torturą,
A każdy uśmiech żywem urąganiem!
Skąd niema gromu okrytego chmurą,
Żebym go wczesnem nie uczcił witaniem,
Ani zarazy, która ciągnie górą,
Żebym nie przeczuł jej z uradowaniem,
Ani się pożar tak znienacka wśliźnie,
Żebym go w wiatru nie czuł spaleniźnie.
Boleści różnych będąc powiernikiem,
Gdy z ludźmi nawet ludzkie gadam rzeczy,
To nieraz w duchu się odezwę krzykiem,
Że owdzie chłopca wiejski pies skaleczy,
Albo się gmachu zawalą sklepienia...
I teraz nawet...
SZOŁOM. (na ramionach Boleja ręce kładąc) Mężu przeznaczenia!
ZWOLON. (w tłumie) Nieszczęścia synu!...
SZOŁOM. (do kupiącego się ludu) Któż z was pomścić lepiéj
Potrafi jeśli nie on człowiek wolny?
Zaprawdę przyszłość ramię jego krzepi,
Zaprawdę niedość wyrzec o nim: «Zdolny»,
Gdyż siłom, zdolność przechodzącym, sprostał.
Zakryte widzi — bywa, gdzie nie postał...
ZWOLON. O bracia, wybór ten niedosyć tuszy
O czasów pełni...
JEDNI. Precz z teoretykiem!
DRUDZY. Precz z tym pedantem!
INNI. Co mózg tylko suszy.
SZOŁOM. Co wichrzy, zgodzić się nie umie z nikim.
ZWOLON. O bracia!... Wszystkim jeślić wolno szczerze
Dla publicznego wyrzec co obłowu,
To niechże w wolność słów i ja uwierzę!
Pozwólcie...
WSZYSCY. Dosyć, dość. A cóż tam znowu?
SIERŻANT. Mów! Niech już mówi! Gadaj, a niedługo!
ZWOLON. (Boleją pokazując) Ten młody człowiek, zemstą przekarmiony,
Wolności mężem nie jest — sądu sługą,
I wy, i tamci — — A zaś rozwiniony
Proporzec, wiecież, co u prawdy znaczy?
SZOŁOM. Precz! Zdrada! Ducha chce osłabić w rzeszy.
ZWOLON. Obywatele. — Lecz czegóż? Rozpaczy
Albo ojczyzny? Nie wiem. Każdy śpieszy
Na śmierć: żywota któryż szukać zdolny?
Za wolność każdy umrzeć chce z ochotą,
Jakgdyby cmentarz tylko zwał się wolny,
A lada koniec jakby był istotą
Nieskończoności... Zemsty, mówię, żądza
Gdy o ojczyzny losach rozporządza,
Ojczyzna z zemstą w związek wchodzą taki,
Że, kiedy jednej stanie się, to drugiéj
Może nie stanie już...
SZOŁOM. Widziałżeś znaki Niebieskie?
JEDNI. Uchodź!...
DRUDZY. Dość!

(szykują się i, potrząsając bronią, mają się do marszu)

BOLEJ. Wstęp już za długi,
Rzecz sama dłuższą być od wstępu może,
A zakończenie tak, jak prolog. Przeto
Żegnamy...
NIEKTÓRZY. Cha, cha!...
ZWOLON. (smutno) Pobłogosław Boże!
SIERŻANT. Czy się nie raczysz bić, panie poeto?

(słychać piszczałki, krzyki, rżenia; lud się kupi, w oddziały porządkuje, usposabia do marszu, rusza)

CHÓR. Zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem, a choćby mimo Boga!...
ECHO. Zemsta, zemsta!
SIERŻANT. (do Zwolona) Hej, druhu,
Dobrym jesteś człowiekiem,
Wróć! Siedziałeś w łańcuchu
Pod zakrwawionym ćwiekiem,
I znów, jeśli nas zgniotą,
Siedzieć będziesz, jak pierwéj.
Wróć!

CHÓR PIERWSZY. Na mury z ochotą
Wpaść, i za mury, a bez przerwy
Siec...
CHÓR DRUGI. Siec bez przerwy, ciąć zębami,
W chude wilków stado się przemienić!
CHÓR TRZECI. Jak delfiny pluskać w krwi tarczami,
Czerwonemi piany grzbiet zrumienić...

(w dali)

Hurra, hurra na wroga,
Z Bogiem, a choćby mimo Boga!

(pojedyńcze wystrzały; krzyki i chóry giną wdali)
Inna część placu przed kościołem.
(Po jednej stronie widać rynek i wychodzące zeń ulice, po drugiej cmentarz i okopy)

ZWOLON. (sam) ...Dwa mnie gnały
Płomienie —
Jeden biały,
A drugi w sine, w krwawe cienie.
Ten, co jest w krwawe cienie, znika,
Ten, co biały, z wnętrza się odmyka;
I, jak narcyzu gwiazda cicha,
I, jak listu obsłona,
Kiedy pieczęć stopiona,
I, jak biała postać, kiedy wzdycha
Załamawszy ramiona,
I, jak błyskawica rozpłyniona —
Tak się rozjaśnia płomień ów i kielich kwiatu.
A ta osłona rozwinięta,
Ten biały kształt, tęsknotą wykradziony światu,
Co wyrzucił rączęta
Nad rumieńcem skronie zapalone...
A ta myśl, czyli postać — nie wiem — jedność bytu,
A to razem skończone, razem nieskończone,
Z ziemi k’niebu idące i z niebios błękitu
Na równiny zielone...
To kolebka, to truna!
Nie, pokąd milczą, w słupie szumiącego drzewa,
Lecz, gdy owa odpłacze, a pierwsza od śpiewa
Całostruna!...
.............
Żyłem z niej i w nią żyłem. Widzieć teraz wolę
Tak doskonale całą i pełną istoty
Na narodowym orle, w blasku wielkim, jak pacholę
Drugiego świata... z szumem prowadzącą roty,
I narodowej pieśni wiodącą psałtérze,
Jakoby chórów cugi[8], których rytm: w aniole,
W orle, w lirze...
I narodowej sławie — od Lecha do Lecha —
Przewodniczącą dłońmi, w skrzydła przepadłemi,
Co z powietrza garną dziejów echa,
Co przeplatać mogą wieńce ziemi!...
.............
Żyłem z niej i w nią żyłem, widzieć teraz wolę,
Bo mam wolę,
Tyloma łzy, bolami, tylu niewolami
Zwoloną, że nie pytam już, czy kto ją da mi...
.............
Tylko pytam, kto splami,
A splami każdą trafu grą,
Każdą mową — bez słowa,
Każdym fałszem, siną piekieł skrą...
CHÓR. (w oddaleniu, z szczękiem broni) ...myślą, pieśnią ludową
Zemsta — zemsta — zemsta!...
ZWOLON. A narodową pieśnią cóż?
Aniołowie! Co jest pieśń narodu?
Czy na korze drzew ją pisał nóż?
Czy na piersiach kieł głodu?
Aniołowie! Którąż to krynicą
Napawano? Gdzie ta pieśń i czyja?...

CHÓR WIELU GŁOSÓW.

PIERWSZY GŁOS. Boga Rodzico, Dziewico —
DRUGI. Bogiem sławiona Maryja —
TRZECI. U Twego Syna, hospodyna, Matko zwolona, Maryja —
RAZEM. Ziści nam, spuści nam, Kyrie Elejson,
Twego Syna Chrzciciela zbożny czas...
PIERWSZY GŁOS. Usłysz głosy, napełnij myśli człowiecze,
Słysz modlitwę, jenże Cię prosimy...
RAZEM. U Twego Syna, hospodyna, Matko zwolona, Maryja,
Ziści nam, spuści nam
Twego Syna Chrzciciela zbożny czas — Kyrie Elejson.
ZWOLON. (ręce podnosząc, głosem wielkim) Tworzy się, tworzy,
Aż otworzy.

Pieczęć i grobu dach.
Zemsty nie będzie,
Ale wszędzie
Cień zmartwychwstałej — i strach!

Tym, co, jak piana
Wywścieklana
Bluźnią i burzą, — traf.
A zamyślonym,
Zaserdecznionym,
Niebieskich moce praw.

I tym, co bluźnią
Kluczem a kuźnią,
Gdy zmartwychwstania dzień,
Błogosławienie
I zapomnienie
I zmartwychwstałej cień.

Tworzy się, tworzy,
Toć otworzy!
Wiernymbo wierny On;
Nie na klucz morze
Zamknął i zorze
Żywot i żywotzgon...

Dolne zamku pokoje.
(Zabór i Stylec)

ZABÓR. Nakoniec deputację z przedmieść wyprawili...
STYLEC. «Ci co zostali», pisać — czy: «ci, co dożyli?»
ZABÓR. «Ci, co zostali».

(po chwili)

Lepiej: «co dożyli», bowiem
Jeżeli tylko, «co zostali», powiem,
To jeszcze król jegomość prawdy stąd nie zgadnie,
Która jest, iż ruchawkę rzezano przykładnie.
A przeto — «co dożyli...»
STYLEC. Przeto, co dożyli,
Nakoniec deputację z przedmieść wyprawili.
ZABÓR. Przy tej więc list niniejszy kłaść mam za powinność,
Mówiący, gdzie i w jaki sposób zaszła czynność,
Jak wierny Panu rycerz... Panu — «P» ogromne...
STYLEC. (pisząc) Ogromne P...
ZABÓR. Jak rycerz — rycerz więc, nie pomnę,
Gdzie mi się podział — rycerz, rycerz, wierny Panu,
Jak...
STYLEC. (pisząc) Wierny Panu rycerz —
ZABÓR. Patrjota stanu —
P małe.
STYLEC. Małe.
ZABÓR. ...Umiał pod tą naszą wodzą
Nikczemną wielkich rzeczy dokazywać...

(słychać uderzenie dzwonu; Zabór wstrzymuje się)

STYLEC. Wchodzą...
ZABÓR. Dwa — cztery — osiem. Z dzwonu wnoszę, iż osoby
Szlachetne, czy ministry, więc lepiej byłoby,
Ażebyś to jegomość skończył piórem własném,
Odczytał i przepisał, potem znów na czysto
Przepisał...

(ma się ku drzwiom)

ZABÓR. (wracając od drzwi) W określaniu zwycięstw nie być ciasnym,
Dać wolny bieg fantazji! Pisarz jest artystą,
Powinien umieć rzeczom kolor nadać żwawy.
Pisarza myśl jest wolną. On, jak trąba sławy,
Grzmi, huczy... Taką acpan trąbą stań się, prosim
I my, i sztuka — (sztuki, ile można, wznosim,
I wolność myśli także) — dawne bohatery,
Naprzykład Kserkses, Sylla, znali estetykę.
Chowali istrjonów[9], skąd potem Homery,
Kornele i Rasyny: pierwszy retorykę,
Klasykę wznosi drugi: każdy przy swem biurze
Pracuje po swej części, w osobnym mundurze.
Rozumiesz acpan... Gdzie on?
STYLEC. (na boku, z pularesem) ...Sztuka stenografji
Czasowi kradnie myśli upuszczanych złoto.
Spisałem je, gdyż rzadko na skarb się natrafi.
ZABÓR, (kładąc mu rękę na ramieniu)
Pilności tej nie ganim, acpana ochotą
Cieszym się. Jest to dowód może nazbyt drobny,
Nie przeto, w stanie służby, znajdzie wiersz osobny.

(wychodzi)
Rynek na przedmieściu.
W głębi kościół gotycki — podwoje naroścież otworzone; wnoszą rannych, wynoszą trupy, których wiele wkoło wchodów kościoła i na placu spoczywa. Po prawej stronie stos spalenizn i popioły rozwiane, po lewej ulica ku zamkowi. Różni ludzie przechodzą pojedyńczo.

SZOŁOM. (w stroju podróżnym) Człowieku wielki, cóż to nam zdobyli?
Krew, wstyd i kieszeń bolesną ruinę.
Błagałem próżno, próżnośmy przeczyli...
Próżno krzyczałem: «Bracia! Jakąż minę
To nierozsądne ma walczenie młodzi,
Co, (że tak powiem) szkodząc, jużci szkodzi!»

(po chwili, za Zwolonem idąc, który milczy, i, zaglądając mu wciąż w oczy)

Odwagi więcej było w zaprzeczeniu,
Niż w nierozsądnem zemsty poduszczeniu.
Przecz umiejętność prawiej władnąć może,
Niż szable, — wielka dla dziatwy pokusa,
A które cóż są? Stal. Więc czemuż noże
Kuchenne, sztandar zrobiwszy z obrusa,
Pod tryumfalny łuk nie idą z chwałą,
Że się im siekać szczęśliwie udało?...

(chwila milczenia, Szołom krok w krok pośpiesza za Zwolonem, zazierając mu pod kapelusz)

Nieprawdaż, panie? Ducha, ducha, panie,
Nie studjowali i są, jak poganie.
Pan to rozumiesz? Ducha! biada, biada,
A wszystko potem na kark mędrca spada.

(z wyrazem smutku, zatrzymując Zwolona znakiem ręki)

Cierpmy — tymczasem żegnam w duchu druha.
ZWOLON. A jakże godność?
SZOŁOM. (uchylając się zręcznie) Szołom, sługa ducha...

(Szołom przepada w jednej z ulic, Sierżant na szczudle się przybliża)

SIERŻANT. Człowieku podły, tyś nam zniszczył siły,
Kiedy się masy w orszak zgromadziły,
I na słów kilka, zaostrzonych chytrze,
Wciągnąłeś całą elektryczność rzeszy,
I padła. Ciesz się! Jak się ona cieszy,
Tak samo ciesz się! Czy twój laur wytrze
Tę krew? A mądrość twa czy taka duża,
Jak one trupów błoto u przedmurza?

(różni ludzie gromadzą się wkoło nich)

Jać nie prawiłem, ale patrzno wasze,
Gdzie mi się wroga oparły pałasze.

(Zwolon ku czołu wznosi rękę dla odkrycia głowy, Sierżant porywa się ku niemu)

SIERŻANT. Co?! Jeszcze ramię będziesz mi zamierzał?
ZWOLON. Z uszanowaniem dla cierpienia...
WSZYSCY. Cha, cha!...
Znamy się! Dobrze acan w puchu leżał,
Kiedy się mury rwały...
SZOŁOM. (w tłumie) Tego gacha
Trzeba nauczyć raz —
SIERŻANT. Latarni niema!...
KOBIETA. Ale kamienie są... Razem czterema!...

(Zwolon uchodzi, za nim tłum)

TŁUM. (goniąc) Och, a! Filozof skoczył... Bah, w kolano!
Przyśpiesza kroku...

(Giną w bocznej ulicy)
(Kobieta w żałobie przechodzi przez plac, chłopiec przy niej)

CHŁOPIEC. Mamo, powiedz, proszę,
Żeby na pana tego nie rzucano,
I, jak mię łajesz, gdy łabędzie płoszę
Na stawie rano,
Tak wołaj, mamo, by nie rozbijano!
MATKA. Co starszym wolno, to chłopczykom zasię...
CHŁOPIEC. (rękę podnosząc) Jak będę duży — poczekajcie! Stanę
Tam, ponad wami, wgórze na tarasie,
I obeliski pozwalam ciosane
Na głowy...
MATKA. Kwiatów zbierz tymczasem wianek
Dla siostry!
DZIECIĘ. (za pędzącym tłumem ciągle patrząc) Mamo, nie!
MATKA. To mi szatanek!...

W głębi zamku dziedziniec.
Na balkonie szerokim pod baldakinem król, królowa, dwór, urzędnicy rozmaici. Niżej, na placu, tłumy ludu wokoło wodotrysków, w wieńce sztuczne ubranych; muzyka, wrzawa i wiwaty — niekiedy milczenie krótkie, głuche.

KRÓL. (zwysoka) Skarcona jest nieprawość, prawi nagrodzeni,
I potok łaski pańskiej wylał się szeroko.
Ten z obojętnych rolę opłucze kamieni.

Cieszym się — to powinno wzruszyć was głęboko,
A, serca ku ochoczej zagrzewając wrzawie,
Stary nasz tron otoczyć pląsy radosnémi,
Który, acz dosyć mocen w sobie jest i w prawie,
Nic przeto jednak gardzić nie chce poddanymi,
Lecz, owszem, bardzo czule patrzeć na to lubi,
Co w łańcuch się foremny współuczuciem ślubi.
RZESZA. Niech żyje król!...
KTOŚ Z TŁUMU. I mowca wielki!...
PROFESOR. ...Wielki mowca:
Co powie, to jakgdyby wyjęto z grobowca.
Styl prawie lapidarny[10], słowo marmurowe.
Szczęśliwy naród!
SZTUKMISTRZ. Słodko jest położyć głowę
W tak pięknie nadpisane zwierzchu sarkofagi.
HAROLD. Jak byłem w Rzymie, pomnę, widziałem szparagi,
Zieleniejące w grobie wielkiego Scypjona[11].
OBYWATEL. Rad wierzę — słodkie klima, gleba doprawiona...

(słychać trąby, potem balkon i rzesza się ucisza — Królowa wstaje z miejsca swego)

WOŹNI. Teraz królowa jejmość głos zabiera z tronu!
KRÓLOWA. Królowi sprawiedliwość, nam czułość udziałem.
Niech przeto ogłoszonem będzie w państwie całem,
Iż słodki nasz małżonek, pan i stróż zakonu,
Dozwolił się ubłagać w sprawie buntowników.
RZESZA. Wiwat! Słuchamy.
KRÓLOWA. Miejskich nazwisko pomników
Miało być «Ugolino»[12] na pamiątkę kary,
Jaką Opatrzność zsyła za złamanie wiary.
Lecz odtąd ten plac bitwy zdobimy w pokorze
Imieniem naszem; odtąd przeto «Elwiryno»,
A nie już «Ugolino» mówi się na dworze...
RZESZA. Wiwat królowa!
JEDNI. Jakto?...
DRUDZY. Wiwat!
SZOŁOM. Czy być może?
Doprawdy Elwiryno? Więc nie Ugolino!...
HAROLD. Jak byłem w Tebach, pomnę, siedząc pod ruiną,
Widziałem płaczącego rzewnie krokodyla,
Który — (jak Wężyk pisze)[13] — rzadko się rozkwila.

(słychać trąby, poczem balkon i rzesza się ucisza)

WOŹNI. Teraz ministrów prezes mówi z balustrady.
PREZES. Zważywszy (czego liczne w dziejach są przykłady),
Że niema nic nad szczęście współobywatelów,
I że krom obowiązku, w myśl przybocznej rady
Przeze mnie objętego, innych nie znam celów...
RZESZA. Wiwat!...
PREZES. Zważywszy...
RZESZA. Wiwat!...
PREZES. Iż przedmieścia (zwane
Od dziś dzień Elwiryno), z handlu bardzo znane...
ŻYDZI. Wiwat!...
PREZES. Zważywszy, mówię, bezinteresownie,
Potrzeby, będzie wolno sprawiać się stosownie
(Tamecznie zamieszkałym) do woli królewskiéj,
I będzie wolno jeszcze: primo, suszyć deski
Na placach, miejsca błotne przesypywać piaskiem,
Cieszyć się (co największa) gazu wynalazkiem,
Et caetera; zważywszy, iż dzieląca rzeka
Stolicę i przedmieścia dowóz rzeczy zwleka,
Przyzwala się od strony królewskiego portu
Na wsparcie mostów[14]; zresztą ciężary paszportu
Znoszą się i dość będzie mieć podróżną kartę.

RZESZA. Wiwat!
KTOŚ Z PRZYTOMNYCH. A cóż on?
RZESZA. Wiwat!
HAROLD. Gdy zwiedzałem Spartę,
Zdarzyło mi się w ręce popaść rozbójników.
Z tych jeden zdarł mi odzież, lecz pośród drobnostek
Znalazłszy mały objekt, kruczek do guzików
Zapięcia, ten mi oddał. Miałem stąd prognostyk,
Że przecież się zahaczać gdzie potrafię w biedzie.
I stało się, bo wkrótce słyszę: goniec jedzie,
A był to straży goniec, wyprawiony przodem,
Która tam ze zbójeckim harcuje narodem.
Więc wrzawa, napad; zdała, siedząc obnażony,
Patrzyłem, jak gladjator, w widza przemieniony,
I koniec końców, sakwy odzyskawszy przecie,
Ubrałem się, a kruczek służył tualecie.
Stąd zaraz sens moralny.
OBYWATEL. Jakto sens moralny?
HAROLD. Że kruczek do guzików sprzęt niepryncypalny,
Może się jednak głównym stać i najważniejszym.
OBYWATEL. I...
HAROLD. Wreszcie, że należy też być uważniejszym.

Noc w podziemiach.
(Spiskowi się w głębokiem milczeniu zgromadzają, zajmując miejsca pokolei. Światło jest niepewne; urna wielka pośrodku, przy niej siedzi prezes towarzystwa).

PREZES. Dość już zemsty, rozpaczy,
Miłość tylko niech działa.
Wszystko będzie inaczéj,
Rzecz odmienia się cała.

(szmer zadowolenia)

Tamta spisku osnowa
Treści miała niewiele,
Teraz będzie rzecz nowa,
Nowe siły i cele.
CHÓR. Jakże tedy to będzie?
PREZES. Naprzód kochać się...
WSZYSCY. Wiwat!...
EDGAR. Więc już przecie w tym względzie
Dość jest ognia!...
PREZES. A prywat
Też zapomnieć i przysiąc,
Że się kochać będziemy,
Że ci dawni, to nie my.
CHÓR. Więc kochajmy się! Wiwat!
Więc zapomńmy już prywat!

(członkowie nawzajem rzucają się w objęcia, cichość wraca)

KALASANTY. Bracia! Wnoszę, ażeby
Każdy serce w pierścieniu
Nosił...
KTOŚ TAM. Lepiej byłoby
Bez tych oznak.
KALASANTY. ...W imieniu
Ziem, skąd posłem się zowię,
Choćby upadł ten wniosek,
Nieomylnie go wznowię.
Serca, serca, panowie!
EDGAR. Niech na sercu trzy głosek
Złotem będzie wyrytych:
T. A., wreszcie K. — przy tych
Głowa trupia i kości.
KTOŚ TAM. Pocóż one smutności?
SIERŻANT. Że brat gorszy się smutkiem,
To mię wcale nie dziwi.
W zeszłym boju, acz krótkim,
Gdzież bo byli szczęśliwi?
RÓŻNI. Wiwat! Tęgo mu zaciął...
KTOŚ TAM. Kto tu z moich przyjaciół,
Niech mi w pomoc nadbieży!...
SIERŻANT. Kto tu z starych żołnierzy,
Niech się za mną ozowie —

(zaczyna się zgiełk, szamotanie; głosy pojedyncze przepadają)

RÓŻNI. Hura!...
PREZES. Przebóg, panowie,
Straż posłyszy na wieży...
SIERŻANT. A niechby ją!... Tu, panie,
Nie o fraszki spotkanie,
Tu o honor i blizny.
Wiwat miłość ojczyzny...

(tu się zamęt ucisza, tam znów wzmaga — nieład ciągły)

SZOŁOM. (do Maski, która mu schyla się na ramię) Królu, chwila a straże
Wraz uderzą, gdy każę...

MASKA. Cyt! Nie wątpim, lecz raczym
Poznać rzeczy te zbliska:
Co chcą, gonią się za czém
I w czém środek ogniska.
SZOŁOM. Wszystkie pany i króle
I najwięksi z cesarzów
Szli tak samo pod kule,
Wiernych tylko pisarzów
Albo mając przy sobie.
Świętej miłych osobie.
Wszakże sprosną nie zowię
Ostrożności potrzebnéj
I dlatego mam w rowie
Drabów oddział służebny.
Ile bowiem wam, panie,
Bohaterstwo wrodzonem,
Tyle siebie zaprzanie
Nam i służba za tronem.
MASKA. Milcz! Pochwalam.

(zamieszanie się nieco uspokaja, niektórzy na miejsca powracają)

PREZES. ...Pięć galek
Jest za sercem w pierścieniu.
Dziesięć przeciw —
OŻÓG. ...Ten śmiałek
Przyrwał sprawę w korzeniu!
KALASANTY. Partję sklecił naprędce,
Trza pomyśleć o wędce...

(zaczynają się szepty, zgromadzenie na grupy się rozpada)

SZOŁOM. I zaprawdę, że warto,
Gdyż serdecznych przeparto.
KALASANTY. Ach, nie wiecie bo, druhy,
Gdzie tych rzeczy osnowa.
Głowa, głowa, brak skruchy
Filozofja ta nowa
I to serca wyprucie,
Skąd jest wszystko — uczucie!
Więc na dobrąby sprawę
Głowę trzeba obalić,
Wyprowadzić na ławę,
Przewotować i spalić.
Spalić, mówię, jak czyni
Z mumją Arab w pustyni[15]
WSZYSCY. Wiwat!
KTOŚ TAM. ...Przebóg, panowie,
Głów nie łamcie, jak głowie
Skręcić głowę, lecz owszém
Sądem rządźcie się zdrowszym!
Jeśli bowiem sąd miniem
(A ten w głowie się sklepi),
To, jak głupi, poginiem,
To się zgubim, jak ślepi.
JEDNI. Z głowy wszystko, nie z piersi.
DRUDZY. Wszystko z piersi, nie z głowy.
OŻÓG. Prostsi bądźcie i szczersi,
A niech, mówię, sąd zdrowy
I gminnego ton ducha
Coś wypowie na radzie,
Wiele bowiem jest z brzucha!
WSZYSCY. U, ha!...
OŻÓG. W lada przykładzie
Znaleźć mógłbym świadectwo.
KALASANTY. Materjalizm!...
OŻÓG. Szlachectwo!...
EDGAR. Wzniosłych rozbój podrzutów.
SIERŻANT. Tak, lecz żołnierz bez butów...
PREZES. To finansów jest rzeczą,
Temu bracia nie przeczą.
OŻÓG. Więc finanse, wakanse i awanse, jak dawniéj —
A gdzież postęp!...
PREZES. Panowie!
Wszyscy, którzy są sławni
W dziejach, wszyscy wodzowie
Szyk cenili przed wszystkiem.
Wzywam przeto, ażeby
Ze spiskowym tu świstkiem
Każdy stanął...

(członkowie się zaczynają porządkować, każdy znak swój dobywa. Szołom z Maską uchodzą)

PREZES. Dobrzeby
Skończyć radę tak schludnie,
Jak zaczęła się cudnie...

(Prezes wkłada kapelusz)
Górne zamku pokoje.
Północ. Król, za nim Szołom, obwinięci płaszczami, wchodzą.

KRÓL. Królowo!
KRÓLOWA. Panie!
KRÓL. (na ramiona Szołoma płaszcz zrzucając) Kwiatów wam z przechadzki
Ni sielankowej nie wnoszę rozmowy.
W jaskini spisku byłem świętokradzkiéj.
KRÓLOWA. Przebóg! O panie!...
KRÓL. I cały, i zdrowy,
I dziwnie wesół, dziwnie wracam rady.
KRÓLOWA. Cóż to jest, panie?...
KRÓL. (z przesadą klasyczną) Widziałem szkarady —
Nie, gorzej: płaską widziałem pustotę
I takie głupstwa takiego pokłady,
Że aż mi słodziej deptać tę hołotę,
Że aż mi jaśniej stawa się przed okiem.
A, rozpatrzywszy wszystkie dzieła nasze

Przeciwko ludu, głoszę się prorokiem.
Gdzie płaszcz i wieniec złoty? Podać czaszę!
SZOŁOM. (podejmując purpurę i insygnja z marmurowego stołu) O panie! Rzeczy te się gęsto spiszą
I harmonjami rymów dokołyszą,
I wielka epos z tych wyrośnie czynów,
Jak rzeka, przez las płynąca wawrzynów.
A późny człowiek bardzo się zadziwi,
Że taki wielki pan i tak szczęśliwi
Poddani kiedyś byli — ci nieżywi!
KRÓL. (obwijając się purpurą, teatralnie) Łez tych nie ronić, siąść i skreślić czysto
Myśl, co mi w oczach gore promienisto:

(Szołom pochyla się na stół ku pisaniu)

Poddani moi! Złe, co was uwiodło
I na okropne zaniosło bezdroża,
Czyni, iż miłość bierzemy za godło...
Wspaniałomyślna będzie to obroża
Na podłe niecnych karki buntowników.
Skąd znaczę państwa odtąd hieroglifem:
W pierścieniu złotym serca dwa z krwawników
Na jednej z dawnym tarczy wężogryfem[16]
A każdy z wiernych uczci godło nowe
Jako królewskie, jako narodowe.
Scripsi...[17] Niech trębacz jutro tym ukazem
Przy huku kotłów, przy wrzawie rycerzy
Rozbudzi miasto...
SZOŁOM. (uchylając czoła) I rozrzewni razem.
KRÓL. Dość jest. Szołomie, wróć!

(Szołom uchodzi. Król w purpurze i wieńcu na chwilę zostaje nieruchomy, Królowa stoi w głębi sceny i uważnie nań patrzy)

KRÓL. (podnosząc się z miejsca, do Królowej) Na szczycie wieży
Wśród noctiluce[18] blasku, o Elwiro,
Niechbym przeklinał losy w twem objęciu!...
KRÓLOWA. Pacholę dawno tam przestawa z lirą,
I róże, wonność gotujące księciu...

(Król i Królowa mają się ku drzwiom w głębi sceny)

KRÓL. Elwiro, dziecię to czy zawsze blade?
KRÓLOWA. O, znikające i na wyśpiewieniu...
KRÓL. (z nie jakiem wzruszeniem) Będzież mi gorzko!
KRÓLOWA. Lekarz złożył radę
Z najuczeńszymi, radę o cierpieniu...
KRÓL. I cóż? Że stracę, mówili, słowika...
KRÓLOWA. Tak, panie...
KRÓL. (posępnie) Nowa trumna się odmyka.
.............
Już pozwoliłem, by matkę widywał.
.............
Po jednym z bitnych wdowa generałów —
KRÓLOWA. Pozwól jednakże, że i ten zarywał
Na chorobliwych pełnego zapałów.
KRÓL. Tak — ależ bitwy wielkie mi wygrywał.
KRÓLOWA. I równą łatwość w armji miał władaniu,
Jak to pacholę w lutni zażywaniu.

(W drzwiach środkowych znikają)
Na wieży zamkowej.
Po prawej stronie poręcz schodów, zstępujących do zamku, po lewej stół, siedzenia, kobiercami okryte; naczyń wiele bogatych. Cały taras kwiaty otaczają — w głębi widok na miasto, oświecone pełnią księżycową.
PACHOLĘ. (pół na ziemi, pół na stopniach kolumny (jako we śnie) wsparte, niekiedy ręką trąca lirę poruszoną opodal)
Śpiew:

Schnie i blednie, z oczu znika,
W trumnie się położy,
I nie będzie tu słowika,
Chyba gniew go wstrzyma boży
Lutni urzędnika!...

Doktorowie tam uczeni
Z królową mówili,
Kupią wkrótce i kamieni
Na monument krotochwili
Pod koniec jesieni!

Ale anioł lepiej mówi:
«Dobrze ci z chorobą,
Tu być ptaszkiem trzeba lwowi,
Tu z mgły trzeba być osobą,
Aż świat się odnowi!
.............
«Dzieckiem, dzieckiem baw — a potem
Zewlecz tę dziecinę,

I już zaklnij całogrzmotem,
Całożywot zbierz w godzinę,
Zapiorunuj grotem!»

PACHOLĘ, (podnosi się i, wyciągając ręce) O aniele niewidzialny,
Jak ci to na imię?...

(powracając głowę do kolumny)

Judyt — Judyt!...

(Król i Królowa, do połowy widzialni, o poręcz schodów wsparci).

KRÓLOWA. Idealny
Głos, zwłaszcza przy rymie.
KRÓL. Balladę czy też nowy śpiewa panegiryk?
KRÓLOWA. Tworzy sam — na przedgrobiu...
KRÓL. (z Królową na wierzch tarasu występując) Szczególniejszy liryk.

(zbliżywszy się do dziecka)

Smutno jest nań poglądać...
KRÓLOWA. Panie, racz być przecie
(Jak umiesz) dla cierpiących słodkim...
KRÓL. (ze stołu czaszę podejmując)
...Biedne dziecię.

Wnętrze domu miejskiego.
Chwila przed wschodem słońca. Lampa na stole dogorywa, niżej kołyska, wpół zakryta, u stóp jej Porcja. Wacław wchodzi.

WACŁAW. (na krzesło się rzucając)
Porcjo! Kochałem wszystko, we wszystko wierzyłem,
We sny i w jaw, i w siłę mas, i w siły własne,
A dziś... zaklinam ciebie, powiedz mi: marzyłem.
Z jaskini spisku wracam. Takie wszystko ciasne,
Szpitalne, niedostałe, tak zapalnie nudne
I suchotniczo wściekłe (może nawet brudne...),
Żebym już pragnął z ciała w przepaść jaką ciemną
Wylecieć, Porcjo — tylko, byś ty była ze mną...
PORCJA. Codzienne to wybuchy. Przeklinając, tworzysz
I trwasz...
WACŁAW. (zakrywając twarz rękoma)
W cudownem kłamstwie!
PORCJA. O, jak ty mnie trwożysz,
Wacławie!...
WACŁAW. A więc mówmy, o czem chcesz!...
O niczem,
Bylebym cię z weselszem oglądał obliczem...

(długa chwila milczenia)

WACŁAW. (wstaje, przechadza się i wraca na toż samo miejsce i znów siada) To nocy odpływanie, ta światłość zaranna
Przy lampie, co, czuwaniem wycieńczona, mdleje,
Bawią mnie — radbym dumał, chwiał się, jak dziewanna,
Gdy złotym kwiatów deszczem po nizinach sieje,
I drobne kochał rzeczy, życie kochał drobne,
Zakryte, nieprzystępne, lecz w tobie osobne,
I chciałbym... mimo czasów nieprawe owoce,
By dniami dnie zostały, a nocami noce,
Muzyka nie zgrzytaniem, łkaniem i szaleństwem,
A nie malarstwem rzeźba, słodycz nie męczeństwem,
Tragedja nie porwanych ogryzków mozajką,
Prawda prawdą, i bajka raczyła być bajką.
.............
Ale to wszystko...

(ku żonie rękę wyciągając)

Porcjo, czy jesteśmy sami?

(błędnie wkoło spojrzawszy)

Ha, jedno jest, jak pragnę —
PORCJA. Cóż?
WACŁAW. Że łzy — są łzami.

(coraz bystrzej przeziera światło w oknie głównem, lampa znika; drzwi się z łoskotem otwierają, wbiega dziecię)

CHŁOPIEC. Wacławie!...
WACŁAW. Co się stało?
PORCJA. Matka gdzie?
CHŁOPIEC. (pochylając się ze znużenia)
Nie mogę...
W kościele — tam z nią byłem...
PORCJA i WACŁAW. (zbliżając się do dziecka) Była tedy z tobą,
Lecz teraz?...
WACŁAW. Cóż się stało? Mów...
DZIECIĘ. (nieprzytomnie) Całą podłogę Kościoła zasypano kwiatami białemi...
WACŁAW. To nic, konwulsje lekkie — ma je z urodzenia.

DZIECIĘ. Szedł biskup, potem księży chór, kwiaty na ziemi
Szeptały: «Chwała!» — Kwiatów język się nie zmienia,
Jak język polski, w sercu zawsze jednakowy...
Sam przyznasz — tylko odrzuć myślą cudzysłowy:
Fiołek mówił: «Chwała», i lilja biała mówiła: «Chwała!»
.............
Gdzie matka, gdzie? Przed chwilą z książką tam klęczała.
.............
Zakonnik nowy przybył, były obłóczyny —
I to dlatego kościół w kwiatach, w blasku, w woni.
A wiesz, kto ten zakonnik, i za jakie winy,
I jak się zowie? Zwolon, ten pan, co to oni
Rzucali nań —

(ręką pokazując na Wacława)

Ty mówisz w sercu, że on głupi.
.............
Gdzie matka, a... ja nie wiem gdzie... Lud się tak kupi...

(po przestanku)

Rozmurowano ścianę z cegieł za kościołem,
On wszedł i, jak umarły, stał z żółtawem czołem
Wśród tylu cegieł żółtych, i wapna, i żwiru...

(znów po chwili)

Powiedzą: «Umarł» — tak jest, językiem z papiéru.
Tak ci powiedzą, ale nie językiem kwiatów,
Co taki jest, jak polski — zwiany z aromatów,
Co nie ma sklepień, aby echem mu odrzekły,
Bo czcze są i sklepienia...

(z uśmiechem)

Nieraz mi rozciekły
Nad wyrzuconym oka promieniem, i czułem,
Że, jako namiot włócznią, parłem je lub prułem,
A błękit mi strugami lał się przez sklepienia,
Albowiem czcze są...

(podnosząc się, jakby był przytomny)

...Śpiewy, kwiaty i kadzenia,
Tam matki mojej czoło, nad książkę schylone,
A tam pomiędzy cegły wpada dym czerwone,
I z dymu tego ręka ku mnie się wyciąga,
Jakoby kłos, żółtawa, drżąca tak promiennie,
I te mi słowa pisze: «Wy!», a mówi (dziwno,
Że ręka mówi; wszakże przyjmij to ode mnie,
Bom dziecko) — owoż ręka polszczyzną przedziwną
To mówi: «Weź nazwisko, które jest ze świata,
I już mi niepotrzebne, i już precz odlata,
Weź, ale i «Was» dodaj, wszystkich» — i zniknęła.

(z dziwnym uśmiechem)

Jak oni to cegłami prędko zasuwają,
I wapnem jak to oni prędko zarzucają!...

(po przestanku)

Z początku plama była na murze wilgotna,
Jak trumny cień, a potem schnąć zaczęła z boków,
I tak się, jak osoba zwężała suchotna,
I jako runo szarych na niebie obłoków,
I jak przelotny ptaka cień na ścianie białéj,
I jako plama w oku patrzącego drżąca,
Co nie jest na przedmiocie, ale latająca...

(budząc się)

Gdzie matka, tego nie wiem. Zbiegłem kościół cały
I nic nie chciałem mówić, nic nie powiedziałem,
Bo cóż powiedzieć mogłem?...

(wchodzi Matka; ucisza kroku i, wyciągając rękę)

MATKA. Zostawcie go!
CHŁOPIEC. Spałem.
MATKA. Pogrzebu widok, przytem tłum i dym i świece,
Które sprawują duszność.
PORCJA. Perfumy kobiece.
MATKA. Cóż tobie? Źle?... Aniołku!
WACŁAW. (podnosząc chłopca) On tylko żartował.
DZIECIĘ. (do obecnych) Przepraszam państwa...
WSZYSCY. Czemu?
CHŁOPIEC. Pewniem tu chorował.
WACŁAW. E, gdzież tam!
CHŁOPIEC. Ależ proszę!...
MATKA. Cóż?
CHŁOPIEC. Nieprawdaż, mamo,
Mówiłaś raz, że Cezar chorował tak samo?
WACŁAW. Zabawny chłopiec.
PORCJA. (podając czarkę do ust) Wody napij się, aniele,
A tylko pij pomału...
WACŁAW. Chłopcze, pij niewiele!

Na placu głównym.
Wokoło ulice, drzewami ocienione; w głębi widok na zamek i celniejsze budowle. Wiele ludu, świątecznie ubranego, przechadza się lub siedzi na zielonych ławkach pod drzewami.

HAROLD. Wszystko dziwnie się plecie
W tego państwa tu świecie,
A, kto rzeczby spisował
I połączyć chciał, pewno
Ciągby gorzej popsował.
Tak bo oschle i rzewno,
Tak wrzaskliwie i głucho,
Tak wątpliwie i pewno,
Tak nie wiedzieć jak... słowem,
Że nie z dziejów te dzieje
Z ich monarchą treflowym.
Ile razy kur pieje,
Tyle razy się chwytam,
Czy nie znikłem w podróży,
I o hotel mój pytam,
I o chłopca, co służy.

(zajmując miejsce na jednej z ław pod drzewem)

Chciałem zacząć tu dramę,
Lecz spleen[19] przerwał mi nagle.
A więc romans? Gdzież! Same
Bez krwi twarze, jak żagle,
Po fal błądzą otchłani,
Aż mi parno w tej bani...

(do swego Cicerone)[20]

CICERONE. Król łaskawie wynalazł
Herb dla miasta i państwa.
HAROLD. A, winszuję, winszuję...
(Artystyczność tyraństwa).
CICERONE. Przytém...
HAROLD. Jeszcze coś przytém?
CICERONE. Człowiek ma być zabitym
Knutem; pono spiskowy,
Lecz to sądem ministrów.
HAROLD. A, ministrów!
KTOŚ TAM. Graf Bystroff
Dosyć bywa surowy...
HAROLD. A, surowy! Cóż począć?
HAROLD, (widząc, iż obcy spogląda ze smutkiem naokoło) Czy pan nie chce tu spocząć? —
KTOŚ TAM. Chciałbym, ale gdzie daléj!...
OBCY. (oddalając się z westchnieniem)
Ta się ziemia zawali!

(bębny dają się słyszeć, potem straż nadciąga i egzekucyjne korowody; środkiem obżałowany postępuje)

HAROLD. Jeszcze bębna też brakło!
JEDNI. Biedny Wacław.
DRUDZY. To lice
Jakże nagle wyblakło...
HAROLD. (szukając, jakby wynijść)
Tam zamknięto ulice
Bagnetowym szeregiem,
Tu lud. Trzeba być szpiegiem,
Żeby cało się ostać...

(do Cicerone)

Czyż tu będą go chłostać?
CICERONE. Trzysta knutów, a potem
W minach[21] z taczką i młotem.
HAROLD. (zatrzymując przechodnia)
Proszę wskazać mi drogę,
Wyjść stąd chciałbym koniecznie —
OBCY. Przejść pan musisz załogę.
CICERONE. Nie wiem, czy to bezpiecznie.
HAROLD. Jakto?
OBCY. Wnosić stąd mogą,
Że swą lubisz iść drogą.
HAROLD. Mam ten zwyczaj, niestety.
OBCY. I że jeszcze coś przytém —

(przeciskając się w tłumie, do Harolda)

Przecudowne kobiety!...
HAROLD. (ciągnąc rozmowę dalej)
Cóż?...
OBCY. Że panu niemiło,
Iż knut bywa użytym —
HAROLD. O tem mi się nie śniło.
OBCY. A — to proszę też ze mną,
Będę zaraz mu służył.
HAROLD. Bardzo mi to przyjemno.
OBCY. Mnie, któregoś pan użył.
HAROLD. O nie, panie, mnie raczéj.

(giną w tłumie)

DZIECKO. (w tłumie) Jeszcze katów nie widać.
KOBIETA. Cóż ta zwłoka dziś znaczy?
URZĘDNIK. Pewno raczą co przydać
Do wyroku ministrów.
OBYWATEL. Może zaspał Graf Bystroff.
PIERWSZA DAMA. A pfe, lampa noc całą
I dzień cały, bywało,
W jego świeci balkonie...
DRUGA DAMA. O, biedaczek...
URZĘDNIK. Na chwilę
Wesprze czasem też skronie
I zamruży powieki...

ROŻNE KOBIETY. Ah!...
KTOŚ TAM. Bogdajby na wieki.
OBYWATEL. Cóż bo chcecie, prac tyle!...

(słychać bębny, tłumy się nieporządnie rozłamują; ruch w głębi placu, potem krzyki).

RZESZA. Oto już w bęben biją, wkrótce przyjdą katy...
WIELE GŁOSÓW ZMIESZANYCH.
Z drogi! Precz z drogi!!...
JEDNI. Cóż to?
DRUDZY. Strzał!
INNI. Wystrzał z armaty!

(wrzawa się zwiększa, a w głębi placu dym, zamieszanie, strzały ciągłe)

RZESZA. Cóż to za zamęt? W gardle przeciwnej ulicy
Trębacze na spienionych koniach, i łucznicy,
A przodem na królewskim rumaku pacholę
I wiele ludu, w krzywe zwianego półkole...
PACHOLĘ. (z konia rękę wznosząc)
Dość jest — królewski zamek pali się...
JEDNI. Łzy nasze!!...
DRUDZY. Krew nasza!
MATRONY. (w tłumie) Dzieci naszych jęki na Sybirze!
I tych, co we wnętrznościach płaczą już..
STARZEC. Przepaszę
Biodra, pójdę klęczkami na żwirze
Do Jeruzalem...
GŁOSY ZMIESZANE. Wody!
RZESZA. Siarki!...
STARZEC. Niebo pada!
PORCJA. (w tłumie) Wacławie!
WACŁAW. Gdzież są nasi?!
KTOŚ TAM. Poszła już gromada.
INNI. A wojsko gdzie królewskie?
KTOŚ TAM. Jedni wbok się miotą,
A drugich śladem broni porzuconej snopy,
Co iskrzą się ciepławą pożaru ozłotą...
GŁOSY ZMIESZANE. (w głębi sceny)
Hurra!...
JEDNI. Wystrzały ciągłe —
DRUDZY. (za sceną) Zdobyto okopy!

(scena wypróżnia się)

GŁOSY. (za sceną) Hurra...

(Po niedługim przestanku cały plac jest pusty. Harold tylko, oglądając się wkoło, powstaje, a dalej starzec, prawie ślepy, rękami po drzewach drogi szuka — mrok coraz to gęściejszy)

STARZEC. (do Harolda się zbliżając) Co słyszę? Zda się, okopy zdobyto?...
HAROLD. Nic nie wiem, nie rozumiem... W wulkanu koryto
Jak stary Plinjusz wszedłem z tabliczkami w ręku.
STARZEC. (poznając cudzoziemca)
A, pan nie z naszych?
HAROLD. To jest — jak pan chcesz nibyto.

(Harold podaje Starcowi ramię i mają się ze sceny)

STARZEC. Wam, młodym, dobrze czasem posłuchać i jęku,
I pobić się, pohulać. Niech Bóg błogosławi
Wacpana, a wnuk kiedyś niech tak nie zostawi —
Choć dobrze zrobił — tylko czy trafię do chaty?...
HAROLD. (z atencją)[22] Służę mu.
STARZEC. Żeby nie te po dachach granaty,
To z moim wzrokiem, nie wiem, jakbym się obrócił.

(zdaleka coraz większy dym nadpływa, gdzieniegdzie czerepy granatów padają)

Póki się zamek palił, widniej było nieco.
Gmach duży, król nieboszczyk miljony w to rzucił...

(przechodzą)

RZESZA. (przez scenę przebiegając) Hurra!!...
HAROLD. A teraz zboczmy!
STARZEC. Z głowniami znów lecą...



Przypisy

  1. a potem nazwać je albo tragedjami albo komediami. A jeżeli będą w użyciu przez dwieście lat, nie będą niczem nowem dla tych, którzy ów czas będą nazywać starożytnym.
  2. Giommaria Cecchi (1518—1587), komediopisarz włoski.
  3. ...w teatrze królewskim, gdzie widzieliśmy sen nocy letniej, którego jeszcze nie widziałem i już nie będę oglądał, bo to sztuka najniedorzeczniejsza, najśmieszniejsza jaką kiedykolwiek oglądałem w życiu.
    (Dziennik i korespondencja Samuela Pepysa, sekretarza admiralicji za Karola II i Jakóba II).
  4. Charon, w mitologji greckiej przewoźnik dusz zmarłych do Hadesu.
  5. diorama (grec.) — właściwie duży obraz, malowany na przeźroczystej tkaninie z obu stron, wyglądający efektownie przy sztucznem oświetleniu, dzięki grze świateł i barw; tu tyle co panorama (rozległy widok).
  6. plebs (łac.) — lud, tłum, motłoch.
  7. dajmon (grec.) — zwykle: demon; duch (zazwyczaj zły), istota nadprzyrodzona.
  8. cug (niem.) — przewiew, zaprząg — tu: szereg, wielka liczba.
  9. histrio, słowo etruskie, oznaczało u Rzymian aktorów; dziś w znaczeniu pogardliwem: komedjant.
  10. lapidarny (łac.), ryty w kamieniu, stąd: zwięzły, dosadny.
  11. Publius Cornelius Scipio Africanus Maior (235—183 przed Chr.), pogromca Kartaginy.
  12. Ugolino, bohater tragicznej opowieści (śmierć głodowa ojca i dzieci) w «Piekle» Dantego.
  13. Ś. p. Władysław Wężyk — z oryginalności pióra (a więcej z przymiotów osobistych) między młodzieżą polską znany — umieścił był w Bibljotece Warszawskiej wyjątek ze wschodnich swych podróży, gdzie romans Krokodyla i lamenty jego opowiada, podobnie jak o delfinie Plinius junior w listach. (P. P.).
  14. Jedno z dobrodziejstw, w imię Trójcy Przenajświętszej, kongresem wiedeńskim akordowanych najłaskawiej Krakowa mieszkańcom, tak zapowiedziane znajdujemy:
    «Par unc suite de cette concession S. M. I. et R. apostolique a résolu de permettre également à la  ville libre de Cracovie d’appuyer ses ponts à la rive droite de la Vistule — et d’y attacher ses bateaux» — Sztuka stawiania mostów (które na jednym brzegu ostaćby się nie mogły) wpłynęła dzielnie na zupełne dotrzymanie onej obietnicy. Akt niniejszy umocowany został podpisami książąt Metternicha i Hardenberga, niemniej hrabi Razumoffskiego w swojej części. Kładą się te szczegóły, ażeby nie posądzano nas o wymysł komiczności zbyt płochej. (P. P.).
    W myśl tej koncesji Jego Ces.-król. Mość apostolska postanowił pozwolić również wolnemu miastu Krakowowi oprzeć swe mosty o prawy brzeg Wisły i przywiązywać tam swe łodzie.
  15. Arabowie dzisiejsi wśród chłodnych nocy na pustyni używają mumij w braku drzewa, zapalając ogniska. (P. P.).
  16. gryf (gr.-łac.), bajeczne stworzenie: lew z głową, dzióbem i skrzydłami orła.
  17. scripsi (łac.) — napisałem.
  18. noctiluca (łac.) — «świecąca podczas nocy», księżyc (po łac. rodzaju żeńskiego).
  19. spleen (ang.) — chorobliwy rozstrój nerwowy, objawiający się zobojętnieniem dla wszystkiego, chorobliwe przygnębienie.
  20. cicerone (włos.) — przewodnik, oprowadzający i objaśniający.
  21. mina (łac.) — kopalnia.
  22. atencja (łac.) = uszanowanie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cyprian Kamil Norwid.