Zagłoba swatem/Scena XIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Sienkiewicz
Tytuł Zagłoba swatem
Podtytuł Komedja w jednym akcie
Pochodzenie Pisma zapomniane i niewydane
Data wydania 1922
Wydawnictwo Wydawnictwo Zakładu Nar. Imienia Ossolińskich
Drukarz Drukarnia Zakładu Narodowego Im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron



SCENA XIV.
OLIWJUSZ
(zaciera ręce)

Najlepiej się stało!... Najlepiej! z duszy, serca dziękuję wam, mości Łykaj-beju.

ŁYKAJ-BEJ

Ej! taki ja Łykaj-bej, jak i ty Łykaj, bośmy już obaj łykali i jeszcze będziemy.

OLIWJUSZ

Jakto?

ŁYKAJ-BEJ

Tak to, że kulig skończył się weselem. Poznaj mnie i moje fortele. Zagłoba sum!

OLIWJUSZ

Co? Kulig? Wesele? Pan Zagłoba?...

ŁYKAJ-BEJ

Któren nie takich, jak waść, wywodził w pole.

OLIWJUSZ
(chwyta się za głowę)

Violentia! Raptus puellae! Simulatio! Gwałt! Kryminał! Odpowiesz waść za to przed trybunałem!

ZOSIA
(błagając)

Ojcze!

OLIWJUSZ

I ty, wyrodna, w zmowie przeciw mnie! Bodaj was zabito! Ślub unieważnię, napiszę do konsystorza i wszystkich przed trybunał!

ŁYKAJ-BEJ

Trybunał! Jeśli nie rozumiesz, żeś przegrał, toś taki prawnik, jak rycerz. A to ci nie wstyd będzie wyznać, że cię na dudka wystrychnięto? Stchórzyłeś, jak zając wśród ogarów, jakże to? Będziesz własną hańbę publikował?

OLIWJUSZ
(zgnębiony)

Co robić? co robić?

ZAGŁOBA

Niema rady! Ale ja waści co innego powiem... Kiep ten, co żołnierza w rodzie nie ma. Chwalebniej krwią służyć Rzeczypospolitej, niż gębą pieniaczą. Zaremba żołnierz, jak osa, pomyśl, żali nieprześpieczniej ci będzie za plecami takiego zięcia. Przyjdzie starość, przyjdzie niedołęstwo, kto cię od przygody uchroni?... No... rozczulże się waść! Czy nie miałbyś pragnąć szczęścia własnego dziecka i dobrej szabli pod dachem?... Czyż nie chciałbyś mieć wnuków?... Pobłogosław im, nie z musu, jeno z serca. Oto klękają przed tobą dzieci — nie wzruszyszże się, hm? mrugasz, dobry znak!

WERONIKA

Nie wzruszaj się waćpan!

MARCJANNA

Zadrwiono z waćpana!

WERONIKA
(z pogardą)

Kto? kto? Taki Zaremba, taki golec!

ŁYKAJ-BEJ

Co, Zaremba golec? Ma dobra na księżycu, a i ja mu zaraz zapiszę swoją majętność — w Arabji, tam, gdzie pieprz rośnie. Szelmą jestem, jeśli tam pieprz nie rośnie!

OLIWJUSZ
(zaczyna się śmiać).


WERONIKA
(ciągnie go za rękaw)

Nie wzruszaj się waćpan!

OLIWJUSZ

Milczcie, stare szczypawki! Właśnie, że się wzruszam... Błogosławię wam, dzieci. In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti.


ZAGŁOBA

Amen!

(otwiera ramiona i ściska Oliwjusza)

Niech żyje Oliwjusz! A huknąć mi na wiwat z samopałów — i niech żyją państwo młodzi!

KONIEC SZTUKI.


Komedję tę, która w całości ukazuje się tutaj po raz pierwszy, wystawiono na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie w dzień jubileuszu Sienkiewicza, 22 grudnia roku 1900.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Sienkiewicz.