Z psychologji sekty

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Henryk Kazimierowicz
Tytuł Z psychologji sekty
Pochodzenie Przegląd Katolicki. 1931 nr 9.
Data wydania 1931
Druk Drukarnia Archidiecezjalna
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Z PSYCHOLOGJI
SEKTY
napisał
Ks. Dr. Henryk Kazimierowicz

WARSZAWA — 1931
ODBITKA Z „PRZEGLĄDU KATOLICKIEGO“

Drukarnia Archidiecezjalna, Warszawa Krak. Przedm. 71.




Każda sekta przypuszcza jakiś większy pień macierzysty, od którego się oddzieliła. Świadczy o tem i etymologiczne znaczenie samego wyrazu. Ze względu więc na to, że mamy do czynienia z dwoma terminami: a quo — pniem macierzystym, i ad quem — sektą samą, wypadnie poddać je właśnie omówieniu, gwoli uzyskania poglądu na genezę sekty. Pozatem należy uwzględnić i współczynniki w ten lub inny sposób biorące udział w zaistnieniu nowych skupisk religijnych.
Weźmy za punkt wyjścia jakiś konkretny fakt sekciarstwa. Niech to będzie n. p. sekciarstwo rosyjskie, powstałe na gruncie prawosławia, lub północno-amerykańskie. Fakt gromadnej ucieczki z pod początkowego sztandaru kieruje naszą uwagę w pierwszej linji właśnie na owo podsztandarowe skupienie. Mając już skądinąd pojęcie religji jako wszechobejmującej i zaspakajającej bez reszty wszystkie pragnienia i dążności, wykazywane przez ludzki popęd religijny, w obliczu sekty, stajemy jednocześnie wobec faktu nienasycenia podmiotu. Na to właśnie „nasycenie się“ religją zwracają teologowie w swojej akcji apologetycznej ogromną uwagę[1]. Jeżeli fakt powyższy ma miejsce, jeżeli pragnienia umysłu, woli, uczucia i t. d. zostają w zupełności zaspokojone, wówczas wyprowadzają z tego dowód na nadprzyrodzoność religji — o dużym stopniu prawdopodobieństwa. Odwrotnie znowu, braki pod tym względem percypowane są przez podmiot z uczuciem niezaspokojenia i powodują chęć nasycenia się, właściwą każdej ludzkiej potrzebie. Tymsamem sprawa genezy sekciarstwa przenosi się na grunt psychologiczny z tem wszakże, iż narazie stwierdzamy tylko fakt, bez wypowiadania sądu o wartości tych pragnień, których niezaspokojenie rodzi ruchy separatystyczne. Zawsze bowiem w człowieku będzie miejsce na subjektywizm odczuwań w tym kierunku. Chodzi o zdanie sobie sprawy z zasadniczo psychologicznego tła genezy sekty, o uświadomienie sobie, że powodem odszczepieństwa jest albo objektywny, albo subjektywnie tylko widziany i mniej lub więcej mocno odczuwany brak w systemie, którego od urodzenia było się wyznawcą, albo też adherentem przez swą osobistą decyzję. Głód n. p. słowa Bożego, bardzo mało albo nawet wcale nie głoszonego z ambon w prawosławiu, toruje drogę sektom o wysokim poziomie kaznodziejstwa. Wyolbrzymienie znowu tamże roli strony obrzędowej przy całkowitym prawie braku pogłębienia osobniczej kultury religijnej przez większą bezpośredniość obcowania ze Stwórcą w modlitwie myślnej, adoracji, częstej Komunji św. — daje asumpt do powstawania sekt bezobrzędowvch i obchodzących się bez udziału właściwego kapłaństwa[2]. Od macierzy anglikańskiej oddzielają się purytanie, niwelujący doszczętnie stronę hierarchiczną i liturgiczną, jako rzekomo nie zaspokajające pragnień, „czystej duchowości“, dalej metodyści, których znowu drażnił indyferentyzm i bezkarność wyższych sfer anglikańskich, formalizm kościoła panującego i jego rozluźnienie. Liczba sekt, które dokonały secesji od rodzimego luteranizmu lub kalwinizmu dla tych czy innych, urojonych czy istotnych powodów, jest trudna do wymienienia. Jakkolwiekbądź jednak religijny podkład secesji zdaje się nie ulegać wątpliwości. Punkt ten wszelako należy omówić nieco szerzej i subtelniej.
Przedewszystkiem uderza nas fakt, że przy powstawaniu pewnych nowych ugrupowań sekciarskich, działają czynniki zgoła nie religijnej natury. Raz są one bardziej ogólne — pochodzenia społecznego, politycznego lub nawet gospodarczego, to znowu wkraczają w sferę ambicyj twórczych i organizacyjnych, swych nieraz nieprzeciętnych założycieli. Ograniczmy się przykładami z bliższej nam rzeczywistości. Kościół narodowy bpa. Hodura, znany na amerykańskim i polskim gruncie, począł się z niesnasek, jakie wynikły między katolikami Północnej Ameryki na tle uregulowania sprawy tytułów własności kościołów i objektów parafjalnych. Uzasadnienie dogmatyczno­‑moralne oderwania się zostaje później „dorobione“ jako element wyraźnie wtórny. Gospodarczą genezę wspomnianego ruchu stwierdzają bez żenady sami przedstawiciele kościoła narodowego na łamach własnej pracy perjodycznej[3]. Marjawityzm polski, z początku ruch wybitnie pietystyczny, uzyskuje oblicze wyraźnie sekciarskie od chwili gdy św. Officjum odmówiło swego approbatur w stosunku do nowopowstałej konstytucji zakonnej i zakwestjonowało wizje założycielki, (1904 i 1906), wychodząc nie tyle z dogmatycznego, ile z dyscyplinarnego i prawno­‑kanonicznego założenia. Rola zawiedzionych ambicyj założycieli zdaje się nie podlegać w tym wypadku zakwestjonowaniu. Ograniczywszy się chwilowo do tych przykładów, mogących uchodzić za reprezentatywne w danym zakresie zjawisk, rozpatrzymy teraz, w jaki sposób czynniki heterogeniczne uzyskują religijne zabarwienie, sakralizują się niejako, przechodząc przez to do innego zakresu. Snop światła na problem rzuci nam uświadomienie sobie związku religji z życiem uczuciowem. Zakładając, przynajmniej prowizorycznie, że wyznawcy danej grupy, religijni i praktykujący, pozostają w dobrej wierze, mamy do rozwiązania zagadnienia, w jaki sposób nabyli tej dobrej wiary. Bezwątpienia zjawia się tu klasyczny okaz wnioskowania emocjonalnego, o afektywnem pochodzeniu[4]. Przypuszczać zawsze należy, że czynniki heterogeniczne, o których mówimy, są dość mocne. Jako takie, wkraczają w sferę uczuciowego zainteresowania, że już nie powiem gorącego afektu podmiotu. Wiemy, że przeżyta silna emocja zawiera w sobie akt skróconego wnioskowania, gdzie konkluzją jest sąd egzystencjonalny, będący z jednej strony afirmatywem przeżywanego tonu uczuciowego, z drugiej zaś — projekcją w świat zewnętrzny własnych naszych chceń. I właśnie w sekcie projekcjonuje się w sferę czysto religijną, pod warunkiem, że jest intensywnie i błogo odczuwaną, naszego świata osobistych doznań, jako mogących ją tylko dodatnio modyfikować i jako część integralną całej budowy, działającej już jako nowa i nienaruszalna całość dogmatyczno-moralno-liturgiczno-prawna. W ten sposób pobudki polityczne, społeczne, gospodarcze, artystyczne lub osobiste, mocno odczute, bez trudności mogą „wdzierać“ się w obcą sobie sferę już to jako nowe dogmaty lub modyfikacje starych, już to jako impulsy wolowe w kierunku nowych działań.
Wytworzona na tym stopniu świadomość żyje niepokonalną fikcją, iż źródło jej poczynań wkracza w dziedzinę czysto religijnej ideologji. Oczywiście, że przy tego rodzaju samowmówieniu występuje już w dobrej wierze jako świadomość wyraźnie religijna, w subjektywnem swem przeświadczeniu walcząca tylko o religijną rzeczywistość.
Sekty, rodzące się na podkładzie intelektualno-dogmatycznych albo moralnym, posiadają już o wiele przejrzystszy punkt wyjścia. Przedewszystkiem występuje jawnie ich religijne tło, zaś powody separacji każdorazowo można sprowadzić albo do błędów myślowych, albo do subjektywizmu odczuwań — tych codziennych zjawisk, ujawniających się ostro zwłaszcza przy braku najwyższego autorytetu.
Powracając do pierwiastkowej tezy postaram się dać definicję sekty, opartą na powyższych rozważaniach. Przez sektę rozumiem ruch religijny separatystyczny, powstały na podłożu odnośnego nienasycenia. Ten t. zw. separatyzm stanowi tu pierwiastek formalny, w praktyce zaś przejawia się w odłączeniu się od macierzy, uzyskania własnej organizacji i życia swem samoistnem życiem. Dopóki to nie nastąpi, nie mamy potrzeby mówić o sekcie. Będzie się miało do czynienia najwyżej z ruchami i sporami w łonie pierwotnego pnia, co składa się dopiero na pierwiastek materjalny sekty, występującej formalnie tylko przez wspomniany separatyzm. Modernizm albo katolicyzm „postępowy“, będący wynikiem usiłowań, pragnących na swój sposób pogodzić społeczeństwa współczesne z Kościołem, jest zaledwie ruchem w dziedzinie wiary, teologji, filozofji i prawa kościelnego, stąd tylko w sposób nieścisły nazywany bywa sektą. To samo tyczy się amerykanizmu, racjonalizmu w teologji i t. p.
Wyżej podane określenie sekty brzemienne jest następstwami. Jeżeli podstawowym czynnikiem zaistnienia sekty jest nienasycenie, to odwrotnie brak lub mała ilość sekt dowodziłaby, iż to upragnione nasycenie jest, zaś zadowolenie stąd powstałe nie zostawia poprostu miejsca na samorzutne dążności ku sekciarstwu, ewentualnie na wzejście odnośnego posiewu. Przeniósłszy to wnioskowanie na grunt katolicyzmu po soborze trydenckim przekonamy się, iż właśnie fakt powyższy ma miejsce w naszem wyznaniu. Katolicyzm nie jest terenem wdzięcznym dla powstawania sekt. Ostatnie 4 wieki po jego odrodzeniu widziały kompletny rozkład protestantyzmu, idący od wewnętrznych prądów decentralizacyjnych. Ten sam obraz przedstawia schizma wschodnia. Rzymski katolicyzm nie może pochwalić się taką „różnorodnością doświadczenia religijnego“. I absolutnie i stosunkowo liczba oderwanych odeń sekt jest wielkością znikomą. Oto ich krótki wykaz: janseniści, staro-katolicy, marjawici i kościół narodowy. Stan liczbowy każdej z nich jest mniejszy aniżeli stan średniej diecezji polskiej, prozelityzm żaden, z wyjątkiem chyba kościoła narodowego przejawiającego pewną działalność misyjną. Z drugiej znowu strony działalność sekciarstwa protestanckiego w środowisku katolickiem nie cieszy się powodzeniem. Długotrwała obserwacja tych zjawisk pozwala na przypuszczenie, że łatwiejsze jest w katolicyźmie przejście do indyferentyzmu i ateizmu, aniżeli do innowierstwa, wyjąwszy wypadki zgoła niereligijnej natury, jak względy rodzinne, życiowe i t. p. Czemu należy przypisać podobne nastawienie? Oto chyba tylko temu, że katolicyzm zaspakaja bez reszty wszystkie duchowe i religijne pragnienia natury ludzkiej aż do granic sytości, że jest tak wewnętrznie bogaty i obfity, iż odbiera chęć i utrąca możność szukania czegoś innego lepszego na drodze pobocznej. I o stwierdzenie tego właśnie bogactwa treści katolicyzmu, chodziło nam w niniejszej pracy, którą kończymy słowami S. Brzozowskiego, przedziwnie dociekliwego krytyka struktury duszy kulturalnej. „Kościół posiada swoje krypty dla samotników, kaplice dla myślicieli, baszty dla rycerzy: to co orle i to, co podziemne w ludzkiej duszy, znajduje tu schronienie. Istnieją całe systemy głębokich filozoficznych, artystycznych koncepcyj świata, które uzasadniają posłuszeństwo kościołowi, ale jednocześnie pozostawiają myśli indywidualnej bezgraniczny niemal przestwór dla spekulatywnych dociekań, intensywnej kultury ducha[5].
Współczynnikami powstania i utrwalenia sekciarstwa może być wszystko z zakresu natury ludzkiej, gdyż sekta religijna zwykle zachacza i apeluje do całej natury. Ze względu tedy na tę różnorodność wymaga kwestja współczynników ruchu sekciarskiego osobnego opracowania w postaci studjum z zakresu psychologji socjalnej.


Przypisy

  1. Por. cykl. Bpa Bougaud, Chrystjanizm i czasy obecne, v. Noort. De vera religione 19072 str. 89—97. Ad Tanguerey, Synop. Theol. Dogm. Fundam. Tom 1, str. 144—155.
  2. X. K. Dębiński. Raskoł i sekty praw. cerkwi rosyjskiej, W‑a 1911: tamże obszerna literatura przedmiotu.
  3. Por. rocznik Polski Odrodzonej, dwutygodnika kościoła narod. w Polsce, passim.
  4. H. Maier, Psychologie d. emotionalen Denkens, Tübingen, 1908. por. roż: Myślenie afektywne.
  5. S. Brzozowski, Legenda młodej Polski, Lwów, 1910, str. 65.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Kazimierowicz.