Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziesiąta/Rozdział XXXV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziesiąta
Rozdział Rozdział XXXV
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziesiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ XXXV.
O ciekawości.

Tu jeszcze dodać należy inny rodzaj pokusy, która nas zewsząd mnogiemi niebespieczeństwy otacza. Oprócz pożądliwości naszego ciała przymięszanéj do wszystkich uciech zmysłowych i roskoszy, któréj szalony zapał miłości trawi swych służalców, oddalających się od ciebie: wkrada się przez zmysły do duszy inna jeszcze żądza, która nie dla uciechy ciała, ale przez ciało doświadczenia żąda, owa próżna i ciekawa chciwość nabywania wiadomości, imieniem nauki osłoniona. Ponieważ ona zależy na żądzy poznawania, a wzrok piérwszém jest do poznawania rzeczy narzędziem, więc ją pismo Boże „pożądliwością oczu[1]“ nazywa.
Widzieć, właściwie do oczu należy; ale tego wyrazu i do innych zmysłów znaczenia używamy, kiedy je do poznania przedmiotów stosujemy. Ponieważ nie mówimy: słuchaj jak się lśni, albo wąchaj jak błyszczy, albo skosztuj jak jaśnieje, dotknij się jak się świeci; ale jeden i ten sam wyraz służy dla wszystkich: patrzaj. Nie tylko mówimy patrzaj jakie światło, co właściwie do oczu należy, lecz niemniéj: patrzaj, jaki głos, jaki zapach, patrzaj jaki smak, obacz jakie to twarde.
Ogólne przeto zmysłów doświadczenie, jak się wyżéj powiedziało, pożądliwością oczu się zowie; a chociaż widzenie jest piérwszą i właściwą funkcyą oczu, używają go zarówno inne zmysły, kiedy przez poznawanie dochodzą jakiéj prawdy. Stąd nie trudno poznać różnicę, czyli z pobudki roskoszy albo ciekawości zmysły działają. Roskosz ubiega się za przedmiotem pięknym, melodyjnym, przyjemnym, smacznym, pachnącym i gładkim; ciekawość zaś nawet przeciwnych jemu próbować chce rzeczy, nie dla tego, iżby przykre wrażenie ponosić lubiła, ale pragnie doświadczać i wiadomości nabrać. Jakąż nam roskosz sprawić może widzenie rozszarpanego trupa, na którego ze wstrętem patrzymy! a jednak zbiegają się do niego zewsząd, by z tego widzenia nabawili się smutku i bladości. Lękają się bowiem, aby im się nie przyśniło jego widzenie, ale któż ich przymusza widzieć go na jawie? albo jakaż pogłoska piękności zachęciła i pociągnęła ich do niego? Tak niemniéj i o innych zmysłach mówić można, rozbieranie których długoby się ciągło. Dla uleczenia choroby téj żądzy, pokazywane bywają na teatralnych widowiskach dziwy rozumu. Ona to usiłuje zgłębić najskrytsze tajniki natury zasłonione przed nami, których świadomość na niewiele się przyda, a ludzie nic tak nie pragną, jak zbadać je dla nasycenia swéj ciekawości. Z niéj to wylęgły się owe przewrotne badania przez sztuki czarodziejskie; ona wreszcie i w saméj religii aż do kuszenia Boga posuwa się, kiedy od niego znaków i cudów żąda, nie dla zbawienia, ale dla wymyślonych doświadczeń.
W tym niezmiernym lesie pokus, pełnym zasadzek i niebespieczeństw, ileż nie odciąłem już i daleko odrzuciłem zarośli od serca mojego? jak mi to łaska twoja do tego pomogła, o Boże zbawienia mojego! A jednak kiedyż poważę się powiedzieć: widząc codzienne życie nasze natłokiem wrażeń rzeczy nagabane, które jako rój pszczół nieustannie brzęczą około niego; kiedyż poważę się powiedzieć, że żadne z pomiędzy nich więcéj już wzroku mojego nie zajmuje, że zdolny jestem potargać i zdeptać wszelkie sidła próżnéj ciekawości? Prawda, że w czasie obecnym na widowiska teatralne jestem obojętny; nie wiele już dbam o wiadomość gwiazd przechodów, nigdy się dusza moja nie zapytywała cieniów zmarłych, i brzydzę się wszelką świętokradzką umową czarnoksiężników. Ale o Panie, o Boże mój, któremu w głębokiém upokorzeniu i prostocie serca, jako najlichszy poddany winienem służbę, jakże zdradliwém poduszczeniem podnieca mnie nieprzyjaciel, abym żądał od ciebie jakiego cudu? Zaczém, błagałem cię przez Króla naszego, przez świętą i czystą ojczyznę naszę Jeruzalem, że jako to występne zezwolenie na żądanie cudu do tego czasu dalekiém jest od mojéj duszy, aby zawsze i coraz bardziéj od niéj się oddalało.
Kiedy cię proszę o zdrowie dla którego z bliźnich naszych, inszy daleko jest cel méj prośby; ty czyniąc według swéj woli, udzielasz mi twéj łaski, nigdy mi jéj nie odmawiasz do zgadzania się z twoją wolą. A jednak jakże liczne fraszki i pogardy godne drobnostki zwodzą jeszcze codziennie ciekawość moję! któż wyliczyć zdoła te pokusy i częste w nie upadki moje? Ileż to razy słucham próżnych gadek, i cierpliwie je z początku przyjmuję nie chcąc obrazić słabości opowiadających, a potém rad im ucha nastawiam? Nie z taką ciekawością przypatruję się psu goniącemu zająca w okołach, lecz jeżeli mi przypadkiem przejeżdżającemu w polu podobne widowisko się zjawi, może mnie od jakiéj głębokiéj myśli oderwać, i całą moję uwagę zwrócić na siebie; nie zmusza mnie wprawdzie, bym cuglami konia skierował za niém, lecz zapęd mojego serca wstrzymuje. A gdybyś nie przestrzegł mnie o mojéj słabości, i zaraz nie natchnął, bym albo odwrócił mój wzrok od tego widowiska do myśli podnoszącéj mnie ku tobie, albo téż, bym pogardziwszy niém daléj pojechał, zostałbym tém próżném roztargnieniem zatrzymany. Ale cóż to mówię? oto gdy w domu siedzę, czyliż i świércz muchy łapiący, albo pająk wikłający je w siatkę wpadające, nie zajmuje mojéj uwagi? Czyliż dla tego, że te zwierzęta są tak małe, ta ich robota mniéj zajmuje moję ciekawość? Przechodzę stąd do wysławiania ciebie cudownego Twórcy i Władzcy całego przyrodzenia, ale nie z téj pobudki uważnym być poczynam. Inną to jest rzeczą rychło powstać, a inną nigdy nie upaść. Całe atoli moje życie pełne jest takowych pomyłek, a nieogarnione miłosierdzie twoje jedyną jest nadzieją moją. Gdy bowiem serce nasze jest miejscem, w którém zawiązują się podobne rzeczy, i nosi w swém łonie gromady nasion rozlicznych fraszek znikomych, wtedy zdarza się, że modlitwy nasze często są niemi przerywane i pomieszane, a gdy przed obliczem twojém głos serca naszego do uszu twoich podnieść usiłujemy, nie wiem skąd próżnych myśli napadem, tak ważna sprawa przerwaną zostaje.




Przypisy

  1. I. Jan. 2, 16.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.