Wspomnienia o Sokratesie (tłum. Emilian Konopczyński)/Wstęp/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ksenofont
Tytuł Wspomnienia o Sokratesie
Część Wstęp
Rozdział O Sokratesie
Redaktor Henryk Struve
Data wydania 1896
Drukarz A. Gins
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Emilian Konopczyński
Tytuł orygin. Απομνημονεύματα
Źródło skany na Commons
Inne Cała część
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
2. O Sokratesie.

Sokrates urodził się w Atenach 469 r. przed Chr. Pochodził on z rodziny, wywodzącej wprawdzie swój początek z odległej starożytności, jeszcze od mitycznego Dedala, lecz posiadającej bardzo skromne mienie. Ojciec jego Sofronisk był rzeźbiarzem, matka Fenareta — akuszerką. Sokrates początkowo zajmował się także kunsztem swego ojca i jeszcze w drugim wieku po Chr. pokazywano u wejścia do ateńskiego akropolu grupę, przedstawiającą Gracye, jako pracę dłuta jego. Nie mógł jednak niezwykle badawczy i głęboki umysł Sokratesa pozostać obcym dla tego ruchu intellektualnego, wzbudzającego dziś jeszcze podziw, jakiego ogniskiem około 450 r. przed Chr. stały się Ateny, które już poprzednio dzięki zwycięstwom swym nad Persami zajęły przodujące stanowisko pomiędzy państwami greckiemi pod względem politycznym. Przypuszczać można, że, jakkolwiek Sokrates był jeszcze młody, chciwie zaznajamiał się z nauką sławnych naówczas filozofów: Parmenidesa, Zenona, Anaksagorasa i Archelausza, bądźto z pism ich, bądź też bezpośrednio przez osobiste z nimi zetknięcie, gdy ci, zwabieni rosnącą z dniem każdym wielkością Aten, podążyli z najodleglejszych stron do tej stolicy ówczesnego życia umysłowego. Kształcił się prócz tego Sokrates, dzięki pomocy bogatego przyjaciela swego Krytona, w tem wszystkiem, co uważało się za niezbędne dla człowieka wykształconego owych czasów, a więc w muzyce[1] u znakomitego mistrza Damona, który był także nauczycielem Peryklesa, i u Konnosa, w matematyce u Teodora z Cyreny.
Gdy nadeszła pora właściwa, pełnił Sokrates, jak każdy Ateńczyk, obowiązki obywatelskie: służył wojskowo podczas oblężenia Potydei (431—429), gdzie wzbudzał podziw swą wytrwałością na głód i zimno, dalej w bitwie pod Delium (424 r.), gdzie, w czasie ucieczki towarzyszów z pola bitwy, Sokrates pozostał przy swym dowódcy i, mężnie walcząc, razem z nim zwolna się cofał. W ogóle jednak niechętnie brał udział w życiu publicznem swego kraju, nie dlatego, żeby był obojętnym na ważne zadania państwowe, lecz ponieważ nie wierzył, aby wobec istniejących urządzeń i praw swej ojczyzny mógł zdziałać coś pożytecznego. W innym wszakże charakterze miał oddać Sokrates ojczyźnie swej niespożyte usługi, które okryły ją sławą, a imię jego zrobiły nieśmiertelnem.
Poświęcił się on całkowicie szukaniu prawdy i każdego do tego nakłaniał. Uważał zaś tę działalność swoją za missyę, powierzoną mu od Boga i w następny sposób ją objaśniał, gdy stanął przed sędziami: ...„Znacie zapewne Cherefonta[2]... Otóż on to pewnego razu, przybywszy do Delf, śmiał zapytać się wyroczni, czy jest człowiek mędrszy nade mnie? I odpowiedziała mu Pytia, że mędrszego nie masz nikogo.... Zgłębiając znaczenie wieszczej odpowiedzi, muszę — myślałem sobie — obejść wszystkich, którzy, według ludzkiego zdania, coś wiedzą. I dalibóg, Ateńczycy, znalazłem się wobec takiego oto zjawiska, iż u tych właśnie, których najbardziej wysławiano za ich rozum, gdym ich, posłuszny bóstwu, poddawał memu badaniu, znajdowałem największy prawie brak rzeczywistej mądrości; — inni zaś, uważani powszechnie za pośledniejszych, wydali mi się ludźmi, daleko bardziej zasługującymi na miano rozumnych.... I dziś jeszcze posłuszny Bogu chodzę pomiędzy ludźmi i, jeśli mi kto wygląda na mądrego, poddaję go takiemu rozbiorowi i badaniu: i jeśli nie widzę w nim mądrości, stoję po stronie bożej i wyświetlam mu, iż nie jest on mądrym.... Tak, poświęciwszy się całkiem służbie bożej, żyję pogrążony w nędzy ostatecznej[3]....“
Tak objaśniał działalność swoją Sokrates, i była ona, istotnie, wielkiem dobrodziejstwem dla Aten, gdyż rozprzężenie umysłów przybierało tam z dniem każdym większe rozmiary. Filozofowie podkopali podwaliny dotychczasowych wierzeń i nie mogli przyjść z sobą do zgody, aby w ich miejsce coś trwałego postawić. Każdy z nich inne wygłaszał teorye i zasady. Nad wszystkiemi zapanowała ta, że „człowiek stanowi miarę wszystkich rzeczy,“ jak dowodził Protagoras, pierwszy i najznakomitszy z pomiędzy sofistów. Tak nazywali się w Grecyi ludzie, którzy uważali się za powołanych uczyć innych — nie sposobów szukania prawdy, gdyż, podług nich, prawdziwem dla każdego jest to, co takiem mu się być wydaje, ale tylko tak umiejętnego posługiwania się mową, aby przy jej pomocy można było zwalczyć zdanie przeciwnika, jakkolwiek najsłuszniejsze, i zapewnić przewagę swemu, choćby ono nic słusznego w sobie nie zawierało. Znajdowali zaś tem łatwiej powolnych sobie słuchaczów, że przy panujących w państwach greckich rządach demokratycznych umiejętność wskazująca środki, jak wpływać na przekonania innych i zmieniać je na dogodne dla siebie, odgrywała bardzo wielką rolę. Nabierali więc sofiści z dniem każdym coraz większego znaczenia i wpływu, a nawet majątku, gdyż drogo kazali nauki swoje opłacać. Nic więc dziwnego, że pod wpływem szerzących się nauk tego rodzaju zaczęła zanikać różnica między prawdą i fałszem, cnotą i występkiem i tworzył się zamęt w pojęciach, co dobre, a co złe, co godziwe i co przeciwne temu.
W czasach takiego właśnie rozstroju zjawił się Sokrates. Nie widząc możności usunięcia zamętu w sferze pojęć o początku i budowie świata, jaki zostawili w spuściźnie po sobie dawniejsi filozofowie, uważał on za rzecz nierównie ważniejszą wystąpić przeciwko zamętowi, jaki szerzył się w dziedzinie pojęć moralnych, czego źródłem była niezgodność w rozumieniu najpierwszych i najogólniejszych pojęć, jakiemi są: dobro i złe, sprawiedliwe i niesprawiedliwe, pożyteczne i szkodliwe i t. d. Znajdując przyczynę tej niezgodności w niepewnej obserwacyi zmysłów, Sokrates widział jedyny środek usunięcia jej w dokładnem wytwarzaniu pojęć, gdyż, zdaniem jego, nie materya, lecz kształtujące ją pojęcie czyni rzecz każdą tem, czem ona jest, i tym sposobem tylko pojęcie przedstawić może jej byt prawdziwy. Według więc Sokratesa, prawdziwa wiedza polega na znajomości pojęć, a prawdziwa cnota na działaniu zgodnem z wytworzonemi prawidłowo pojęciami. Określa on przeto cnotę jako wiedzę; nie ma zaś, zdaniem jego, dla człowieka ważniejszego przedmiotu do badania i poznania, jak sam człowiek. Za najpierwszy też przepis w życiu uważał ten, jaki był wyryty na świątyni Delfickiej: „Poznaj samego siebie,“ — będąc przekonanym, że niezbędnym warunkiem znalezienia prawdy jest, aby człowiek poznał, co w nim jest zdrożnego i błędnego, że dopiero po takiem oczyszczeniu i uwolnieniu się od wszystkiego, co mu prawdę samą zasłaniać może, zdoła ją odnaleźć.
Do takiego badania siebie nieustannie zachęcał w rozmowach Sokrates wszystkich, którzy go słuchać chcieli. Był on zaś mistrzem niezrównanym w prowadzeniu tych rozmów. Przedewszystkiem starał się dojść do pojęcia danej rzeczy, poddając ścisłemu rozbiorowi panujące zwykle o niej wyobrażenia za pomocą dyalektyki, czyli sztuki tworzenia pojęć, — a, nie wydając bynajmniej siebie za jakiegoś mędrca, który chce innym narzucać swe poglądy, lecz przeciwnie za człowieka, który sam pragnie nauczyć się czegoś od innych, rozpoczynał rozmowę od prawd najprostszych, z któremi przeciwnik jego dobrze był obeznany, i dopiero stopniowo przez szereg pytań, postępując do pojęć coraz ogólniejszych i prawd więcej złożonych, starał się doprowadzić przeciwnika do zeznania, że w sferze tych prawd i pojęć wiedza jego jest żadna, a następnie pomódz mu do ich odszukania. Takie postępowanie swoje przyrównywał Sokrates do czynności, jaką pełnią kobiety, niosące pomoc przy porodach, twierdząc, że i on pomaga tylko innym do wydobycia z samych siebie prawdy, której wyjściu na jaw przeszkadzały dotychczasowe mylne pojęcia i poglądy, jakie opanowały ich umysł. Metoda ta jest powszechnie znaną pod nazwą sokratycznej.
Że tak niezwyczajny człowiek, jakim był Sokrates, całą duszą oddany pewnej idei, m usiał z jednej strony wywierać potężny wpływ na umysły zwłaszcza młode i wrażliwe, a z drugiej budził niechęć ku sobie, szczególniej w ludziach, mających pretensyę do przewodnictwa w kraju, wykazując ich ograniczoność, — jest łatwem do zrozumienia. Przytem mógł współziomkom swym wydać się niebezpiecznym nowatorem, zrywającym z tradycyą, ponieważ głosił, że nie wolno źle czynić nawet wtedy, gdy się doznało krzywd, i powoływał się, objaśniając postępowanie swoje, na wewnętrzny głos boży (δαιμόνιον), który nie pozwalał mu popełniać niesprawiedliwości, ponieważ wreszcie nie był zwolennikiem demokratycznych urządzeń ateńskich.
Z usposobienia Ateńczyków, nieprzyjaznego dla Sokratesa, skorzystali ludzie mu niechętni, którzy, dając po części folgę swym osobistym urazom, wystąpili z publicznem oskarżeniem przeciwko Sokratesowi, że nie uznaje religii panującej w kraju i że ma zły wpływ na młodzież. Złączyli się w tym celu bogaty garbarz Anytos, obrażony na Sokratesa za to, że mu syna odwodził od fachowych zajęć ojca, mało znany poeta Meletos i jeszcze mniej znany mówca Lykon. — Skarga przekazaną została sądowi przysięgłych, złożonemu z 557 obywateli ateńskich. Sokrates w poczuciu swych wielkich dla kraju zasług nie chciał się bronić w sposób, do jakiego zwykle uciekali się oskarżeni, starając się wzbudzić w sędziach litość i współczucie dla siebie, lecz, wykazując pożytki dla współziomków z swej dotychczasowej działalności, oświadczył, że zasługuje nie na karę, ale raczej na najwyższą nagrodę. Nie znalazły te pełne godności słowa należytego oddźwięku w większości członków sądu — narzędzi demagogii i ciemnoty — i Sokrates, 70-letni starzec, jakkolwiek nieznaczną większością głosów, uznany został za winnego i następnie skazany na śmierć w maju 399 r., osieracając żonę Ksantyppę oraz trzech synów Lamproklesa, Sofroniska i Meneksena. Śmiercią swą męczeńską dał on najwymowniejsze świadectwo prawdziwości i wzniosłości swej nauki.
Jakkolwiek sam Sokrates nic nie pisał, liczni jednak uczniowie rozpowszechnili jego naukę i przekazali ją potomności. Do nas doszły wszakże prace dwóch tylko z nich: Platona i Ksenofonta. Podane w przekładzie tu obecnie tego ostatniego „ Wspomnienia o Sokratesie“ dadzą nam możność poznania choć w części nauki i charakteru wielkiego mędrca.

Przypisy

  1. Przez muzykę rozumieli Grecy wszelką duchową działalność zarówno naukową, jak i artystyczną, zwłaszcza filozofię, poezyę, mimikę, orchestykę. (t. j. taniec w połączeniu z grą na cytrze i śpiewem), a nawet wróżbiarstwo.
  2. Rodem z Attyki, jeden z najżarliwszych przyjaciół Sokratesa.
  3. Platona Obrona Sokratesa w przekładzie Adama Maszewskiego. Warszawa 1885 r. (R. 5 i następne).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ksenofont i tłumacza: Emilian Konopczyński.