Wróżki i wróżbici

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anton Czechow
Tytuł Wróżki i wróżbici
Podtytuł (Obrazki przednoworoczne)
Pochodzenie Partja winta
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wydania 1926
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Mieczysław Birnbaum
Tytuł orygin. Гадальщики и гадальщицы
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Wróżki i wróżbici
(Obrazki przednoworoczne)

Staruszka-niania wróży podtatusiałemu intendentowi.
— Droga — mówi niania.
— Jaka?
Niania pokazuje ręką na północ. Podtatusiały intendent blednie.
— Pan jedzie — dodaje staruszka — a na kolanach pan ma worek pieniędzy.
Twarz podtatusiałego intendenta rozjaśnia się.


...Urzędniczyna siedzi przy stole i przy świetle dwu świec wpatruje się w lustro. Zgaduje jakiego wzrostu maści i temperamentu będzie jego nowy, niemianowany jeszcze dotychczas, naczelnik... Wpatruje się w to lustro godzinę, dwie, trzy... Migają mu już przed oczami gwiazdki, skaczą pałeczki, fruwają jakieś nitki, a naczelnika jak niema, tak niema! Nic nie widać: ani naczelników, ani podwładnych. Mijają cztery godziny, pięć... Aż mu się sprzykrzyło czekać na nowego naczelnika. Wstał, machnął ręką i westchnął.
— Widocznie miejsce będzie nieobsadzone! — mówi sam do siebie. — A to niedobrze. Niema nic gorszego nad bezkrólewie!...


...Panienka stoi w podwórzu za bramą i czeka na przechodnia. Musi się dowiedzieć, jak będzie miał na imię jej przyszły. Ktoś nadchodzi. Panienka prędko otwiera furtkę i pyta:
— Jak panu na imię?
W odpowiedzi na pytanie swoje słyszy ryk i przez uchyloną furtkę widzi wielki ciemny łeb... Na łbie rogi...
— Może i słusznie — myśli panienka. — Różni się tylko pyskiem.


...Redaktor pisma codziennego stara się wywróżyć los swego dziecięcia.
— Daj pan spokój! — radzą mu. — Chce się też panu denerwować. Zostaw pan!
Redaktor nie słucha i wpatruje się w gęsty osad kawy...
— Rysunków dużo — mówi redaktor. — Ale djabli je tam wiedzą... To są rękawiczki. To — podobne do jeża... A tu znów nos... Jak mojego Makara... O, cielę... Nic nie rozumiem!...


...Doktorowa wróży sobie przed lustrem i widzi... trumny.
— Jedno z dwojga — myśli. — Albo ktoś umrze, albo mąż mój będzie miał w tym roku dużą praktykę...






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Anton Czechow i tłumacza: Mieczysław Birnbaum.