Wizerunki książąt i królów polskich/Bolesław Wstydliwy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wizerunki książąt i królów polskich
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk S. Orgelbranda Synowie
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Ksawery Pillati,
Czesław Borys Jankowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
BOLESŁAW WSTYDLIWY.


Piękna legenda przypisuje królowej Kindze odkrycie żup solnych Wielickich, w których pobożna pani miała swój pierścień rzucony w kopalnie węgierskie odnaleźć.
XIV.
Bolesław Wstydliwy
Ur. d. 1 lipca 1221 r. — Po ojcu naznaczony d. 15 listopada 1227 r.
Obejmuje rządy 1238 r. — Um. 10 grud. 1279.
Kraszewski Wizerunki książąt i królów polskich ornament 14.png

D


Długie, jedno z najobfitszych w klęski, jedno z najburzliwszych panowań, długo osłania się imieniem Bolesława syna Leszka, który miał zaledwie lat sześć, gdy ojca jego zdradziecko zamordowano.
Konrad mazowiecki, stryj jego, miał prawo opieki nad małoletnim; ale Krakowianie rozumieli to dobrze, iż gdyby mu ją raz objąć pozwolili, popadliby w ręce samowolnego okrutnika. Powołano więc Henryka Brodatego, którego charakter lepszą był rękojmią, że sieroty nie wywłaszczy. Ale Konrad nie myślał się poddać owemu wyborowi i zbrojną ręką postanowił dobijać się o opiekę, a raczej o zdobycie Krakowa.
Postępowanie Konrada mazowieckiego z Henrykiem Brodatym, którego zdradą pochwycił i w więzieniu osadził, tak, że ledwie usilne prośby św. Jadwigi wyzwolić go zdołały, znęcanie się nielitościwe nad nieszczęśliwą wdową Grzymisławą, którą pochwyciwszy osmagać kazał i więził z małoletnim Leszkiem w Czersku a potem w Sieciechowie — malują okrutnika.
Wszędzie, gdziekolwiek o skarbach przez księżnę złożonych dowiedział się Konrad, napadał i łupił nawet kościoły i klasztory. W końcu jednak, nie mogąc się mierzyć z Henrykiem, widząc się odepchniętym przez Krakowian, musiał zrzec się opieki, którą objął Henryk Brodaty, rządząc w Krakowie aż do zgonu (r. 1238).
Kilkoletnie to gospodarstwo zapewne nie było bez wpływu na zaludnienie stolicy Niemcami, których Szlązk był już pełen. Później napłynęło ich jeszcze więcej, lecz w ciągu opieki Henryka, same stosunki handlowe z Wrocławiem już im tu drogę wskazały.
Bolesław spędziwszy młode lata z matką w więzieniu u stryja, w prześladowaniu, ucisku, potem pod bokiem pobożnego opiekuna Henryka, usposobił się do owej pobożności i ascetyzmu, których wzory miał na dworze książąt szlązkich. Złamała w nim energię za wczasu przecierpiana niedola.
Jak wszyscy ówcześni książęta, rozpoczął Bolesław życie bardzo młodo, bo w ośmnastym roku życia widzimy go już żonatym z córką Beli, króla Węgier.
Tak samo Krzywousty i Leszek napół dziećmi wychodzą na wojnę, a wszyscy prawie żenią się przed dwudziestym rokiem.
Objęcie rządów przez Bolesława następuje w chwili najgroźniejszej, w chwili nawały Mongołów pod wodzą Batego, która miała się oprzeć aż o mury Krakowa.
Strasznem zniszczeniem przeszedł potop tej dziczy po ziemiach polskich, i nie wstrzymał się w pochodzie zwycięzkim aż do krwawej bitwy pod Lignicą. W pamiętnym tym boju, zginął z częścią mężnego wojska polskiego Henryk Pobożny, syn św. Jadwigi i Henryka Brodatego.
Bój ten prawdziwie epickich rozmiarów, opromieniony cudownością jakąś, na kartach dziejów jaśnieje jak najwspanialszy poemat, po nad którym w obłokach stoi św. Jadwiga z suchemi oczyma, Bogu ofiarująca swe dziecię.
Wszystko zapowiadało klęskę, ale przed heroizmem chrześciańskich rycerzy cofnęła się pogan tłuszcza. Wał trupów polskich zaparł jej drogę do Europy.
Młodemu Bolesławowi nie dano się narazić na niebezpieczeństwo.
Na głowie jego spoczywała przyszłość zwierzchniej dzielnicy polskiej. Musiał jechać do Węgier.
Spustoszenie owo przez Tatarów, nie licząc wyludnienia, miało nadzwyczaj smutne skutki dla Polski.
Rozproszona najazdami ludność w części się schroniła w niedostępne lasy i błota, gdzie dziczeć musiała, w części stała się jakby koczującą, w obawie nowych napadów nie śmiejąc stalej osiadać.
W spalonych i złupionych klasztorach i kościołach nieoszacowane skarby poszły z dymem; zginęły rękopisma i księgi, które już za Kazimierza rozpowszechniać się były poczęły.
Pod wpływem trwogi zmienić się musiały i zachwiać wszelkie w kraju stosunki, a dalsze rozwijanie się, cywilizowanie, na długo było wstrzymane.
Może straty rzeczywiste w ludziach nie były tak wielkie, jak je kroniki podają; ale zmieniły się warunki bytu, osadnicy się rozproszyli, opróżniły się dla śmielszej kolonizacyi niemieckiej właśnie najżyzniejsze i najotwartsze kraju okolice.
Oprócz tego najazdy wpłynąć musiały na rozwój miast a zahamować do pewnego stopnia osiedlanie się wiejskie, bo wygnały niedobitków w niedostępne lasy i trzęsawiska, albo je zapędziły pod mury i wały grodów obronnych. W miastach zaś przeważał już osadnik niemiecki, i po napaści Mongołów, wszystkie grody coraz wybitniej niemczeć musiały.
Korzystając z niebytności Wstydliwego, kusili się o Kraków: Bolesław Łysy szlązki i Konrad stryj. Ten ostatni, jak zawsze, radził sobie gwałtem, bo zwoławszy dla układów panów krakowskich, uwięził ich i po zamkach porozsadzał.
Przyszło do orężnej z Konradem walki, która po zwycięztwie nad nim odniesionem, dała chwilowe wytchnienie. Konrad, nie mogąc zagarnąć dzielnicy synowca, pustoszył ją nielitościwie. Nie pomogły na to ani klątwy duchowieństwa, ani nawet nowe najazdy Mongołów. Wśród tych klęsk słabym i nieśmiałym okazuje się Bolesław, chroniąc się na Węgry z rezygnacyą chrześciańską, lecz politowania godnym brakiem energii rycerskiej.
Jest to chwila takiego zamętu, napadów, zdrad, podstępów, walk domowych, pasowań się bezsilnych iż niemal o lepszej przyszłości powątpiewać było można.
Obok świętych mężów i niewiast, katujących się dobrowolnie męczenników, zjawiają się prawdziwie potworne postacie nawet na stolicach biskupich — jak Paweł z Przemankowa, — których zdrada kraju nic nie kosztuje i nic dla nich świętego nie ma. Wszystko posunięte do ostateczności. Rozpasanie to ociera się współcześnie o świątobliwych mężów i niewiasty pokutujące po klasztorach, o małżeństwa ślubami czystości porozłączane, jak Bolesława Wstydliwego. W tych rażących sprzecznościach zbrodni bezwstydnych i najskrajniejszego ascetyzmu — maluje się wiek ów na pół dziki, namiętny, rozpłomieniony, w złem i dobrem nieznający granic. Na tle jego czysta, piękna, ale blada i niema stoi postać Bolesława Wstydliwego, który duchem mieszka w niebie i koronę niebieską przenosi nad ziemską. Jedynym czynem rycerskim Bolesława, dowodzącym, że w nim krew przodków nie zastygła zupełnie, jest wyprawa i zwycięztwo odniesione nad Jadźwingami, których całe plemię wytępiono. Na opustoszone po nich ziemie nowi ciągnęli osadnicy.
Wspominaliśmy już wyżej o kolonizacyi niemieckiej; wiodła ona za sobą nietylko ludność obcą, ale i prawa obce — niemieckie. Tak w tym kraju zniszczonym rozterkami i nieładem, zagrożonym najazdami Mongołów i Litwy — troiste prawo mnożyło zamęt, rozbijając ludność jego, dzieląc ją na warstwy oddzielne.
Znaczniejsza część mieszkańców podlegała staremu prawu polskiemu, zwyczajowemu; wyjęte z pod niego były dobra duchownych i poddane przepisom prawa kanonicznego; na ostatek osadnicy niemieccy zapewnione sobie mieli własne prawo, które do kraju wnosili.
Zwierzchnia władza, która wedle testamentu Krzywoustego miała być przy Krakowie i Bolesławie, przestała mieć rzeczywiste znaczenie; nikt jej nie słuchał, a Bolesław nie był usposobiony do jej odzyskania.
Jedyną organizacyę, spójnię pewną między dwiema częściami wielkiej całości stanowiła hierarchia duchowna, władza biskupów pod głową arcybiskupa gnieźnieńskiego. Chociaż i z tą siłą przeważną kościoła próbowali walczyć niesforni książęta, stanowiła ona jednak hamulec, była potęgą rzeczywistą, przeciw której porywano się, ale jej zwyciężyć nikt nie mógł. Czerpała siły swe po za krajem.
Bolesław i żona jego Kinga, oboje świątobliwi i pobożni, stanowią obok rodziny św. Jadwigi, z błogosławioną Salomeą i Jolantą dziwnie na czarnem tle wieku odbijający jasny obraz ludzi nie z tego świata, pomnych tylko na zbawienie własne, myślami mieszkających w niebiosach — gdy do koła krwią i płomieniem ziemia pustoszeje — pokutujących za grzechy.
Niemożna tej karcie odmówić uroku, jakim promienieje, chociaż zapomnienie wszelkich obowiązków doczesnych cień rzuca na nią. W istocie, cudem łaski jest, że przy tak niedołężnych rządach, przeciągających się tak długo, razem z pogrzebioną ideą państwa, nie poszło ono w gruzy na wieki i nie stało się łupem sąsiadów.
Nie zbywa na szczegółach świątobliwej parze, Bolesława Wstydliwego i Kingi. Piękna legenda przypisuje jej odkrycie żup solnych Wielickich, w których pobożna pani miała swój pierścień rzucony w kopalnie węgierskie odnaleźć. Rzecz jednakże pewna, ze sól już tu wprzódy dobywano; lecz Węgrzy przez Kingę sprowadzeni, umiejętniej w żupach gospodarzyć zaczęli i dali im nowe życie.
Kinga, tak samo jak Jadwiga nad Henrykiem, miała przewagę nad mężem, którego charakter łagodny łatwo go wszystkim czynił powolnym. W całem swem życiu takim się nam okazuje. Wizerunki współczesne na pieczęciach (1255) wystawiają go w zbroi, sukni zwierzchniej krótkiej do kolan, w szyszaku śpiczastym, z małym mieczem u pasa. W prawej ręce tarcza z orłem jednogłowym bez korony, w lewej włócznia. Na innej wyobrażony przebijający gryfa. Inna pieczęć: we zbroi, suknia po kolana, szyszak na głowie okrągły, w obu rękach rozwinięta chorągiew, nad nim ręka Opatrzności.
W Assyżu, w kościele dolnym, na fresku przypisywanym Giotto’wi, Bolesław stoi na straży czystości (Castitatis), po rycersku odziany, z mieczem i tarczą, w dole śpiczasto zakończoną. Twarz z brodą i wąsami. Obok niego cesarz Henryk. Jest to najstarszy pewnie wizerunek Wstydliwego z końca XIII lub początku XIV w.
Koralowe popiersie na tabliczce srebrnej, jako wizerunek jego pokazywano w Sybilli. Wątpliwem jest, czy istotnie wyobrażało Bolesława i z jakiego pochodziło czasu.
Portret w kościele kks. Franciszkanów w Nowem Mieście Korczynie, z podpisem: „Beatus Pudicus A. D. 1248,“ — jest świeższego pochodzenia.
Grobowiec znajdujący się w kościele kks. Franciszkanów w Krakowie, niewłaściwie uchodził za nagrobek Wstydliwego dopiero od końca w. XVI-go. Długosz o nim nie wspomina; A. Mylius nie użył go do swych wizerunków królów. Dopiero w r. 1597 drzeworyt Kroniki Bielskiego przypomina go uzbrojeniem i rysami twarzy.
Na wszystkich dawnych wizerunkach zbrojny, z mieczem i tarczą. Hełmy rożne i dziwnych kształtów. (Czacki przywodzi pieczęć na dyplomie, w mitrze rogatej nakształt infuły).
Inny wizerunek w Wąchocku.
Żywot świętej Kingi poświadcza, iż nawykła do żywota ascetycznego od dzieciństwa, skłoniła męża do podzielenia go z sobą. Bolesław w początkach napróżno starał się złamać jej postanowienie. Przez lat kilka żyli zupełnie rozłączeni, ona w klasztorze, on samotny. Uległ w końcu pobożnej małżonce, i życie na wzór św. Jadwigi wiedli potem, mieszkając razem z sobą do zgonu. Zamek krakowski za tego panowania był prawdziwym klasztorem. Po śmierci męża, Kinga natychmiast przywdziała szaty zakonne, i zamknęła się w Nowym Sączu, gdzie życia dokonała i pochowana. Stary wizerunek jej i posąg tam się znajduje.
Inny obraz w Nowym Korczynie (Beata Cunigundis fundatrix eccl. 1248), oraz u Panien Franciszkanek w Krakowie (klęcząca z rękoma rozpostartemi, w obłoku Chrystus).

Sztychowali wizerunki św. Kunegundy między innymi: J. A. Friendt, G. Rossi, Bidenharter, Tobiasz z rysunku Nasini’ego (r. 1631-1716), A. Lorenzini i t. d.

Mówiliśmy już o tem, jako o znamieniu czasu, iż właśnie w tej epoce, obfitującej w święte niewiasty, w pobożnych rycerzy, w królewny umywające nogi ubogim kalekom, w książąt idących na krucyaty dla odzyskania grobu Pańskiego, — obok takich ludzi, nawet w ich rodzinach, jawią się potworne rozwiązłością, wyuzdane, bezwstydne, bez czci i wiary postacie.
Razem niemal stoją przy sobie: w Krakowie Bolesław Wstydliwy z żoną, zachowującą przez całe życie ślub czystości, wyrzekający się wszelkich ziemskich widoków i rozkoszy, — na Szlązku Henryk Brodaty tak samo żyjący ze świętą Jadwigą, — syn ich heroiczną śmiercią ginący w walce z Tatarami, — dalej Probus, poeta, minnesinger niemiecki, opiewający miłość, — a w końcu Łysy Rogatko, rozpasany okrutnik, dla którego nic świętem nie było.
Łysy ów, jako potworny owoc swojego czasu, wart jest, by o nim choć kilku słowami się wspomniało. Był on synem Henryka Pobożnego, poległego pod Lignicą, a św. Jadwigi wnukiem.
W czasie, gdy Wstydliwy uchodził z Krakowa przed Mongołami i do Węgier się schronił, Łysy usiłował opanować jego dzielnicę, równie jak Konrad mazowiecki. Nie dopuszczono go do niej, więc wojował potem, chcąc braciom odebrać ich działy na Szlązku; mieniał je i frymarczył niemi; w ciągłych zatargach i wojnach, częściami ziemie odprzedawał i zastawiał. Nierządny a zawsze grosza chciwy, niekiedy pieszo się musiał włóczyć po kraju, dawniej swoim, wodząc za sobą ulubionego grajka i śpiewaka, nucącego mu pieśni, z którym się nigdy nie rozstawał.
Więzili go Ligniczanie, on zaś brata pochwyciwszy, trzymał go w niewoli; chwytał i więził biskupów i księży. Wyklinano go napróżno. Żona pieszo od niego uciekać musiała, a nałożnica i skrzypiciel pozostali przy szaleńcu.
Dziki, miałkiego umysłu, namiętny, porywczy, nie miał spokoju w życiu, i rodzinie też, dopóki żyw był, nie dawał pokoju. Korzystając z jego nieporadności, Niemcy się rozpościerali w jego dzielnicach, — a on też sam już, jak całe potomstwo św. Jadwigi, choć Piast, więcej był Niemcem niż księciem polskim.

Henryka II ks. szlązkiego, poległego w bitwie z Tatarami pod Lignicą r. 1241, jest grobowiec wzniesiony w kościele św Jakóba, potem Wincentego, we Wrocławiu. (Kościół założony 1240 r.)
Ciało syna św. Jadwigi, pozostałe na pobojowisku bez głowy, rozpoznano po lewej nodze, i złożono w kościele św. Jakóba, gdzie Anna żona jego grobowiec mu wzniosła. Stał on w pośrodku chóru aż do r. 1664, w którym go przeniesiono na prawą stronę ołtarza w miejsce niebardzo widoczne. W r. 1832 znowu go przywrócono na dawne miejsce uroczyście, odnowiono i pomalowano, jak był. Prawą rękę utrąconą tymczasowo zastąpiono drewnianą, a potem dorobiono z gliny (rzeźbiarz Mächtig). Podstawę monumentu, wedle rysunku Herrmann’a, wykonał Bungenstab.
Starożytną jest tylko płyta zwierzchnia z piaskowca malowanego. Rysunek między innemi w Conversations Lex. für bildende Kunst. V. 377. Litografował też Santer.
Pod głową księcia leży na dwie połowy rozłamana tarcza z orłem polskim; pod nią jakby hełm. Głowa spoczywa na zbroi około której draperya szkarłatna. Na niej ciemno-czerwona czapka książęca, w górze w strefy złote ozdobna i nasadzona kamieniami; takaż opaska czapki. Płaszcz książęcy czerwony, w tył zgarnięty, na piersiach utrzymuje czworograniasta spinka wysadzana. Ciało do bioder okrywa pancerz gładki, objęty pasem rycerskim, zdobnym w kamienie. Brzegi złocone. Z pod zbroi wystaje koszulka druciana, widna na szyi i na łokciach; nogi okryte blachami. Brzeżki ich wszędzie złocone. W prawej ręce trzyma kopię, w lewej miecz i tarczę z orłem szlązkim. U nóg zwyciężony Tatarzyn. Napis do koła głoskami scholastycznemi świeżo dodany.
Inne książąt szlązkich pomniki we Wrocławiu.
Jolanta (Jukulenta) księżna kaliska (Helena?) w 1235 r., córka Beli IV króla węgierskiego i Maryi córki Aleksandra cesarza greckiego, w roku 1256 zaślubiona Bolesławowi Pobożnemu, owdowiawszy, wstąpiła do klasztoru w Krakowie razem ze św. Kunegundą i Salomeą król. halicką. Zmarła w klasztorze gnieźnieńskim 6 marca 1298 r.; kanonizowana 1827 r.
Sztychował S. Bianchi.
Władysława Pobożnego księcia polskiego, zm. r. 1276, nagrobek u kks. Franciszkanów w Krakowie, po lewej stronie wielkiego ołtarza. Postać rycerza cała w zbroi; w ręce rodzaj buławy (masse d’armes); na głowie szyszak. Tarcza z orłem jednogłowym bez korony. Pomnik to zagadkowy. Zob. Stronczyński w „Bibl. Warszaw.“ 1849-go roku, czerw., str. 502.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.