Wiersz radosny, czyli dytyramb

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Piosnka pastusza Wiersz radosny, czyli dytyramb • Wybór poezyj • Liryków księga druga • Adam Naruszewicz Do Księdza Stefana Łuskiny...
Piosnka pastusza Wiersz radosny, czyli dytyramb
Wybór poezyj
Liryków księga druga
Adam Naruszewicz
Do Księdza Stefana Łuskiny...

I. Wiersz radosny, czyli dytyramb[1].
(Z okazyi zupełnego ozdrowienia Jego Królewskiéj Mości).




......Non ego sanius
Bacchabor Edonis: recepto
Dulce mihi furere est Parente.
Horatius.


O! ty, co wiecznie krążąc wkoło płodnéj ziemi,
Otaczasz ląd i wody lejcy ognistemi,
A nieupracowanym tocząc wieki ruchem,
Rzeźwisz gnuśne żywioły wszytkożywnym duchem,
Migni, o złote słońce, dzielniejszym promykiem!
Niech twe bystre dzianety, rączym sprzęgłe szykiem,
Promienne zjeżą grzywy, a trakt gwiazdolity
Lotniejszemi, dzień niosąc, przemierzą kopyty.

Już się przetarło niebo ćmą zamglone,
Złamały karki wydmuchy szalone,
Pierzchnęły chmury; już się czarna błaga
Krętopłomienne krusząc bełty flaga.

Wszytko połyska, wszytko się śmieje,
Morze pagórków szklanych nie leje,
Ani groźnemi wzdęte wiatrami,
Zadyszonemi robi piersiami.

Rzeki, ściągając brzeżne ramiona,
Do pierwotnego cisną się łona,
I dawnym płynąc gościńcem chyżo,
Suchy brzeg srebrnym językiem liżą.

Znak-to jakiś radości, znak niepospolity:
Do twego się przychyla, Lachu znakomity,
Samo niebo wesela, i z tobą napoły
Same się cieszą nieme żywioły.
Już twój monarcha, już twój pan życzliwy,
Łaskawy, kochający ojczyznę, niemściwy,
Po tak długim niewidaniu,
Gwoli twojemu żądaniu,
Wdzięczną twarz znowu stroskanym
Raczył okazać poddanym!

Już jako pierwéj wesoły i zdrowy,
Miodopłynnemi wita wszytkich słowy,
I gdzie go wzywa pożyteczna praca
O dobru twoim, szczęśliwie powraca.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech będzie długo ociec nasz żywy!

Jędze szalone, jędze płaczorode
Chciały z pasterza ogołocić trzodę
I drogie jego z ciemnych tajni skrycie
Ukrócić życie.

Już go rozbojnym otoczyli stadem,
I kul i szablic osypując gradem;
Mieli go w ostrych zębach krwawi wilcy,
Zdrajce, opilcy.

Lecz Bóg, co parą ust, jak wiotche plewy,
Wiekokorzenne rozprasza modrzewy
I na groźnego morza nurt ponury
Przerzuca góry,

Przez krótką nader chwilę nas zasmucił
I ojca dziatkom kochanego wrócił,
Ani dopuścił, aby złość zuchwała
Górę brać miała.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech będzie długo ociec nasz żywy!

Tak kwiat różany wpośrzód ogroda,
Tocząc nakoło liść różnokrasy,
Ledwo powietrzna zagrzmi niezgoda,
Wypadszy z bożka wietrznego prasy,

Chyląc szkarłatną główkę, omdlewa,
Piaskiem i gęstym gradem ubity;
Flora się gorzkim płaczem zalewa
I klnie żałosna los nieużyty.

Lecz skoro ruda okropna zleci,
I z kirów dżdżystych niebo wytłoczy,
Znowu się dźwiga, znowu się świeci,
I dawnym blaskiem napawa oczy.

Na swego króla poczet zielony
Patrząc, nową się otuchą krzepi,
Myśląc, że kiedy pan ocalony,
Będzie i jego czeladce lepiéj.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech długo będzie ociec nasz żywy!

Tak gdy się Neptun rozjadowi szumny,
Tłukąc aż w niebo mokremi tarany,
A brat przeciwnie, na swym tronie dumny,
Nie chce mu z góry ustąpić wygranéj,

Zmącone żartkim wichrem niebo warczy,
Szyją trójzębe z ognia wite groty:
Ledwo ich Brontes i Sterop dostarczy;
Jęczą liparskie kowadła i młoty.

Rozruch po kuźni: sam się Wulkan poci,
Sapią piersiste gęstym miechy duchem,
Ów kleszcze chwatkie kręci, tamten młóci,
Trzykroć od ucha zamasznym obuchem.

Skwirczą harcone w Stygu brudnym szyny,
Miedź się ryczałtem wrząca z pieców leje,
Sypią się kłęby dymne przez kominy,
Taż sama paszcza ćmę i ogień sieje.

Tymczasem, gdy się stąd pali, stąd pluska,
Z drogiemi okręt zachwycony sprzęty,
Nim dma łaskawszym nurt skrzydłem pomuska,
Biedzi się, walcząc z bystremi odmęty.

Maszty się kruszą, płótna się szamocą,
Pryskają kotwy, śmierć się mokra wciska,
Reje się tłuką, powrozy tarkocą,
Strach równy, czy się niebo mgli, czy błyska.

Liczny na brzegu w ostatnim ucisku
Przeklina kupiec nieszczęsne rozruchy,
A co znacznego miał nadzieję zysku,
I skarbów razem stradał i otuchy.

Aż gdy się gniewy ściszą niespokojne,
I ziemna z górną zawrą pokój sfery,
A on zdaleka ozdobiony w strojne
Błyśnie proporce i krasne bandery,

Każdy z radości na brzegu wykrzyka:
Witaj, o! nawo żądana jedynie!
W tobie się wszytkich nas szczęście zamyka;
Tyś kiedy cała, żaden z nas nie zginie.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech długo będzie ociec nasz żywy!

Tak kiedy ptak niesyty do ula przypadnie,
I łacznym dziobem wodza złotego ukradnie,
Brzęczy strojny huf, stojąc pod świetnym sztandarem,
Myśląc, że będzie hucznym odstraszony gwarem

Od swéj pastwy żarłocznéj rabuś, a kradzieży
Pochwyconéj, na gorzki płacz sierot, odbieży.
A tymczasem nie wiedząc, gdzie się im podziewa,
Ta ostrzy szefeliny, ta kołczan nadziewa,
Tamta rzuca miód jary; a jęcząc po matce,
W ledwo zaczętéj z wosku obumiera chatce.
Wszytko ginie pospołu: robotnik z robotą,
Już się do lepkich dzieni kanary nie gniotą.
Cieszą się sprośne osy, wiedząc przez posłuchy,
Że bez króla ul przyjdzie na ich głodne brzuchy.
Wszędy szmer niezrozumny; aż kiedy postrzeże
Czujny strażnik i w ztotą trąbę zabrzmi z wieże:
Jest król, już się nam wrócił, żyje nasz król, żyje!
Wnet się wpół-martwy orszak z swych siedlisk wywije;
A biorąc życie, pańskim orzeźwione okiem,
Te mu staną, łyskając dardami pod bokiem,
Te znoszą do posiłku brane z Hybli miody,
Tamte tłumem do świetnéj prowadzą gospody.
A on im swe miluchno rozwodząc przypadki,
Nie trwóżcie się, powiada, ukochane dziatki!
Pracujmy znowu społem, a za bożym darem
Żal się wasz hojnym wkrótce osłodzi kanarem.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech będzie długo ociec nasz żywy!

Noc zeszła, błysnął okrąg jasno-złoty;
Powracaj każdy do swojéj roboty!
Dzielny żołnierzu, za pana do bitwy,
Księże, do szczeréj za niego modlitwy,
Wiemy, do zdrowéj rady, senatorze!
Niech skibokrajnym pługiem chłopek orze.

Dobra żona dom rozprawi.
Niech się kupiec handlem bawi,
Znosząc zysk wozem i batem,
A rzemieślnik swym warstatem.
Ty zaś, królu, rządź wszytkiemi:
Tak będzie pokój na ziemi.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech będzie wiecznie ociec nas żywy!

Ej! kto kocha monarchę, co żywo zakładaj
Cugi w pyszne karoce, prowadź, siodłaj, wsiadaj!
Strój w złote, w srebrne taśmy wysmukłe junaki,
A w tkane z pereł szory poszóstne rumaki!
Jadą .. chrobocą koły złocistemi bruki,
Siedzą za szkłem odęte kołpaki, peruki.
Ten owego dogania, ten tego dościga,
Wisi stangret na razy, rusza, fuka, śmiga.
Lud się sypie z swych domostw patrzéć na te dziwy.
Widzisz, jako ten nóżki waży białogrzywy
Bucefał? jak zakola pysznie kark łabęci,
Uchem strzyże, rży głośno i ogonem kręci?
Na nim się szachowany lampart, srożąc, jeży,
A on sam trudno dojrzéć, czy leci, czy bieży.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech będzie długo ociec nasz żywy!

Wielki królu! patrz jako wszytko o téj porze
Na twym rozjaśniało dworze,
Jako swe wszyscy zdobią ramiona i głowy
W klejnoty i złotogłowy!
Każdy ci uprzejmemi usty szczęścia życzy,
Twoje zacne cnoty liczy.
Ów uczone papiery w tak wesołym razie,
Na lotnym siedząc Pegazie,
Rozprasza między gminem; wszędy szmer i wrzawa;
Boże chowaj Stanisława!
Huczą stokrotnym gromem, lejąc ogień skory
Z paszczęk śpiżowe potwory.
Wisła się wstecz umyka i, odbiegszy dzbana,
Skąd się toczy powódź szklana,
W nieprzebytéj z Nimfami kark zakrywa trzcinie,
Nim burza radosna minie.
Echa po bliskich kniejach srogi bałuch dłonią,
Jak piłkę wzajemnie gonią,
Odbijając go sobie, aż się ciemne domy
Trzęsą pogodnemi gromy.
Precz obrzydła zazdrości od naszej gromady!
Precz stąd poczcie kudło-gady
Ślepych podsłuchów, szeptów, półgębnych uśmiechów!
Znikni do stygowych cechów!

Ustąp i ty, obłudo z umilonym czołem,
Coś to z postaci aniołem,
Sączysz z ust wdzięczny nektar, a w tymże języku
Hartujesz grotów bez liku,
Któremi w kącie szarpiesz pana mego sławę!
O, plemię padalców krwawe!
Jasny piorunie, zwodna Syreno, na Nilu
Płaczo-bójny krokodylu!
Ustąp i ty przyjaźni dla chleba, dla zysku,
Co masz serce na półmisku,
Afekt w kieszeni; a gdy nędzę twą połatasz,
Z wiatrami równo ulatasz!
Ty, uprzejma szczerości! tu mieszkaj, tu bywaj,
Z nami wespół pokrzykiwaj:

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Niech długo będzie ociec nasz żywy!

Niech Ganimedes puhary stawia,
Niechaj potrawy Hebe zaprawia.
Ty, Apollinie, bożeczku młody,
Daj nam czabana z owéj-to trzody,
Gdyś za Admeta wędrował skotem,
Błądząc palcami w bardonie złotem.
Wyprzęgaj z srebnéj, Cytero, szlije
Tysiączno-barwéj gołąbki szyje,
Ogono-okie pawie, Junono!
Gałęzio-rogie sarny, Latono!
Wszytko dziś na stół ma być włożono,
Czym Neptun morskie zamnaża łono,
Co siecze wiatry wiosły płochemi,
Co stopę kładnie na twardéj ziemi.
Biegaj po owoc, Pomono, złoty,
Co go kutemi ze śpiżu wroty
Atlas opasał, a z górnéj wieże
Stem bystrych oczu czujny smok strzeże.
Ceres, po chleby goń wiatry skoro,
Potrząsaj obrus kwiatami, Floro!
Ojcze Bachusie, kolego wierny,
Sam tu z kredensu ów dzban niezmierny,
Sam owe cztery bezdenne czary
Staremi na wzwyż dziane talary.

Pamiętasz, kiedy chłodkiem po rosie
Już to na Nizie[2], już na Atosie,
Wlekąc za sobą skopce i czopy,
Poiłeś przy swych ofiarach popy?
A kto nie wypił nalanéj duszkiem,
Wziął, podług ustaw, w głowę garnuszkiem.
Zsiądź z twego tronu, bożku rumiany,
Na którym siedzisz bluszczem odziany,
Nie lituj soku z tucznéj jagody;
Nie jutro takie miéć będziem gody.

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Bodajby nasz pan wiecznie był żywy!

Uderzcie w huczne kotły, zabrzmijcie w waltornie,
W krzykliwe trąby, surmy, a gładko, a sfornie!
Lecz nie tym wrzaskiem strasznym, szalonym,
Kiedy sierdzisty Mars w ustalonym
Serdaku walcząc z piekielnym bratem,
W Etnie pławionym macha bułatem.
Na nim federpusz ze lwich grzyw wity,
Powiewne, trzęsąc, najeża kity;
A gdy na stalne dmuchnie puklerze,
Pierzchają z ludem tarcze, jak pierze,
Jęczą misiurki, pękają drzewa,
Śmierć całą garścią rany rozsiewa.
Grajcie wesoło, grajcie radośnie!
Niechaj nam serce z wesela rośnie.
Zamiast płytkiego w ręku oręża,
Kto lepszy, niechaj pełną zwycięża,
Z gron wytłoczoną krwią usta zmacza,
A coraz szklane działa zatacza.

Dokąd cię, Muzo, lube szaleństwo porywa,
Że wszytkie składnych rymów stargawszy ogniwa,
W żadnych się płochy zapęd granicach nie trzyma?
Wybacz, o wielki królu! jako radość, niéma
Tak i pióro swéj miary. Jeśli me Kameny
Skądinąd miéć nie mogą należytéj ceny,

Niech stąd mają przynajmniéj, że serce życzliwe
Śpiewać ci zawsze wiernie będzie, póki żywe:

O dniu radosny! o dniu szczęśliwy!
Bądź, dobry królu, wiecznie nam żywy!
1772, V, 3 — 22.




Przypisy

  1. Wiersz ten z natury swojéj powinien być szumny, różnorymny, nowych słów wiele mający, tak jako o nim Horacyusz pisze, wspominając Pindara w odzie II, księdze 4-éj.
    Seu per audaces nova dithyrambos
    Verba devolvit, numerisque fertur
    Lege solutis.

    Obacz Skaligera, Suidę, Eschila, Ateneusza, Cycerona. W takowym rodzaju wierszów poetowie niezwyczajną radością uniesieni, nie za składem rymu, ale za zmysłu swego bystrością i zapędem iść powinni.

  2. Stosuje się to do Aminty, o którym w sielance IX.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.