Warjat. Do Syxtusa Jasiewicza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Warjat. Do Syxtusa Jasiewicza
Pochodzenie Poezye
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
WARJAT.

DO SYXTUSA JASIEWICZA.



Drogi Syxtusie! tyś od lat dziecinnych
Był mi kolegą, przyjacielem, bratem:
Kiedyż, dla Boga! przestanę z ust innych
Słyszeć a słyszeć, żeś stał się warjatem?

Niegdyś ta nazwa bywała nam wspólną,
Gdyśmy wał z śniegu zlepiwszy śród zimy.
Wierszami z Tassa uczyli młódź szkolną,
Brać w nim, lub bronić mur Jerozolimy.

Lub wiosną, kręgle złocistym papierem
I koguciemi okleiwszy pióry,
Gwałtem w nich drugim kazali z Homerem
Widzieć Achille, Ajaxy, Hektory.

Pomnisz, jak wtedy Professor Wymowy.
Śmiał się, aż płakał, z nas i z naszych braci,
A Matematyk, Xiądz Prefekt surowy,
Trząsł głową, mówiąc: „Poeci–warjaci!”


No! dajmyż na to! Nazwa ta poecie
Służy jak tytuł dziedziczny u świata.
Ależ ty wierszy nie pisałeś przecie —
Tak! — ale czyny poety-warjata!!!

Naprzód na wojnę: — nie wiedzieć zkąd? czemu?
Od książki raptem skoczyć do bułata,
By, coś gdzie czytał, doświadczyć samemu! —
Wybacz! i jam cię miał za pół–warjata.

Potém na wojnie: — pod gradem kartaczy,
Raz wraz dobranéj przodkując czeredzie,
Gnać się z hordami Tureckich rębaczy,
I pewno w myśli marzyć o Tankredzie!

Aż gdyś syt wreście chwały Paladynów,
Wracał jąć radło i pług Cyncynnata,
Półk twój, do wieńca nabytych wawrzynów,
Wplótł ci i nazwę: śmiałego warjata.

Potém po wojnie: — kiedy ci swatano
Familiantkę, i z wianem bogatém:
Tyś wziął sierotę — biedną, lecz kochaną! —
Świat — nie ja — znów cię osądził warjatem.

Był czas zaprawdę, gdy widząc w twym domu
Miłość, i pokój, i anielskie dziecię,
Sędziowie twoi zamilkli od sromu,
I coś nad złoto poczuli na świecie.


Sen to był krótki! — i gdyś, przyjacielu!
Chęć nawet szczęścia zamknąwszy z Nią w grobie,
W ojcu już tylko i obywatelu
Żył powinności, krajowi — nie sobie;

Gdyć urząd tylko był polem do pracy,
A władza służbą krzywdzonych od świata: —
Ol przyjacielu! czyż nie byli tacy.
Co cię i wtenczas brali za warjata? —

Lecz Pan snać z góry upodobał w tobie,
I jak zwykł czynić z wybranemi Swemi,
By duch twój całkiem obrócić ku Sobie,
Wziął ci ostatni skarb serca na ziemi.

I duch twój pojął świętą wolę Pańską,
Wziął krzyż — i wesół po nad ziemię wzlata:
Gdy na cudowną siłę chrześcijańską
Tłum woła: „Exaltacya warjata!“ —

O! przyjacielu! jeśliś z twéj pamięci
I braci serca nie rugował z światem:
Modlitwą twoją dopomóż méj chęci,
Bym mógł być takim, jak dziś Ty, warjatem!
1847.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.