Strona:Poezye (Odyniec).djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Sen to był krótki! — i gdyś, przyjacielu!
Chęć nawet szczęścia zamknąwszy z Nią w grobie,
W ojcu już tylko i obywatelu
Żył powinności, krajowi — nie sobie;

Gdyć urząd tylko był polem do pracy,
A władza służbą krzywdzonych od świata: —
Ol przyjacielu! czyż nie byli tacy.
Co cię i wtenczas brali za warjata? —

Lecz Pan snać z góry upodobał w tobie,
I jak zwykł czynić z wybranemi Swemi,
By duch twój całkiem obrócić ku Sobie,
Wziął ci ostatni skarb serca na ziemi.

I duch twój pojął świętą wolę Pańską,
Wziął krzyż — i wesół po nad ziemię wzlata:
Gdy na cudowną siłę chrześcijańską
Tłum woła: „Exaltacya warjata!“ —

O! przyjacielu! jeśliś z twéj pamięci
I braci serca nie rugował z światem:
Modlitwą twoją dopomóż méj chęci,
Bym mógł być takim, jak dziś Ty, warjatem!
1847.