Uwaga Kary niezliczoney grzechów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Baka
Tytuł Uwaga Kary niezliczoney grzechów
Pochodzenie Uwagi Rzeczy Ostatecznych Y Złosci Grzechowey
Wydawca Onufry Minkiewicz
Data wydania 1766
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
 
UWAGI ROZNE.
RZECZY OSTATECZNYCH
z Uwaga Kary niezliczoney grzechów.

JEZUS MARYA! Cośię to dzieie?
Na dno piekielne Kwapiąc śię, ſmieię
Smiechem ſerdecznym.
Z Góry wdół lecąc, lotów nieſciſkam
Na dardy[1], miecze ſkwapnie śię ciſkam
Zguba w ochocie.
Haki, tortury, i kołowroty
Na kratach, róſztach wieczne obroty
Ognifte ſtoſy.
Siarki, żywice, żarzyſte ſpiże
Dość mi miłe, gdy grzech ſerce liże,
Slepota Wieczna!
Śmiechu ſerdeczny, tyś mi chorobą!
Ze iuż po życiu żywąś ieſt probą,
Rana ſmiertelna.
Recepty zmyſlić nietrafią leki
Choćby pożarły ſetne apteki
tu kres nadziei!
Cięſżkiś mòy grzechu nader w ſumnieniu
Nie lekka plama z ciebie w Imieniu
Zdawna ſzlachetnym.
Sto herbów ſławy niekontentuie,
Piątno niecnoty gdy pieczętuie.
Złość nie do twarzy!

Choćby cię ſkrucha ſtłukła, ſtłoczyła
Przecie pamiątka: złość w ſercu była!
ſkaza nawieki!
Tak ſą ſzkodliwe twe brudy, glozy.[2]
Łyka zdarte, iak ſwieże powrozy
ſerce krępuią.
Co moment, z pola dzień życia ſchodzi,
Przecie ma duſza w exceſſach brodzi
złość zwodą piiąc.
Choć tonie, ginie, gwałtu niewoła,
Moment, iak okręt, pędzi weſoła
wpiekło ſtyruiąc.
Opròcz duſz klęſki, wſzędy ruiny
Wałem śię ſypią, z grzechu przyczyny
wędrowne kary.
Zań latem upał, tuż ſrogość mrozów
Bez koni, wozów, doydą obozów
wſzyku ſtawaiąc.
Tam ludziom ſzyie pod-golą Parki,
Potym nadęte wież, zamkow karki
na łeb ſtrącaią.
Wnet śię rozbłyſzczą w murach wyloty
Gdy grzech wypali kule, i groty
z pomſty możdżerzów
z Marſem wkątr chodzi, nabakier z pokoiem,
On trzęśie zgodą, on rządzi boiem
wietrznik na wſzyſtko.
Niech Pakta będą, z kim chcąc zawarte,
Wraz dokumenta ſtaną podarte

Za płytkim mieczem.
On trwoży dwory, trzęśię Pałace,
Gdy mſciwa pomſta we drzwi kołace
Trwoga w pokoiach.
Za ſtół zaſiada, rwie kęſy z gęby
Dozuć niedadzą, lataiąc zęby:
Febra w jelitach.
Choć śię vivaty zaczną po ſtole
Kiélich z nóg ſpada, á oſchłe wole
dręczy pragnieniem.
Niekontentuią tam krotofile,
Gdzie śię przylepka rozgości niemiłe
wſzytko wywrotem.
Niechſię Sonaty kapel wydadzą
Lub ſerenady, gale zgromadzą
wdzięczne opery,
Niech się wyſila metr[3] kapeliſta,
Zerwie myſl dobrą grzech kompaniſta
threnem wewnętrżnym.
Latem ogrody, Oranżerie,
Flory, Tulipy, roże, lilie
nie uweſelą.
Zimą przeiazdki, brygad parady,
W zapuſt kuliki, miłe ſzlichtady
czoło zakwaſzą.
Wſzędy śię wſćibi ściſły kollega,
Ból ſerce ſciśnie, gdzie grzech dolega
w parze z fraſunkiém.
Próżno myſl ſuſzyć, nic nierozbiie

Melancholii, póki grzech żyie
w Wnętrznym pokoju.
Ktoby zamyſlał ſiły ſtargane
Na betach[4] ſpowić w ſny pożądane
w bez ſenne nocy.
Sen o mil tyſiąc oczu odbiega,
Gdy na ſumnienie trwoga nalega,
grzech jawny nieſpi.
A któraż grzechu złość zliczy karta?
Gdy i Anjoła zamienił w czarta
á kròlow w wołu.
Wielkie, bo w Niebie grzechu rodziny,
A pogrzeb w piekle, z pychy ruiny;
Tak zawſze kończy!
Ten łotr, i Tyran Niebo ſkołatał
Ani ſwey dziury wiecznie załatał
Którą Luciper
Rozdarł dość twardey buty rogami
w Dół na łeb lecąc z Adherentami,
Tak profitował.
Dość że iuż w grzechach ſmiechu, ſzaleńſtwa,
Doda łaſkawie Niebo Zwycięſtwa
Vale[5] bez zwrotu
Boſka Obraza brzydka Maſzkara
w Którey konwoju Plaga i kara:
JEZUS MARYA!
Pod cetnarami duſzę ſtroſkaną
Złości towarem naładowaną
Na ſzalach łaſki

w Niebo winduie moc nieuſtanna
MARYA, Jozef, Joachim, Anna
JEZUS MARYA.



 
UWAGI ROZNE.
RZECZY OSTATECZNYCH
z Uwaga Kary niezliczoney grzechów.

JEZUS MARYA! Cośię to dzieie?
Na dno piekielne Kwapiąc śię, smieię
Smiechem serdecznym.
Z Góry wdół lecąc, lotów niesciskam
Na dardy, miecze skwapnie śię ciskam
Zguba w ochocie.
Haki, tortury, i kołowroty
Na kratach, rósztach wieczne obroty
Ognifte stosy.
Siarki, żywice, żarzyste spiże
Dość mi miłe, gdy grzech serce liże,
Slepota Wieczna!
Śmiechu serdeczny, tyś mi chorobą!
Ze iuż po życiu żywąś iest próbą,
Rana smiertelna.
Recepty zmyslić nietrafią leki
Choćby pożarły setne apteki
tu kres nadziei!
Cięsżkiś móy grzechu nader w sumnieniu
Nie lekka plama z ciebie w Imieniu
Zdawna szlachetnym.
Sto herbów sławy niekontentuie,
Piątno niecnoty gdy pieczętuie.
Złość nie do twarzy!

Choćby cię skrucha stłukła, stłoczyła
Przecie pamiątka: złość w sercu była!
skaza nawieki!
Tak są szkodliwe twe brudy, glozy
Łyka zdarte, iak swieże powrozy
serce krępuią.
Co moment, z pola dzień życia schodzi,
Przecie ma dusza w excessach brodzi
złość zwodą piiąc.
Choć tonie, ginie, gwałtu niewoła,
Moment, iak okręt, pędzi wesoła
wpiekło styruiąc.
Oprócz dusz klęski, wszędy ruiny
Wałem śię sypią, z grzechu przyczyny
wędrowne kary.
Zań latem upał, tuż srogość mrozów
Bez koni, wozów, doydą obozów
wszyku stawaiąc.
Tam ludziom szyie pod-golą Parki,
Potym nadęte wież, zamkow karki
na łeb strącaią.
Wnet śię rozbłyszczą w murach wyloty
Gdy grzech wypali kule, i groty
z pomsty możdżerzów
z Marsem wkątr chodzi, nabakier z pokoiem,
On trzęśie zgodą, on rządzi boiem
wietrznik na wszystko.
Niech Pakta będą, z kim chcąc zawarte,
Wraz dokumenta staną podarte

Za płytkim mieczem.
On trwoży dwory, trzęśię Pałace,
Gdy msciwa pomsta we drzwi kołace
Trwoga w pokoiach.
Za stół zasiada, rwie kęsy z gęby
Dozuć niedadzą, lataiąc zęby:
Febra w jelitach.
Choć śię vivaty zaczną po stole
Kiélich z nóg spada, á oschłe wole
dręczy pragnieniem.
Niekontentuią tam krotofile,
Gdzie śię przylepka rozgości niemiłe
wszytko wywrotem.
Niechsię Sonaty kapel wydadzą
Lub serenady, gale zgromadzą
wdzięczne opery,
Niech się wysila metr kapelista,
Zerwie mysl dobrą grzech kompanista
threnem wewnętrżnym.
Latem ogrody, Oranżerie,
Flory, Tulipy, roże, lilie
nie uweselą.
Zima przeiazdki, brygad parady,
W zapust kuliki, miłe szlichtady
czoło zakwaszą.
Wszędy śię wsćibi ścisły kollega,
Ból serce sciśnie, gdzie grzech dolega
w parze z frasunkiém.
Próżno mysl suszyć, nic nierozbiia

Melancholii, póki grzech żyie
w Wnętrznym pokoju.
Ktoby zamyslał siły stargane
Na betach spowić w sny pożądane
w bez senne nocy.
Sen o mil tysiąc oczu odbiega,
Gdy na sumnienie trwoga nalega,
grzech jawny niespi.
A któraż grzechu złość zliczy karta?
Gdy i Anjoła zamienił w czarta
á królow w wołu.
Wielkie, bo w Niebie grzechu rodziny,
A pogrzeb w piekle, z pychy ruiny;
Tak zawsze kończy!
Ten łotr, i Tyran Niebo skołatał
Ani swey dziury wiecznie załatał
Którą Luciper
Rozdarł dość twardey buty rogami
w Dół na łeb lecąc z Adherentami,
Tak profitował.
Dość że iuż w grzechach smiechu, szaleństwa,
Doda łaskawie Niebo Zwycięstwa
Vale bez zwrotu
Boska Obraza brzydka Maszkara
w Którey konwoju Plaga i kara:
JEZUS MARYA!
Pod cetnarami duszę stroskaną
Złości towarem naładowaną
Na szalach łaski
w Niebo winduie moc nieustanna
MARYA, Jozef, Joachim, Anna
JEZUS MARYA.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Baka.
  1. Przypis własny Wikiźródeł toporki
  2. Przypis własny Wikiźródeł tutaj: ujmy, uszczerbki
  3. Przypis własny Wikiźródeł nauczyciel muzyki
  4. Przypis własny Wikiźródeł pościeli, pierzynach
  5. Przypis własny Wikiźródeł łac. żegnaj