Uszy hrabiego Chesterfield i kapelan Gudman/Rozdział drugi

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Uszy hrabiego Chesterfield i kapelan Gudman
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ DRUGI.

Po wielu spostrzeżeniach przyrodniczych, dokonanych przy pomocy moich pięciu zmysłów, lunet, mikroskopów, rzekłem, pewnego dnia, do p. Sidrac: „To są czyste kpiny; niema żadnej natury, wszystko jest sztuką. Cudowną jest sztuka, z jaką planety tańczą regularnie koło słońca, gdy słońce kręci się samo dokoła siebie. Musiał to być ktoś równie uczony jak królewska akademia w Londynie, ten kto urządził rzeczy w ten sposób, iż kwadrat obrotu każdej planety jest zawsze proporcyonalny do pierwiastka z sześcianu ich odległości od środka; i trzeba być czarownikem aby to zgadnąć.
„Przypływ i odpływ Tamizy wydaje mi się wynikiem sztuki nie mniej głębokiej i nie mniej trudnej do poznania.
„Zwierzęta, rośliny, minerały, wszystko wydaje mi się urządzone wedle miary, wagi, liczby, ruchu, wszystko jest sprężyną, dźwignią, blokiem, machiną hydrauliczną, laboratoryum chemicznem, od trawki do dębu, od pchły do człowieka, od ziarnka piasku aż do chmur.
„Niema wątpliwości: wszystko jest sztuką, a natura jest prostą chimerą. — Masz pan słuszność, odparł p. Sidrac; ale masz o tem wszystkiem słabe pojęcie; wszystko to już powiedział pewien mędrek z tamtej strony kanału[1]; cóż, kiedy nikt nie zwrócił na to uwagi. — Co mnie dziwi, i co mi się najbardziej podoba, to iż, mocą tej niezrozumiałej sztuki, dwie machiny tworzą zawsze trzecią. Bardzo mi żal, że nie mogłem tego dokonać z miss Fidler; ale widzę, że było postanowione od najdawniejszych wszechczasów, że miss Fidler użyje do tego innej machiny niż mnie.
— To co pan mówisz, odparł p. Sidrac, również już było powiedziane: tem lepiej, to pomnaża prawdopodobieństwo słuszności twego rozumowania. Tak, bardzo zabawne jest, że dwie osoby wydają trzecią; ale to nie odnosi się do wszystkich istot: dwie róże nie wydają trzeciej róży całując się; dwa kamienie, dwa metale, nie wydają trzeciego; a mimo to, metal, kamień, to rzeczy których cała przemyślność ludzka nie zdołałaby stworzyć. Wielki, prawdziwy, ciągły cud, to to, że chłopak i dziewczyna wydają razem dziecko, i że słowik robi słowiczka swojej słowiczycy a nie pliszce. Powinnoby się spędzić pół życia na naśladowaniu ich, a drugie pół mi błogosławieniu tego kto wymyślił tę metodę. Istnieje, w sztuce płodzenia, tysiąc bardzo ciekawych sekretów. Newton powiada, że natura jest wszędzie do siebie podobna: Natura est ubique sibi consona. W miłości to jest fałszywe: ryby, gady, ptaki nie kochają się tak jak my: jest w tem nieskończona rozmaitość. Fabrykacya czujących i działających istot zachwyca mnie. Roślinność też ma swoje uroki. Zawsze zdumiewam się, że ziarno zboża rzucone w ziemię wydaje wiele nowych ziarn.
— Aha, rzekłem (byłem wówczas jeszcze głupi): niby że zboże musi umrzeć aby się urodzić, jak uczy o tem Szkoła[2].
P. Sidrac sprostował z uśmiechem i bardzo oględnie moje pojęcia. „To było dobrze za czasów Szkoły, rzekł; ale najskromniejszy rolnik wie dzisiaj że to głupstwo. — Ach, panie Sidrac, przepraszam pana; ale ja byłem teologiem, a nie można się tak odrazu wyzbyć swoich przyzwyczajeń.


Przypisy

  1. Słownik filozoficzny, art. „natura“ (Przyp. Woltera).
  2. Terminem tym oznacza Wolter filozofię scholastyczną i jej adeptów.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.