Tako rzecze Zaratustra/O wielkiej tęsknicy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł O wielkiej tęsknicy
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część trzecia
Pobierz jako: Pobierz Cała część trzecia jako ePub Pobierz Cała część trzecia jako PDF Pobierz Cała część trzecia jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

O WIELKIEJ TĘSKNICY

O duszo ma, jam cię nauczył mawiać „dziś“ jak „niegdyś“ lub „ongi“ i ponad wszelkiem „tu“, „tam“ i „ówdzie“ w pląsach się ponosić.
O duszo ma, jam cię wyzwolił ze wszystkich starych zakamarków, omiotłem z ciebie pył, pajęczynę i mroki.
O duszo ma, omyłem cię z drobnej wstydliwości i podmówiłem, abyś naga w oczach słońca stanęła.
Nawałnicą, która zwie się „duchem“, zadąłem ponad twem rozfalowanem morzem; wszystkie chmury zdmuchnąłem precz, zdławiłem nawet tego dławca, co się „grzechem“ zowie.
O duszo ma, nadałem ci prawo powiadać „nie!“ jako nawałnica, i głosić „tak!“, jak się głoszą jasne niebiosa: oto jesteś mi cicha jak światło, i cicha przechodzisz przez nawałnice przeczenia.
O duszo ma, zwróciłem ci wolność nad wszystkiem, co stworzone i jeszcze nie zdziałane: któż zasię zna, jako ty znasz, rozkosz rzeczy przyszłych?
O duszo ma, nauczyłem cię wzgardy, co się nie rodzi, jako zaczerw toczący, uczyłem cię wielkiego miłującego gardzenia, które najbardziej kocha, gdzie najbardziej gardzi.
O duszo ma, uczyłem cię tak przekonywać, abyś i słuszności same ku sobie nakłaniała: jak słońce, które nawet i morze podmawia ku swojej wyżynie.
O duszo ma, odjąłem ci wszelką uległość, wszelkie kolan uginanie i „jasny pan“ mawianie; sam ci nadałem imiona: „odwrotnica niedoli“ i „przeznaczenie“.
O duszo ma, dałem ci nowe imiona i jaskrawe bawidełka, zwałem cię „przeznaczeniem“ i „obszarem obszarów“ i „pępowiną czasu“ i „dzwonem lazurowym“.
O duszo ma, krainę twą poiłem wszelką mądrością, dawałem ci wszelkie nowe moszcze oraz wszystkie prastare, tęgie wina mądrości.
O duszo ma, każde słońce zlewałem na cię, każdą noc, każde milczenie i tęsknotę każdą: — i oto wyrosłaś mi, jak winny krzew.
O duszo ma, przebogatą i brzemienną stałaś mi się, krzewem stałaś się winnym o nabrzmiałych wymionach, krzewem gęstym od brunatno-złotych gron: —
— gęstym i uginającym się pod ciężarem własnego szczęścia, wyczekującym w nadmiarze swym, a w tem oczekiwaniu jeszcze wstydliwym.
O duszo ma, niemasz bo nigdzie duszy, któraby była bardziej i miłująca, i ogarniająca, i nieogarnięta. Gdzieżby bo przeszłość i przyszłość w bliższym były zespole, niźli u ciebie?
O duszo ma, dałemć wszystko, wszystkie nie dłonie opróżniły się dla cię: — a teraz oto! Teraz rzeczesz mi uśmiechnięta i smętku pełna: „Któż z nas dwojga dziękować tu winien? —
— czyż dający nie powinien dziękować, że biorący przyjął? Czyż darowywanie nie jest potrzebą piekącą? Czyż branie nie jest — zmiłowaniem?“ —
O duszo ma, pojmuję ja uśmiech twego smętku: nadmiar twego bogactwa wyciąga oto dłonie tęskniące!
Pełnia twa zapatrzyła się na morza wzburzone i szuka, i oczekuje; tęsknota przepełni wyziera z oczu twych niebios uśmiechniętych!
I zaprawdę, o duszo ma! Czyje oczy, uśmiech twój ujrzawszy, nie zatonęły we łzach? Aniołowie łzami opływają nad przedobrocią uśmiechu tego.
Dobroć i przedobroć twa, one to skarżyć się nie chcą i płakać nie umieją: a jednak uśmiech twój, o duszo ma, tęskni do łez, a drżące twe usta do załkania.
„Nie jest-że płacz wszelki skargą, a wszelaka skarga oskarżeniem?“ Tak do się przemawiająca, wolisz, o duszo ma uśmiechać się raczej, niźli żal swój wynurzać,
— wytryskiem łez wynurzać rozżalenie swe całe nad własną pełnią i nad tem krzewu winnego wnętrznem parciem do winobrańcy i noża winobrańczego!
A skoro nie chcesz płakać, nie chcesz wypłakać purpurowego smętku swego, śpiewać więc będziesz musiała, o duszo ma! — Patrz, ja sam się uśmiecham, ja, coć na to wróżę:
— śpiewać będziesz musiała, śpiewem, jak fala wzburzonym, póki nie uciszą się morza wszystkie, aby nadsłuchiwały tęsknicy twojej, —
— póki na uciszonych tęsknych morzach nie zakołysze się łódź, złocisty czar, a wokół tego złota wszystkich dobrych a złych przedziwnych rzeczy pląs: —
— i liczna rzesza wielkich i małych stworzeń, oraz wszystko, co tak lekkie, przedziwne posiada stopy, że po fiołkowych ścieżkach potrafią biec, —
— hen, do złocistego czaru zbiec, do łodzi ochoczej i do łodzi onej pana: ten zaś jest winobrańcą, co z djamentowym nożem winobrania oczekuje, —
— twój wielki wyzwoliciel, o duszo ma, ów bezimienny — — któremu przyszłe pieśni imię dopiero nadadzą! I zaprawdę, już oddech twój niesie woń przyszłych pieśni, —
— już płoniesz i marzysz, już pijesz spragniona u wszystkich głębokich dźwięcznych studzien ukojenia, już zległ twój smętek w błogości przyszłych gędźb! — —
O duszo ma, oto oddałem ci wszystko, nawet to, co mi jedynie jeszcze pozostało, wszystkie nie dłonie opróżniły się przy tobie: — a żem ci śpiewać nakazał, patrz, to był dar mój ostatni!
A żem cię do śpiewu zwał, powiedz, mów: z dwojga nas — dziękować komu tu? — Lub słuszniej czyń: śpiewaj, o śpiewaj duszo ma! A mnie dziękować każ! —

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.