Tako rzecze Zaratustra/Ozdrowieniec

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł Ozdrowieniec
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część trzecia
Pobierz jako: Pobierz Cała część trzecia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część trzecia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część trzecia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

OZDROWIENIEC

1

Pewnego poranku, w jakiś czas po powrocie do jaskini, zerwał się Zaratustra ze swego posłania, jak opętany, krzyczał strasznym głosem i zachowywał się tak, jak gdyby na posłaniu pozostał jeszcze ktoś, co żadną miarą powstać nie chce. Głos Zaratustry rozbrzmiewał tak donośnie, że zwierzęta jego zbiegły się przestraszone; zaś ze wszystkich pieczar i kryjówek wokół jaskini Zaratustry powypłaszał się zwierz wszelaki i latał, trzepotał, pełzał lub skakał, jak mu przyrodzenie nóg lub skrzydeł pozwalało. A Zaratustra mówił temi słowy:

Bywaj, myśli przepaścista, wynurzaj się z mojej głębi! Jam twym kogutem i świtem, zaspany nicponiu! Bywaj! bywaj! Mój głos dopieje się przecie ocknienia twego!
Zerwij więzy z uszu! Słuchaj! Gdyż ja słuchać cię pragnę! Bywaj! bywaj! Gromu tu dosyć, aby i groby do słuchania zmusić!
Spędź sen oraz gnuśność i ślepotę z oczu! Słuchaj mnie i oczyma swemi: mój głos jest lekiem dla ślepo urodzonych.
A gdy raz się ockniesz, masz mi czuwać wiecznie. Nie mój obyczaj prababki ze snu budzić, aby je znów — do snu układać!
Poruszyłaś się, przeciągasz się, rzęzisz? Bywaj! bywaj! Nie rzęzić — lecz mówić mi masz! Woła cię Zaratustra, bezbożnik!
Ja, Zaratustra, orędownik życia, orędownik cierpienia, orędownik koliska — wołam cię, myśli ma przepaścista!
Chwała mi! Zbliżasz się — słyszęć już! Bezdeń ma przemawia, ma ostatnia głębia dobyła się na światło dzienne!
Chwała mi! Bliżej tu! Dłoń mi podaj — — ha! puszczaj! — Ha, ha! — — Wstręt, wstręt, wstręt — — — biada mi!

2

Zaledwie jednak Zaratustra te słowa wygłosił, zwalił się z nóg jak martwy, i jak martwy, długi czas na ziemi leżał. Gdy przyszedł wreszcie do siebie, blady był na twarzy, drżący na ciele, z łoża podnosić się nie chciał i wzbraniał się długo jeść i pić. Trwało to dni siedm; zwierzęta nie opuszczały go dniem i nocą, orzeł tylko wylatywał raz po raz, aby pokarm mu znieść. Co zaś znalazł i zrabował, układał na posłaniu Zaratustry: tak że Zaratustra leżał wreszcie pod stosem żółtych i czerwonych jagód, gron, jabłek różanych, wonnych ziół i szyszek piniowych. U nóg zaś jego leżało jagniąt dwoje, które orzeł z trudem porwał pastuchowi.
Wreszcie po siedmiu dniach podjął się Zaratustra z łoża, wziął jabłko różane do ręki i lubował się jego wonią. Wówczas, mniemały zwierzęta, nastał czas, kiedy do niego przemówić należało.

„O, Zaratustro, rzekły, oto już siedm dni leżysz z ciężką powieką: nie zechciałbyś wreszcie podjąć się na nogi?
Wyjdź z jaskini: świat na cię, jak ogród, czeka. Wiatr igra ciężkiemi woniami, które do ciebie garnąć się pragną; wszystkie strumienie gonić cię chcą.
Rzeczy wszelkie tęskniły za tobą, czasu gdyś ty siedm dni sam pozostawał, — wynijdź z jaskini! Rzeczy wszelkie lekarzami chcą ci być!
Zali nowe nawiedziło cię poznanie, gorzkie i ciężkie? Jak kwaśny zaczyn leżałeś tu oto, dusza wezbrała w tobie i pęczniała poza brzegi wszelkie. —“
— O, zwierzęta me, odparł Zaratustra, gawędźcież dalej, a mnie słuchać pozwólcie! Skrzepia mnie to, gdy waszej słucham gawędy; gdzie się gawędzi, tam świat staje się wnet dla mnie ogrodem.
Jakże rozkoszne jest to, że słowa i dźwięki na świecie są: czyż słowa i dźwięki nie są to tęcze i mosty złudne nad wieczną rozłąką rzeczy?
Do każdej duszy odrębny świat przynależny; dla każdej duszy jest inna dusza zaświatem.
Między największemi zwłaszcza podobieństwami kłamie pozór najpiękniej; zaś przez najmniejszą szczelinę najtrudniej mosty przerzucać.
Dla mnie — jakżeby „poza mną“ być mogło? Niemasz „na zewnątrz“! Lecz zapominamy o tem przy dźwiękach; i jakże rozkoszne jest to, że zapominamy!
Czyż rzeczy wszelkie nie obdarzono nazwami i dźwiękami, aby się człowiek przy rzeczach orzeźwiał? Pięknąż bo pustotą jest mowa: pląsa nią człowiek nad rzeczami wszelkiemi.
Jakże rozkoszna jest wszelka mowa i wszystkie kłamstwa dźwięków! Dźwiękami pląsa miłość nasza po barwnych tęczach. —
— „O, Zaratustro, rzekły na to zwierzęta, przed takimi, którzy myślą jak my, rzeczy wszelkie same pląsają: wszystko to jawi się, dłonie sobie podaje, śmieje się, pierzcha — i powraca.
Wszystko idzie, wszystko powraca; wiecznie toczy się koło bytu. Wszystko zamiera, wszystko zakwita; wiecznie rok bytu bieży.
Wszystko się łamie, wszystko znów się spaja; jednakie buduje się wiecznie domostwo bytu. Wszystko się rozłącza, wszystko wita się ponownie; wierne pozostaje sobie wiecznie kolisko bytu.
W każdem mgnieniu poczyna się był; wokół każdego „tutaj“ toczy się kula: „tam“. Środek jest wszędzie. Krzywy jest szlak wieczności“. —
— O, wy sowizdrzały i katarynki! — odparł Zaratustra i śmiał się znowuż, jakże wy dobrze wiecie, co się w ciągu dni siedmiu dokonać musiało: —
— i jak mi ów potwór w gardziel wpełznął i dusił! Lecz odgryzłem mu głowę i wyplułem ją precz.
A wy, — wyście już piosnkę z tego uczyniły? Lecz oto leżę tu, wyczerpany ukąszeniem i wypluciem tem, chory jeszcze z własnego wyzwolenia.
A wyście przyglądały się temu? O, zwierzęta me, jesteścież i wy okrutne? Więc widokiem wielkiego bólu pragnęłyście się napawać, jak to ludzie czynią? Albowiem człowiek jest najokrutniejszem zwierzęciem.
Wobec tragedji, walk byków i ukrzyżowań czuł się dotychczas najrozkoszniej; a gdy piekło sobie wynalazł, patrz! stało się ono jego niebem na ziemi.
Gdy wielki człowiek krzyknie —: mały wnet się tu znajdzie; i język z gęby lubieżnie wywiesi. Zwie on to wszakże „współczuciem“ swojem.
Człowiek mały, osobliwie poeta — jakże on zapamiętale życie oskarża! Słuchajcież tedy, lecz baczcież, abyście się nie przesłyszeli i wyczuli rozkosz, która w tych wszystkich oskarżeniach tkwi!
Ci oskarżyciele życia! ich życie zwycięża jednem mrugnięciem oka: „Kochasz mnie? pyta czelnie; poczekaj nieco, jeszcze ja czasu dla ciebie nie mam“.
Człowiek jest dla samego siebie najokrutniejszem zwierzęciem; i pośród tych wszystkich, co się „grzesznikami“, „krzyża swego dźwigaczami“ i „pokutnikami“ zwą, baczcie mi na tę rozkosz, która w ich skargach i oskarżeniach tkwi!
Zaś ja sam — chcęż ja temi słowy oskarżycielem być człowieka? Och, zwierzęta me, to jedno przeświadczenie zdobyłem dotychczas, że człowiekowi to jego „najgorsze“ niezbędne jest do najlepszego; —
— że wszystko najgorsze jest najwyższy siłą i najtwardszym kamieniem dla najwyższego twórcy; oraz że człowiek lepszym i gorszym stać się musi! —
Nie do tego torturowego łoża przykuty byłem, iż wiedziałem: „człowiek jest zły“, — lecz przeciwnie: jam wołał, jako nikt dotychczas jeszcze nie wołał:
„Och, że też to jego „najgorsze“ jest tak bardzo drobne! Och, że też to jego „najlepsze“ jest tak bardzo małe!“
Wielki przesyt człowiekiem — on to mnie dławił i w przełyk zapełzał: oraz i to, o czem wróżbiarz wróży: „wszystko jest obojętne, nie opłaca się nic, wiedza dławi“.
Wielki mrok wlókł się przedemną, długi, śmiertelnie znużony i śmiercią pijany smutek, co ziewającemi usty przemawiał:
„Wiecznie powraca on, ów człowiek, którymś ty się znużył, człowiek mały“, — tak ziewał mój smutek i powłóczył nogą, a zasnąć nie mógł.
W piekło przeistoczyła mi się ziemia ludzka, zapadła się pierś jej, wszystko, co żyło, stało mi się próchnicą ludzką, i kością trupią, i zmurszałą przeszłością.
Siadywało me wzdychanie na wszystkich grobowcach człowieczych, a wstawać nie mogło; pytania i westchnienia nie rechotały, dusiły i trawiły mnie, skarżąc się dniem i nocą:
— „och, człowiek wiecznie powraca! Człowiek mały powraca wiecznie!“ —
Nago ujrzałem raz obu, największego i najmniejszego człowieka: nazbyt podobni byli do siebie, — nazbyt ludzki nawet i ten największy!
Nazbyt mały największy! — to mi omierzłym uczyniło człowieka! A wieczny nawrót nawet i tego, co najmniejsze! — omierziło mi to istnienie wszelkie!
Och, wstręt! wstręt! wstręt! — — Tak rzekł Zaratustra, westchnął i przeraził się, gdyż przypomniał sobie chorobę swą. Lecz zwierzęta jego przerwały mu dalszą mowę.
„Nie mów już, ozdrowieńcze! — odparły mu zwierzęta, raczej wyjdź z jaskini, gdzie świat na cię, jako ogród, czeka.
Między róże i pszczoły wyjdź i między roje idź gołębie! Osobliwie do ptaków śpiewających idź: abyś się śpiewu od nich nauczył!
Śpiewać bo pragnie ozdrowieniec; zdrowy niech przemawia. A gdy i zdrowy pieśni zapragnie, innych zebce on pieśni, niźli do zdrowia powracający“.

„O, wy sowizdrzały i dudy niemilknące, zamilczcież wreszcie! — odparł Zaratustra i śmiał się ze swych zwierząt. Jakże wy dobrze wiecie, jaką to pociechę wymyśliłem sobie w ciągu tych dni siedmiu!
Iż znowuż śpiewać oto muszę, — pociechę wynalazłem sobie i to uzdrowienie: chcecież i na to wnet ułożyć piosnkę lutniową?“
— „Nie mów już, odparły zwierzęta ponownie; zdziałaj raczej, ozdrowiały, nową wprzódy lutnię dla swych pieśni nowych!
Gdyż zważ to, Zaratustro! Nowym twym pieśniom nowej potrzeba lutni.
Śpiewaj i płoń, o Zaratustro, zlecz nowemi pieśniami duszę swą: abyś udźwignął swe wielkie przeznaczenie, które jeszcze żadnego człowieka przeznaczeniem nie było!
Gdyż zwierzęta twe wiedzą wszak, o Zaratustro, kim jesteś i stać się musiałeś: patrz, tyś jest nauczycielem wiecznego wrotu —, oto twe przeznaczenie!
A żeś pierwszym, co tę naukę wieścić musi, — jakżeby przeznaczenie to nie miało być snadnie twem największem niebezpieczeństwem i chorzeniem twem!
Patrz, my wiemy, czego ty uczysz: że rzeczy wszelkie wiecznie powracają, a my wraz z niemi, i że wieczne razy jużeśmy tu były, a rzeczy wszelkie wraz z nami.
Uczysz, że jest wielki rok stawania się, olbrzymi, potworny rok, co jako zegar piaseczny, wciąż na nowo wrotnie nastawiać się musi, aby na nowo się osypywał i do końca dobiegał: —
— tak, iż wszystkie te roki są sobie równe w wielkiem i małem zarazem, — tako, iż my sami w każdym wielkim roku jesteśmy jednacy w wielkiem i w małem zarazem.
A gdybyś ty teraz zemrzeć chciał, o Zaratustro, wiemy i to, jakbyś w tej chwili do się przemawiał: — wszakże zwierzęta twe błagają cię — abyś jeszcze nie umierał!
Przemawiałbyś bez drżenia, raczej z przydechem błogości: gdyż wielkie brzemię i zdławienie zdjęte byłoby wreszcie z ciebie, ty najcierpliwszy! —
„Oto umieram i zanikam, mówiłbyś wówczas, jedno mgnienie, a stanę się nicością. Dusze są równie śmiertelne, jak i ciała.
Lecz powróci ten węzeł przyczyn, w który i ja wplątany jestem, — stworzy on mnie ponownie! Jać sam należę do przyczyn wiecznego wrotu.
Powtórzę się wrotnie wraz z tem słońcem, tą ziemią, tym orłem i wężem tym — nie do nowego, ani lepszego życia, ani też do podobnego:
— powracać będę wiecznie do zawsze jednakiego i zawsze tego samego życia, zarówno w rzeczach wielkich jak i małych, tak, abym znowuż o rzeczy wszelkich wiecznym wrocie nauczał, —
— abym znowuż me słowo głosił o wielkiem dla świata i ludzi południu, abym znowuż ludziom nadczłowieka zwiastował.
Rzekłem nie słowo i łamię się na słowie mem: tako chce ma dola wieczna —, jako zwiastun ginę!
Nastała godzina, w której schodzący samego siebie błogosławi. Tak — kończy się znijście Zaratustry“. — —

Skoro zwierzęta te słowa rzekły, zamilkły i oczekiwały, aby Zaratustra do nich przemówił: Zaratustra wszakże nie słyszał, że one milczą. Leżał oto z zamkniętemi oczyma, na pozór śpiący, aczkolwiek od zaśnięcia daleki: gdyż z duszą własną rozmowę wówczas wiódł. Wąż i orzeł, widząc go tak milczącym, uszanowały wielką wokół niego ciszę i oddaliły się oględnie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.