Szkice węglem (1884)/XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Sienkiewicz
Tytuł Szkice węglem
Pochodzenie Pisma Henryka Sienkiewicza tom I
Wydanie trzecie
Data wydania 1884
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz S. Niemiera
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Całe opowiadanie
Pobierz jako: Pobierz Całe opowiadanie jako ePub Pobierz Całe opowiadanie jako PDF Pobierz Całe opowiadanie jako MOBI
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
XI.

Skończona niedola.

Na niebie zaszedł już wóz, a weszły kurki, gdy drzwi skrzypnęły w chacie Rzepów i Rzepowa weszła cicho do izby. Wszedłszy stanęła jak wryta, bo spodziewała się, że Rzepa, jak zwykle będzie spał w karczmie; tymczasem Rzepa siedział na skrzynce pod ścianą, z pięściami wspartemi o kolana i patrzył w ziemię.
Na kominie dogasały węgle.
— Gdzieś była? — spytał ponuro Rzepa.
Zamiast odpowiedzieć, ona padła na ziemię i leżąc przy jego nogach ze szlochaniem i płaczem wielkim, zaczęła wołać:
— Wawrzon! Wawrzon! dla ciebie to ja, dla ciebie! na sromotę się podałam. Oszukał mnie, a potém zwymyślał i wypędził. Wawrzon! ulituj że się choć ty nademną: mój serdeczny! Wawrzon! Wawrzon!
Rzepa wydobył z za skrzynki siekierę.
— Nie — mówił spokojnym głosem — już tobie przyszło na koniec, niebogo! Już ty się pożegnaj z tym światem, bo go nie będziesz widzieć. Już ty nie będziesz, niebogo, w chałupie siedziała, ino będziesz na cmentarzu leżała... już ty...
Dopiéro ona spojrzała na niego z przerażeniem.
— Cóże ty chcesz mnie zamordować?
A on:
— No, Maryśko! nie trać po próżnicy czasu; przeżegnaj się, a potém będzie koniec: nawet nie poczujesz niebogo.
— Wawrzon i ty naprawdę?...
— Połóż głowę na skrzyni...
— Wawrzon!
— Połóż głowę na skrzyni! — wołał już z pianą na ustach.
— O! dla Boga! ratunku! ludzie! ratun...
Rozległo się głuche uderzenie, potém jęk i stuk głowy o podłogę; potém drugie uderzenie, słabszy jęk: potém trzecie uderzenie, czwarte, piąte, szóste. Na podłogę lunął strumień krwi, węgle na kominie przygasły. Drganie przeszło Rzepową od stóp do głowy, potém trup jéj wyprężył się nagle i pozostał nieruchomy.
Wkrótce potém szeroka krwawa łuna rozdarła ciemności: paliły się zabudowania dworskie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Sienkiewicz.