Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XI.

Skończona niedola.

Na niebie zaszedł już wóz, a weszły kurki, gdy drzwi skrzypnęły w chacie Rzepów i Rzepowa weszła cicho do izby. Wszedłszy stanęła jak wryta, bo spodziewała się, że Rzepa, jak zwykle będzie spał w karczmie; tymczasem Rzepa siedział na skrzynce pod ścianą, z pięściami wspartemi o kolana i patrzył w ziemię.
Na kominie dogasały węgle.
— Gdzieś była? spytał ponuro Rzepa.
Zamiast odpowiedzieć, ona padła na ziemię i leżąc przy jego nogach ze szlochaniem i płaczem wielkim, zaczęła wołać:
— Wawrzon! Wawrzon! dla ciebie to ja, dla ciebie! na sromotę się podałam. Oszukał mnie, a potém zwymyślał i wypędził. Wawrzon! ulituj że się choć ty nademną: mój serdeczny! Wawrzon! Wawrzon!
Rzepa wydobył z za skrzynki siekierę.
— Nie — mówił spokojnym głosem — już tobie przyszło na koniec, niebogo! Już ty się pożegnaj z tym światem, bo go nie będziesz widzieć. Już ty nie będziesz, niebogo, w chałupie siedziała, ino będziesz na cmentarzu leżała... już ty...