Szczur na pustyni (1915)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Naruszewicz
Tytuł Szczur na pustyni
Pochodzenie Antologia bajki polskiej
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
BAJKA X.

SZCZUR NA PUSTYNI.

(Z LA FONTAINE’A).

Powiadał mi kapelan baszy Amurata,
że pewny szczur, zbrzydziwszy marność tego świata,
jego rozkosze, jadem piekielnym zatrute,
wlazł do holenderskiego sera na pokutę.
Była to puszcza rozciągła,
głucha, posępna, okrągła,
w której mógł sobie bez trosk i kłopota
czekać w pokoju wiecznego żywota.
Do tej nowy pustelnik cicho wszedłszy dziury
tyle zębami, tyle dokazał pazury,
(boć to zakonnik prawdziwy
z rąk swych powinien być żywy),
że w krótkim nader czasie i mieszkanie
i żywność znalazł i miękkie posłanie.
Czegóż sobie więcej życzy

odludny stan pustelniczy,
któremu ani honory
w głowie, ani liczne zbiory,
tylko, aby przy dobrej strawie i napoju
zażywał słodko dusznego pokoju!?
Więc też i nasz pustelnik, jak wieprz w mięsopusty,
został i gruby i tłusty,
a to dziwnym Boskim cudem
nad swoim wybranym ludem,
który, nie chcąc świata użyć,
woli mu w klasztorze służyć.
Pewnego dnia wysyła posłów mysza rada
do wielebnego ojca Serojada,
upraszając go o lekką jałmużnę
na ich potrzeby podróżne.
Jechali ci posłowie w kraj bardzo daleki,
przez bagna, przez jeziora, przez stawy, przez rzeki,
z prośbą do króla i żab i raków,
aby im swych na pomoc poruszyli znaków,
dla przełamania kotów niezmiernej potęgi,
którzy ni na sojusze ni dane przysięgi
zważając, w kupę się zbiegli
i główne miasto obiegli.
Nie miała rzeczpospolita,
długami zewsząd okryta,
skąd dać wyprawę, myśląc, że w tej dobie,
gdy stanom świeckim zbywa na sposobie,
duchowny onej ciężkie potrzeby wspomoże.
Lecz pożal się, miły Boże,
drogi i pracy: ledwo sprawę przełożyli,
aż ów, pysk wyścibiwszy, naprzód się umili,
spuściwszy oczki i nabożnym tonem
tak ich odprawi z niziutkim pokłonem:
»Moi mili braciszkowie!

Niech wam Pan Bóg da zdrowie.
Wiecie, żem się ja na wieki ze światem
najuroczystszym odłączył rozbratem,
i w tej się puszczy postawił,
żebym grzeszną duszę zbawił.
Cóż wam ubogi dać mogę?
Będę się modlił za szczęśliwą drogę,
by was ten, co rządzi w niebie,
w każdej ratował potrzebie.
To powiedziawszy, nie chcąc przełamać milczenia,
odszedł kończyć w swej celi duchowne ćwiczenia.

Panowie! Kogo biorę ja za tego szczura?
Czy wielebnych mieszkańców świętego kaptura?
Ach strzeż mię, panie! niech to pada na derwisze.
Niemasz serc litościwszych, jako serca mnisze.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.