Kanarki (1915)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Naruszewicz
Tytuł Kanarki
Pochodzenie Antologia bajki polskiej
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
BAJKA VII.
KANARKI.

Pewny gospodarz, pan licznych folwarków,
miał w swym pokoju dwóch białych kanarków.

Oba z nich mieli dziane paciorkami klatki,
maku, cukru, konopi niezmierne dostatki,
wodę zawsze z krynicy, jako kryształ czystą,
słowem: wszystkiego rzęsisto.
Z tym tylko obowiązkiem, aby się uczyli,
co im piszczałka zakwili,
a pana swego, jak z pola przyjedzie,
czy przy śniadaniu, czy to przy obiedzie,
gdy zacznie pić smaczne piwko,
słodką bawili rozrywką. —
Ledwo kilka miesięcy upłynęło, alić
nie mógł się z nich jednego, kto słyszał, odchwalić.
Tak wszystko ślicznie pojął, co zagrał organek,
czy to menuecik, czy to skoczny tanek,
czy mazurka, czy kozaczka,
nic nie było trudnego dla cudnego ptaczka.
Mało na tym, że śpiewał: kiedy mu na linie
kazano w orzechowej do góry łupinie
ciągnąć wodę, lub obrok makowy ze żłobem,
póty się silił to nóżką, to dziobem,
aż do klatki zawindował.
Pan też go zawsze na ręku piastował.
Pozwalał mu z dłoni jadać
i czasem na wąsach siadać.
Nie tak się drugi udał: choć równą wygodę
miał, jak kolega, mak, cukier i wodę,
i z kilką drążkami klatkę,
i świeżą zawsze sałatkę,
nie chciało mu się uczyć, biegał w kątek z kątka,
każdego ostrym pyszczkiem dotykając prątka,
aby mógł tylko przez jakową dziurę
przykrą pożegnać klauzurę.
Darmo chłopiec nadymał organkowe miechy:
lepiej wróbel świergotał, siedząc koło strzechy,

niżeli on nieuk śpiewał.
Skakał tylko, psuł klatkę, albo brzuch nadziewał.
Aż też pan rozgniewany, nie widząc poprawy,
cisnął go kotu buremu do strawy,
mówiąc: »Kiedyś niewdzięczny na me łaski, ptaku,
znajdziesz lepsze mieszkanie u matusa w saku.
Niechaj ten raczej na świecie nie żyje,
kto tylko na nim je darmo i pije«.

Mości panowie studenci,
życzę większej do nauk wam przykładać chęci.
Nie traćcie marnie czasu: często się to przyda,
że szlachcic głupi umrze za piecem u żyda.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.