Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niech wam Pan Bóg da zdrowie.
Wiecie, żem się ja na wieki ze światem
najuroczystszym odłączył rozbratem,
i w tej się puszczy postawił,
żebym grzeszną duszę zbawił.
Cóż wam ubogi dać mogę?
Będę się modlił za szczęśliwą drogę,
by was ten, co rządzi w niebie,
w każdej ratował potrzebie.
To powiedziawszy, nie chcąc przełamać milczenia,
odszedł kończyć w swej celi duchowne ćwiczenia.

Panowie! Kogo biorę ja za tego szczura?
Czy wielebnych mieszkańców świętego kaptura?
Ach strzeż mię, panie! niech to pada na derwisze.
Niemasz serc litościwszych, jako serca mnisze.