Strona:Zweig - Amok.pdf/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


. Przez jedną, czy dwie sekundy Twoje oczy utonęły w moich, które nie mogły i nie chciały oder­wać się od Ciebie — a potem przeszedłeś obok mnie. Serce mi biło; mimowoli zwolniłam kroku, a kiedy z niedającej się przemóc ciekawości odwróciłam się, zobaczyłam, że zatrzymałeś się także i że patrzy­łeś za mną. I po Twoim wzroku, który mnie obserwował ciekawie i z zainteresowaniem, poczułam odrazu: nie poznałeś mnie.
Nie poznałeś mnie wtedy ani później, nigdy mnie nie poznałeś. Jakże potrafię Ci opisać rozczarowa­nie tej chwili... — żeś mnie nie poznał! Przeżyłam z tem życie całe i z tem umieram: niepoznana, zaw­sze niepoznawana przez Ciebie... Jakże potrafię Ci opisać moje rozczarowanie! Bo widzisz, podczas tych dwóch lat w Insbrucku, kiedy w każdej godzinie myślałam o Tobie, wyobrażałam sobie zawsze na­sze pierwsze spotkanie we Wiedniu, wymarzyłam sobie wszystkie możliwości, najprzykrzejsze, najdziksze i najradośniejsze — zależnie od chwili. Wszystko było, że tak powiem, już prześnione, wy­obrażałam sobie w przykrych chwilach, że mnie odtrącisz, pogardzisz mną, dlatego, że nie jestem równą Tobie, że nie jestem dość piękna, żem zanadto natrętna... wszystkie formy Twej niechęci, Twej oziębłości, Twej obojętności, wszystko przemyśla­łam w namiętnych wizjach — ale nawet w najgorszych chwilach nie byłabym przypuściła tego jed­nego najstraszniejszego faktu, że wogóle nie zauważyłeś nigdy mojego istnienia! Dzisiej potrafię to już zrozumieć — ach, jak Ty mnie dużo nauczyłeś! — że twarz dziewczyny, kobiety, musi być dla