Strona:Zweig - Amok.pdf/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A ty mnie bardzo długo nie widziałeś, pomimo, że każdego wieczoru stałam pod Twojemi oknami, nawet podczas dokuczliwego, wiedeńskiego wichru. Często czekałam godzinami — daremnie, często wychodziłeś z domu w towarzystwie znajomych, dwa razy widziałam Cię także w towarzystwie kobiet, i wtedy czułam po nagłem drgnięciu serca, że jestem już dorosłą, czułam inny, nowy odcień mojej miłości do Ciebie, kiedy zobaczyłam jakąś obcą kobietę, idącą z Tobą pod rękę. Nie dziwiłam się, wiedziałam przecież z moich dziecinnych lat, że kobiety przychodziły zawsze do Ciebie, ale teraz czułam jakby fizyczny ból, coś buntowało się we mnie przeciw tej Twojej widocznej, cielesnej poufałości z inną! Na drugi dzień nie poszłam pod Twoje okna, zadraśnięta w mojej dumie dziecięcej, ale jak strasznym był dla mnie ten wieczór buntu i nieposłuszeństwa!... Nazajutrz wieczór stałam znowu pod Twojemi oknami, czekając, czekając, tak jakby było przeznaczeniem mem czekać zawsze przed Twojem zamkniętem dla mnie życiem...
Aż nareszcie, pewnego wieczoru spostrzegłeś mnie. Widziałam Cię już zdaleka i wytężyłam całą wolę, żeby tym razem nie uniknąć spotkania z Tobą. Przypadek chciał, że ulicę zatarasowały ciężarowe wozy i że byłeś zmuszony przejść tuż obok mnie. Twój roztargniony wzrok mimowoli zatrzymał się na mnie i odrazu zamienił się w owo czułe, otulające a jednocześnie rozbierające spojrzenie, którem darzyłeś kobiety, owo spojrzenie, którem obejmowałeś i brałeś zarazem, i które we mnie, dziecku, wtedy po raz pierwszy rozbudziło kobietę-kochan-