Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/451

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


warzyszy — ; — zdjęli kapelusze — trzymają je nieporadnie przed sobą, oburącz trzymają — — — czemu milczą? — czemu nie śpiewają? — — milszeby to było, niż ta w ich dobrych oczach troska i żałość serdeczna — — i poco? poco? — przecież dojdą! przecież dojdą! przecież muszą dojść!!
Towarzyszka Ursa odrywa z drzewca czerwony sztandar — powoli nakrywa Cyprjana od stóp po szyję. Cyprjan czuje wzmagający się chłód, sztywnienie i zapadanie się nagłe — siniejąca mgła zasłania widzenie, lecz jeszcze słyszy, słyszy wszystko poprzez napierający coraz bardziej ogłuszający szum olbrzymich wód — —
Towarzyszka Ursa staje na kamieniu, na najwyższym wzniesieniu barykady — jest zmaterializowanym głosem ziemi, pieśnią, hymnem — — przykłada dłonie do ust i skanduje silnie, dobitnie, powoli — poprzez wrzawę ulicy i szum wód —:
— towarzysz Cyprjan padł na barykadzie —
Zasłyszeli.
Bliżsi dalszym podali wieść żałosną — przebiegła szybko długie szeregi — —
Pochód przystanął — — wszyscy zwrócili się ku barykadzie, gdzie ten, o którym te słowa głoszono, leżał pod czerwonym sztandarem.
Cała przestrzeń od wschodu po zachód nalana była modrym, słonecznym dniem.
Towarzyszka Ursa podniosła lewą pięść wysoko — rozległą ulicą wszerz i wzdłuż wyrósł nieprzejrzany las pięści — —
Cisza.