Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/450

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drzej — — on taki właśnie młody — i półczwarta roku w więzieniu — czyste ma oczy, i człowiek taki, — tak to on, napewno on; — nikłym, ledwo widocznym ruchem głowy prosi Cyprjan, żeby się przybliżyła; zrozumiała; — jeszcze bliżej! — Uśmiecha się ku jej bliskim, lśniącym oczom — i szepce cicho, z trudem, z przerwami — — słowa są jak szelest czesanych włosów, gęstych, rudych włosów —:
— to właśnie ty towarzyszko —
Przyłożyła ucho blisko jego ust — i jeszcze raz dosłyszała:
— to właśnie ty......
I jeszcze z mozołem, z wielkim mozołem podniósł nieco dłoń i wystukał palcami powoli takt pieśni: ...bój to będzie ostatni...
Tedy towarzyszka Ursa nachyliła się nad nim jeszcze bliżej i ucałowała go w usta — — poczuł smak jej młodych, zapalczywych warg — — ostatni pocałunek ziemi — — i w pięknym doprawdy kształcie żegnała się ziemia z poetą — w kształcie dziewczęcego torsu wyrastającego z czerwieni — — —
Kątami warg zaczęła się przesączać krew — nikłą lecz szybko toczącą się strugą — — niedawne wargi towarzyszki Ursy miały już zapach i słoność krwi — — —
Rozwarł szeroko oczy — jest bardzo jasno i bardzo wyraźnie, jak na scenie przy pełnym świetle ramp i reflektorów — — — pochód minął barykadę zdąża do celu — —
Wokół niego, na tym niebezpiecznym cyplu, stoi zwarta, mgląca się konturami gromada to-