Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/437

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Golgota.

Znów ten rechot karabinów; obmierzły. Pac — pac — pac — pukają kule w trumnę i w serca niosących; — podsuwają się nowi, i dalsi, i wciąż.
To musi być dokonane; dokładnie zrobione.
Donieść trzeba, żeby tam nie wiedzieć co!
Musimy!

— z wami idę towarzyszu Cyprjanie — mówi towarzyszka Ursa — to ładna rzecz, i to ważne —
— ty, towarzyszko w tej sprawie ładna jesteś i ważna —
Spojrzał na nią.
Uśmiechnęła się.

— mówią, że to już ostatnia barykada —
Padło hasło: — milicja przodem! — bronić trumny!
— akademików kryć! —
— my tu, robociarze, zginiemy, ale wy musicie przeżyć i wyjść cało! —
— zaharowani na śmierć, daliśmy wam wiedzę, od ust odejmowaliśmy aby tylko wy, synkowie, — szkoły, książki, czesne; — dopomniecie się i o krzywdę każdą i w sobie ten zapał, który nas, waszych ojców... nowy ład — wy! Upragniony dzień — wy! —
Chcą tę umiłowaną młodzież wepchnąć do bram; bramy zatrzaśnięte — domy głuche, ślepe, martwe, złe — — ech! gdzież te poety miłego „domy antypaństwowe“ — to tylko te tam na dalekich przedmieściach! — Więc każdego akademika otacza kor-