Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/438

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


don gęsty robotników, jak pszczoły pokrywają matkę, — przez tyle piersi nie przejdzie kula do was, ugrzęźnie w piersi ostatniego — lecz ty inteligencie chłopsko-robotnicza żyć będziesz! — abyś działał, abyś był, abyś świadczył, — pamiętaj!!
Świst kul — grad gęsty — — na ziemię! — Przypadają szeregi do bruku; — tylko ci z trumną przyklękają — — — I nagły zryw i krzyk i komenda wspólna: naprzód!!

Otoczenie Cyprjana jest gniewne i opryskliwe — :
— czemu się, towarzyszu Cyprjanie, nastawiacie — ? —
— do diabła tu z wami —
— won do tyłu! —
— ta tak leść przed samą trumną — na celu gwerów! — psiakrew! —
— teraz będzie ostro —
I towarzyszka Ursa płonie i podbiega; burczy:
— kryjcie się tam za trumnę! —
— a czy wy, towarzyszko, też się wycofacie?—
— ja? —; dziwi się ona, — ja?, skądże ja? — I rozchyla nadąsane nieco wargi i odsłania lśniący rząd zębów z wydatnymi, ostrymi siekaczami —
— no więc —, odparowuje Cyprjan, — czemu się mnie czepiacie, widzicie... Tu odchylił się raptównie i instynktownie — bliska salwa grzmotnęła w sam środek gęstwy ludzkiej.
Powszędy rozległy się krzyki, jęki i rzężenia.
Kula drasnęła go w policzek poniżej ucha; nic ważnego; drobiazg; — lecz tuż za nim trzech niosą-