Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/435

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rywa z futerału rewolwer i w te otwarte, przerażone usta strzela! — Zapadła młoda strzaskana głowa w śmierć; bluzgnęła krew. Z życia ostał krzyk tłukący się ostatkiem sił po ścianach ulic.
Towarzyszka Ursa woła: zbrodniarz! zbrodniarz!
Zakotłowało się w tym piekielnym miejscu.
Tymczasem szaleniec dobiegł do trumny — szablą tnie deski — z poza wyszczerzonych zębów wzbierają i pękają słowa — jakby do żywej osoby —: masz! masz! masz!
Teraz dopiero napiera zmącony tłum, ten z poza trumny, dalszy — bójka wręcz, masakra — —
Trumna znów płynie nad głowami wielką ulicą śródmieścia — przed nią znak żywej krwi wysoko wzniesiony.

Pochód na Golgotę.

Już nowi towarzysze niosą trumnę; giną jeden po drugim; trumna zestrzelona jak sito — pełna białych odłupań i drzazg — ledwo się trzyma deska deski — przednia ściana wypadła — — wystają chude, trupie stopy w dziurawych skarpetkach.

Szarża!
Do infernalnej symfonii pogrzebowej dopada zdyszany chrap i nierówny spłoszony stukot kopyt.
Natężone milczenie podniosło się jak wzrastający grzmot w oszalały wrzask, w burzę zmieszanych głosów, w nawałnicę gniewu, w krzyk pomsty, w rozpacz ostatnią: