Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/396

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nym odcinku Europy — decydująca na wiele najbliższych lat — ; — straszna rozgrywka, bo dno świadomości podudnia echem religijnych zmagań — bo czasy takie: bankructwa i nowego dorobku etycznego; to jest najważniejsze, do tego sprowadza się wszystko; materialistyczny pogląd na świat to właśnie wstająca w nagłości i niecierpliwości religia. I już wątpliwości nie ma...... A tamte okopy? — ostatni etap szaleństwa: za wszelką cenę! — lecz ta cena jest już bez jakiejkolwiek wartości — — I: dobrzeby było w takiej obrosłej wysoko szumiącym lasem leśniczówce — — pewnie, pewnie; — tyle tylko, że nie można, że nie wolno, że już nie można, że jeszcze nie wolno — — a taki właściwie winienby być eksodus człowieka: kontemplacja i zachwyt —: oto dwa szyfrowe hasła, które otwierają bramę krainy ostatniej — — może nadejdzie ten czas; trzeba go skłonić, aby nadszedł, aby nadszedł jaknajprędzej — —
Rano.
Południe.
A wieczorem:
lokomotywa pruła soczystą zieleń, jasną i niezapyloną; rozpryskiwały się na boki niskie porosty pół żytnich i pszenicznych, opalone łysiny wyorzysk, i znów gęstniejące w napierającym mroku konicze i łąki; — gromadziły się dopiero na widnokręgu i olbrzymim, rozległym zakolem wracały w ustawicznym powrocie! krajem toru pienił się wczesny puch ostromlecza wydmuchany koszącym prądem.
Cyprjan stał w kurytarzu przy oknie. Z zaciekawieniem patrzał na odmienny krajobraz. Tam,